czwartek, 25 marca 2010

KAWAŁ... MIĘCHA !

W związku z powszechnym "maniemdość" zimy i powolnym następowaniem wiosny, kupiłem na balkon trochę zielonego z czerwonym i drugie, zielone z niebieskim ...

Polecam ... Duzo lepiej nam się zrobiło ...

Na stole gościło u nas ostatnio bardzo eleganckie bydle ...
Na urodziny dostałem od Pascala prezent.., ładną papierową torebkę,trochę ciężkawą ... W środku "coś" zawinięte we francuską gazetę ... miękkie i zimne ... hmm ...
Były to trzy wielkie steki wołowe z ĄNTRRIKOTT:) marki, yyy znaczy się rasy, LEMUZZĘ:). Tak, mniej więcej (raczej mniej) to się wymawia, po naszemu: antrykot z limuzyny.
Ponieważ, jak zaznaczył Pascal, mięso bylo za świerze, trafiło do zamrażalnika i czekało ... (dwa miesiące :)
Dla nas, w kraju nad Wisłą, pojęcie rasy krowy z jakiej jest wołowina w garnku, to zupełna abstrakcja. Wyobrażam sobie reakcję pana w sklepiku na bazarku, kiedy przychodzę i pytam czy ma antrykot z wołowiny rasy limuze ... Przecież nie sprzedałby mi juz nigdy nawet pasztetowej ! Ale ...! właśnie sprawdzałem poprawną pisownię tej rasy i znalazlem takie ogłoszenie: Bydło. sprzedam 7 sztuk jałówek limuze 100% po francuskich rodzicach ...(Na Stronie sprzedambyka.pl). No proszę, może spróbuje jednak na bazarku ...
Nasza limuzyna doczekała się rozmrożenia. Poleżała jeszcze w lodówce dobę, po pieprzona, ale nie po solona.
Przygotowałem specjalnie dla niej masełko. Miękkie masło (1 / 4 kostki) wymieszałem z łyżką musztardy Dijon, posiekaną bazylią, ząbkiem czosnku, solą i pieprzem. "Uformowałem" wałeczek ... i go schłodziłem ...
Wołowinę, z braku grilla w domu, wrzuciłem na bardzo rozgrzaną patelnię (grillową). Bardzo krótko, bo lubimy raczej bardziej niż mniej krwiste. Ale nawet jak kto lubi wysmażone, do tez krótko! Troche dłużej, ale krótko, bo jak będzie za długo, to nie da się ugryźć:)
Z młodymi ziemniakami, upieczonymi z czosnkiem i tymiankiem, oraz z ciężkim czerwonym winem... BAJKA!

10 komentarzy:

  1. Uch, marzy mi się taki prawdziwy stek. Bo wołowina, którą można kupić u nas - dlatego może, że z mlecznych krów? - to jest taka se bardzo. Zazdraszczam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje opowiesci kulinarne!

    OdpowiedzUsuń
  3. No Panie, obiad z wyższej półki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Limuzyna jak się patrzy!!! Zjadłabym mięsko od mięsnej krowy, bo inaczej smakuje!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mrrr, nie ma to jak prawdziwy, krwisty stek :) To przysmak mojego chłopaka i za jego sprawą również ja go polubiłam :) Na drugą rocznicę zabrałam go do Jeff'sa na steka, był wniebowzięty :))) A co do pytania o rasę krowy na bazarku to wyobrażam sobie reakcję ;) kiedyś mój kolega miał kupić ziemniaki jakiejś tam konkretnej odmiany (na ćwiczenia laboratoryjne:P) i biedak łaził ze straganu na stragan i pytał, jakiego gatunku te ziemniaki są, i każdy patrzył na niego jak na kosmitę i odpowiadał: "są DOBREGO gatunku"... :]

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie powinnam była tu dziś wchodzić bo piątek i poszczę... Moje biedne ślinianki szaleją na sam widok :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taa... dobra krówka nie jest zła :)(nie bardzo wysoka półka, tak na wysokości mojej brody:)
    Mleczna jest do dawania mleka, a mięsna mięsa, ale w Polsce jest wieloletnia tradycja, która nakazuje np malucha (126p) przerabiać na ciężarówkę... Przecież krowę można wydoić, a potem zjeść! Żeby była tylko DOBREGO gatunku :)!

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak, nasza wołowina wyjdzie raczej zelówkowata.Co za los!

    A ja kilka dni temu kosztowałam prawdziwą argentyńską w w-wskiej ,Argentynie'.Polecaaaaaaaaaaaam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam krwiste steki. Gutek, taka kuchnia jest cudna! Dobra krowa nie jest zła, jak się weźmie stosowny kawałek ze stosownego miejsca, to nawet nasza "mleczna" da takie steki, że...

    OdpowiedzUsuń