czwartek, 22 grudnia 2011

Coś się po pierniczyło...

Nie wiem czy to ja coś po pierniczyłem czy autor przepisu w dodatku GW "Palce lizać". Zrobiłem wszystko dokładnie jak w przepisie...
125g miękkiego masła
1/2 szklanki brązowego cukru (teraz pomyślałem że pewnie cukier był za mało brązowy! Ech, blondyn ze mnie!)
2 i 1/2 mąki pszennej
1 łyżeczka mielonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
Masło z cukrem utrzeć mikserem na puszysty krem, dodaj pozostałe składniki, zagnieć ciasto. Jeśli jest zbyt kleiste dosyp mąki. Zawiń w folię, wstaw do lodówki na 30 minut.
No i tak zrobiłem!
Później rozwałkowałem. Rodzina obległa placek z foremkami, wycinają, chcą przekładać na blachę... a tu Gucio za samo przeproszeniem! Nie dało się. Ciasto rwało się i rozpadało w palcach.
Podjąłem nierówną walkę o uratowanie pierniczków - jak USA o ratowanie świata! Wygrzebałem jakieś stare przepisy z kolorowych gazet i dodawałem jajka, mąkę i coś tam, coś tam... Bój zakończył się oczywiście zwycięstwem! Pierniczki powstały i są bardzo smaczne.
Trzeci raz piszę o pierniczkach na i pod choinkę, i trzeci raz same problemy... jakieś fatum... pierniczone!

Nie zrażony trudnościami i gotowy prawie na wszystko, życzę Wam wszystkim którym chce się tu zaglądać:
 zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia oraz lepszego 2012 roku

piątek, 9 grudnia 2011

SMAKI ŚWIATA

Wykorzystując moment, kiedy moja wrodzona skromność już poszła spać...
Kiedyś wspominałem... Teraz książka jest na półkach, więc już mogę o niej oficjalnie mówić wszem i wobec.
zdjęcie z telefonu
Mój przyjaciel Gavin jest współautorem książki SMAKI ŚWIATA. Gavin do niedawna pływał po całym świecie jako szef kuchni na gigantycznych pływających hotelach, obecnie jest szefem wszystkich restauracji Marriotta.
 Książka zabiera w podróż dookoła świata po lokalnych targach. O samych targach pisze Evita de Gor, Polka mieszkająca w Australii. Gavin, rodowity Australijczyk, przygotował specjalnie przepisy. Ja zostałem przez Niego poproszony o zrobienie zdjęć ilustrujących przepisy. Gavin zasuwał w kuchni, a ja tylko pstrykałem, a potem spożywałem... Baaardzo fajna robota! Trwało to przez kilka wieczorów i nocy. Na wąskim stoliku, między krzątającymi się kucharzami w kuchni hotelu Marriott.

A teraz kilka fotek. :)
                                          autorzy książki
                                  Gavin w domowej kuchni
                                  Gavin "na planie" :)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Ja chrzanię... ale burak!!! Czyli ćwikła inaczej.

Ćwikła inaczej podobno pochodzi ze Śląska, ale kładę nacisk na podobno. Normalna ćwikła to tarty chrzan z dodatkami, czyli sok z cytryny, cukier itp z tartymi burakami.
Burak kojarzy mi się głównie z pewnym byłym ministrem. Z tamtych czasów pochodzi przepis na drink pod tytułem "blokada mózgu": szklanka wódki z ćwiarą buraka. Nigdy nie próbowałem... ale buraki lubię. Najbardziej z chrzanem jako ćwikłę. Ta wersja pasuje mi jeszcze bardziej niż tradycyjna. Kilka razy byłem nią częstowany. Moja wersja jest próbą odtworzenia. Oczywiście najprostszą i najmniej pracochłonną :)
Buraki gotuję, obieram, kroję w cienkie plasterki i przekładam ulubionym chrzanem, gotowym lub własnym. Odstawiam na tydzień do lodówki. Spozywam np z wędlinami! 
Na zdjęciach świeżo zrobione i kilkudniowe...

