sobota, 4 lutego 2012

Łosoś w skorupce z musztardy na świeżych pomidorach z bazylią...

Zimno trochę, co? Chcieli zimy to mają... Ale to już nie długo.
Jak na doświadczonego (czytaj: starego) glindę przystało, powinienem powiedzieć: kiedyś to były zimy! (-20) Ale jak były te moje prawdziwe zimy, to moja babcia mawiała: kiedyś to były prawdziwe zimy! (-40) To się nazywa różnica pokoleń... Dla Basi zima to jest -5, a teraz to "jakiś dramat".
Dzisiaj jadąc cieplutkim samochodem widziałem koksowniki na przystankach... Pomyślałem: ale fajnie stać na takim przystanku z koksownikiem... można się ogrzać! Ale nie było gdzie zaparkować.
Wyobrażacie sobie, że moja córka nie wiedziała co to jest koksownik? Koniec świata!
Koksownik to koksownik, ale żyletka?!
Młoda uczy się fizyki... napięcie powierzchniowe... No i tłumaczą autorzy podręcznika, że żyletka położona na płask nie tonie, a włożona na sztorc idzie na dno... proste! Rozumiesz? Nie!!! Czego nie rozumiesz?!!! CO TO JEST ŻYLETKA?.........................
Ja to ja, ale taki gamoń co pisze/akceptuje (to dwa gamonie) podręcznik powinien pomyśleć, że obecnie używa się depilatorów, elektrycznych maszynek do golenia i wosku, a nie żyletek!!! Wiem, że trudno byłoby wytłumaczyć napięcie powierzchniowe próbując położyć depilator na powierzchni wody, ale płyta CD położona na wodzie już przemówiłaby do wyobraźni... ech! A tym co układają/akceptują lektury szkolne przyłożę innym razem.
A wracając do zimy... U mnie lato pełną