środa, 16 listopada 2011

Łosoś pieczony w cieście francuskim

Ludzie! Myśleć! To nie boli!
To raczej (mam nadzieję) nie do Was. Ale już mi się ulewa (sorki)! Nic mnie tak nie w...! 1, 2, 3,...już ok. Nic mnie tak nie denerwuje jak brak myślenia, głupota. W starym czechosłowackim serialu, chyba doktor Strosmajer wypowiedział piękną kwestie: "Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby Pani jak gołębica!" Kurde! Ileż to ludzi wokół powinno latać?! Jak gołębice? Nie jak F-16!
Dzisiaj nazywam to blondynizmem. Nie ma to nic wspólnego z kolorem włosów, a dużo z zawartością kory mózgowej czy raczej brakiem zawartości.
Jak inaczej nazwać (przyjmując moją nomenklaturę) kogoś kto ładuje się na środek skrzyżowania bez szansy zjechania z niego? Co kieruje takim blondynem? Szybciej będzie w domu? Czy 50 innych osób będzie później?
Co "myśli" blondynka wyprowadzając pieska za potrzebą na plac zabaw dla dzieci?
Albo jakie ma przemyślenia "kark" zastawiając cały chodnik swoją furą rozmiarów TIRa? (W tym przypadku wiem, bo go "zagadnąłem", ale Wam nie powtórzę).
No i historia jak dla mnie "perełka"! Na naszym osiedlu znikają kosze na śmieci, nie ma gdzie wyrzucić głupiego papierka... (???) Co się okazało? Administracja je likwiduje bo... CIĄGLE SĄ PEŁNE!!! SKANDAL! Te durne ludziska wyrzucają śmieci do kosza!
W związku z powyższym zalecam rybkę! Rybka wpływa na wszystko, a zwłaszcza na mózgownice!!!
Łosoś zapiekany w cieście francuskim po mojemu, inspirowany Pascalem de Cnor Brodnickim!
Do tego dania (i nie tylko) kupuję łososia w dzwonkach, ale nie takie kawałki ze środka, tylko ogon! Pyszne mięso, które odkrawam od kręgosłupa i mam superowe fileciki. Ciasto francuskie kupuję niestety gotowe. Na jednym płacie ciasta kładę rybę osoloną i opieprzoną, i na tartą koperkiem. Przykrywam drugim płatem. Brzegi dociskam widelcem. Piekarnik rozgrzany do 240 st. C a po włożeniu ryby zmniejszam do 200. Około pół godziny pieczenia jest ok. Podaję z sosem holenderskim: 2 całe jajka ubijam nad parą i wlewam wolno kostkę sklarowanego masła, później sok z dużej cytryny lub 2 mniejszych, sól i pieprz. Musi być dość gęsty.
Prawda że myślenie się poprawia?

czwartek, 10 listopada 2011

Słonina kiszona po chłopsku

Słonina kiszona po chłopsku jak ulał pasuje do akcji Biało-Czerwona. Moja wersja została zainspirowana wpisem Olgi.
Troszkę zmieniłem przyprawy, ale idea została (można dać upust fantazji). Akcja wyżej wymieniona :) jest według mnie bardzo cenna, bo próbuje zmienić coś w naszym cierpiętniczo - płaczliwym sposobie obchodzenia świąt narodowych (mamy jeszcze kilka po za 11 XI), ale ten wątek "przerobiłem" tu. Jest to tak, ważne że zrobiłem wyjątek i biorę udział w akcji :))) i jest to już drugi mój wpis. Jednak ani tego przepisu, ani poprzedniego nie uda Wam się zrealizować na tegoroczne Święto Niepodległości :p . To nie jest takie wiśta wio, do tego (jednego i drugiego - święta i potraw) trzeba się przygotować!
Ta podana jest ze względu na okoliczności z żurawiną. Super jest z korniszonami lub chrzanem albo z grzybkami z octu. No i trzeba popijać gorzałką... do piwa jest zbyt tłusta.

P.S.
Pierwsze zdjęcie proponuję skromnie :) na banerek przyszłorocznej akcji biało-czerwona...

piątek, 4 listopada 2011

PEKFLAJSZ czyli wołowina peklowana fajnie

O pekflajszu, pisałem w lutym w relacji z Kazimierza. Jadłem go w knajpie "U FRYZJERA", którą bez żadnych korzyści majątkowych, mogę polecić. Jest tam spory wybór potraw żydowskich (jedzenie nie jest koszerne). Zjedliśmy tam jeszcze wątróbkę po żydowsku (tu w moim wykonaniu).
Pekflajsz to nic innego jak wołowina peklowana i ugotowana, podana z chrzanem (i ew. ćwikłą) najlepiej w towarzystwie kaszy gryczanej.
Hm! Gotowane mięso to żadna radocha... tak się Wam wydaje? Też tak myślałem! Gotowaną wołowinę to ja mam w rosole, da się zjeść, ale żeby się tym zachwycać?! O nie! Jesteście w błędzie! Cały bajer polega na pe-klo-wa-niu! Mięso najlepiej jak jest z części przeznaczonych do gotowania, ja wybrałem udziec (może być łopatka, a u Fryzjera był rosbef). Mięso pekluje się w małej ilości roztworu w glinianym lub szklanym naczyniu (nigdy w stalowym!) przez średnio 14 dni, co dzień obracając. Do peklowania służy nasycony roztwór soli (to taki co już więcej nie da się rozpuścić) z odrobiną saletry spożywczej, dużą ilością rozgniecionego czosnku i przypraw. To jest przybliżony skład na 1 litr wody:
2-3 łyżki soli
2 g saletry (czubek łyżeczki)
pół łyżeczki zmielonych ziaren kolendry lub gorczycy (co kto lubi)
4 ziarna ziela angielskiego
3 liście laurowe
4 ząbki czosnku
Nie słuchajcie jeśli ktoś będzie mówił, że minimum mięsa do peklowania to 3 kg, ja peklowałem 800g.
Saletra, zwłaszcza w takiej ilości, nie jest szkodliwa jak niektórzy siewcy złych wieści próbują wmawiać. Ale jeśli ktoś się bardzo boi może ją pominąć... będzie miał równie pyszne jedzonko tylko nie pięknie różowe, a szaro - buro - zielone.
Po tych 14 (10) dniach peklowania mięso trzeba wrzucić do wrzątku, tak aby było zakryte i gotować do miękkości. Pokroić na plastry i podawać z chrzanem i kaszą gryczaną. Pasują też kwaszeniaki.
Ponieważ jest to kuchnia Żydowska, ściśle związana przez wieki z Polską, a na dodatek mięso z chrzanem jest Biało-Czerwone, jest to moja propozycja do akcji Biało-Czerwona.









czwartek, 3 listopada 2011

Niewiarygodna historia "DZIEWCZYNKA W ZIELONYM SWETERKU"

Dzisiaj nie o jedzeniu, dzisiaj chciałem polecić książkę ... "Dziewczynka w zielonym sweterku. W ciemności" (PWN). Naprawdę, warto...
Książka opowiada niesamowitą historię grupy Żydów ocalonych przez polskiego kanalarza Leopolda Sochę. Są to wspomnienia dziewięcioletniej wtedy pani Krystyny Chiger (którą poznałem na spotkaniu promującym książkę).
Tą samą historię opowiada film Agnieszki Holland "W ciemności", polski kandydat do Oskara.
Przyznam się bez bicia, że książki jeszcze nie przeczytałem, ale widziałem już film (premiera w styczniu) i powiem tak: przez trzy dni sceny z filmu miałem przed oczami! W filmie nie ma bardzo drastycznych scen, ale cała ta historia jest wstrząsająca. Trudno jest dzisiejszemu "człowiekowi supermarketowo - satelitarnemu" ogarnąć sytuację w której kilkanaście osób przez 14 miesięcy "żyje" w kanałach! Polak, przykładny katolik, złodziej i kanalarz, Socha, postanawia ich ratować. Początkowo za kasę, ale kasa się kończy... Targany rozterkami... "przecież Żydzi ukrzyżowali Chrystusa!", ale "Chrystus też był ŻYDEM!". Jak to? "i Najświętsza Panienka też...?!"
To trzeba przeczytać... Ciężkie, owszem... Ale ci którzy lubią łatwiznę niech się żywią tylko hot dogami i big makami...

Wyjaśnię tylko, że mała Krysia Chiger przez te 14 miesięcy w kanałach była w zielonym sweterku...

P.S.
W nawiązaniu do komentarzy dodaję suplement.
To jest pierwsza wersja okładki.


Uprzedzając kolejne wątpliwości jeszcze jedna informacja praktyczna.
To jest jeszcze inna książka o tej historii. Pamiętnik ojca.

wtorek, 25 października 2011

Figa... nie z makiem

Figi jeszcze obficie zalegają na straganach, a i w supermarketach też jest ich dostatek... więc trzeba korzystać! Te z supermarketów nawet wolę, bo tańsze i mniejsze... takie zgrabniejsze... Podobno rozmiar nie ma znaczenia. Dla mnie ma. Są tacy co lubią większe... ok! No nie da się ukryć - figi są sexi! Bardzo je lubię!
Przejdę już do przepisu bo idę w złym kierunku...
To jest najlepsze jako przystawka.
Kilka fig (najlepiej po jednej na głowę)
Opakowanie serka sałatkowego (ala feta)
Łyżeczka tymianku suszonego lub łyżka siekanego świeżego
Kilka prażonych orzechów włoskich
Plastry boczku (tyle co fig)
Po kilka kropli aceto balsamico na figę
Odrobina wermutu (3-4 łyżki stołowe)
pieprz i sól
Serek wymieszać dokładnie (!) z tymiankiem, siekanymi orzechami, wermutem, solą i pieprzem. Figi naciąć na 4 i napełnić serkiem. Owinąć plasterkiem boczku. Zapiec. Pokropić octem balsamicznym. Podać. Spożyć (z białym winem - bezcenne!). :-x
Zapomniałem skromnie dodać, że jest to mój autorski pomysł... :)

środa, 12 października 2011

Moussaka... prosta i nie tłusta!

Ostatnio bardziej na topie są Węgry, ale byłem tam na urlopie i średnio mi się podobało, zwłaszcza jedzenie... Tłusto, ostro i trochę monotonnie... jak dla mnie. Ale o tym już wcześniej pisałem.

U mnie dzisiaj po grecku... też trochę nie na miejscu... ale kuchnie mają śródziemnomorską, a to lubię! Niestety w Grecji nie byłem... Byłem tylko raz kiedyś na Krecie, ale to podobno nie Grecja tak jak Korsyka to zupełnie co innego niż Francja albo Sardynia to nie Włochy... Muszę to sprawdzić! A do Grecji też jeszcze kiedyś da się pojechać ;)
Z Krety pamiętam masę pseudo-greckich knajp z nachalnymi naganiaczami, owszem miłymi kelnerami i masą "greckich" dań i trunków. Wtedy myśleliśmy, że to właśnie Grecja. Dopiero po powrocie dowiedzieliśmy się od stałych bywalców kreteńskich, że prawdziwych greckich knajp trzeba szukać z dala od turystycznych deptaków nad morzem. Teraz tak robimy i w innych krajach. Mądry Polak po szkodzie...
Zróbmy sami greckie jedzonko, na pewno będzie lepiej smakować niż to z greckich mcdonaldów.
Wiadomo że w oryginale jest jagnięcina mielona, ja robię z wołowego. I jeszcze jedna uwaga: zamiast bakłażana można użyć cukinii. Jest bardziej delikatnie a zgodnie z pierwowzorem :)
A! Jeszcze jedna zmiana. Nie wszyscy lubią beszamel, więc moja propozycja jest z zamiennikiem, też podobno akceptowanym. Ale jak według Was to już nie jest grecka moussaka tylko jakaś zapiekanka Gutka... to może też warto spróbować ;)
2 spore cukinie (jędrne)
2 duże pomidory
2 duże cebule pokrojone w plasterki
500g mięsa
1/4 łyżeczki ziół (np prowansalskich)
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
2 łyżki puree z pomidorów
3 łyżki siekanej natki pietruszki
1/2 szklanki wytrawnego białego wina
sól, pieprz

zamiast beszamelu:
1 opakowanie śmietany lub w wersji light gęstego jogurtu
2 łyżki tartego parmezanu lub podobnego sera
1/4 tartej gałki muszkatołowej
sól, pieprz

do posypania:
2 łyżki tartego parmezanu lub...
3 łyżki grubo kruszonej suchej bułki
pieprz

Cukinię pokroić w plastry 5 mm :) lekko posmarować oliwą, obsmażyć na rozgrzanej patelni.
Pomidory sparzyć, obrać ze skóry, pokroić na duże kawałki.
Rozgrzać piekarnik do 180 st. C
Na dużej patelni rozgrzać trochę oliwy włożyć cebulę i mięso, smażyć na małym ogniu rozgniatając mięso. Po kilku minutach dodać pomidory, zioła, cynamon, puree z pomidorów, natkę, wino, pieprz i zagotować. Zmniejszyć ogień i dusić 20 min.
Żaroodporne naczynie delikatnie posmarować oliwą, wyłożyć dno warstwą z połowy cukinii (na zakładkę jak wystarczy). Rozłożyć mięso z warzywami z patelni i przykryć resztą cukinii.
Na wierzchu rozprowadzić śmietanę /jogurt wymieszany z serem, gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Posypać wymieszaną bułką z serem i pieprzem.
Zapiekać ok. 45 min. aż będzie barwy złocistej...
Można zrobić to samo danie w wersji ekonomicznej, tzn. nie w dużym naczyniu tylko w kokilkach. Wersja ekonomiczna polega na tym, że każdy z biesiadników dostaje jedną kokilkę i nie ma dokładek ;)

P.S.
Zachęcam do akcji biało-czerwona . Więcej informacji u Małgosi Głowackiej właśnie tam.

wtorek, 11 października 2011

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI... nadchodzi

Zmieńmy TO!
Zainspirował mnie wpis u Zdesperowanej... :)
To jest temat który "męczy" mnie od dawna: Jak świętujemy zbliżające się Święto Niepodległości?
Jak takie święta obchodzone są w innych krajach? Radośnie...? Hmmm... Ciekawe. Cieszą się? No niby logiczne. Naród odzyskał niepodległość to się cieszy. Proste. A nie! MY rozdrapujemy rany, odgrzewamy pretensje do sąsiadów. (Dlaczego nikt dzisiaj nie ma pretensji do Szwedów za najazd!?)
Uczcijmy pamięć Tych którzy zapłacili za niepodległość życiem, ale nie róbmy z tego ŚWIĘTA stypy! Cieszmy się z NIEPODLEGŁOŚCI! Może jakieś danie sztandarowe, które będzie się kojarzyć z tym dniem (była propozycja pieczonej gęsi...),może właśnie biało-czerwone ciasteczka, może element - drobiazg na ubraniu... Może przydałoby się trochę "imprez kulturalnych", ale wesołych, a nie :"Kiedy przyjdą podpalić dom,ten, w którym mieszkasz..."
Zmieńmy to...
Więcej uśmiechu i koloru na co dzień i od ŚWIĘTA!

czwartek, 6 października 2011

Najbardziej seksowna sałatka

Przynajmniej tak ją zachwala J.Oliwier. Ja serwuję ją jako przystawkę... najbardziej seksowną.
Roboty jest na 5 minut. A efekt ? Oceńcie sami...
Składniki:
figi
mozzarella
bazylia
wędlina (w oryginale prosciutto, u mnie różnie, nawet z wędzonym boczkiem jest super!)
sos: oliwa, sok z cytryny, miód, pieprz, sól
To tyle. Są sytuaje kiedy nie należy zbyt dużo mówić ;)

P.S.
W zapowiedziach wydawniczych pojawiła się książka do której robiłem część zdjęć, oczym już kiedyś wspominałem.
Obiecałem wtedy, że poinformuję kiedy ma się pojawić w księgarniach. Oto info.

I jeszcze jedno... Idźcie w niedzielę... Plissssssssss!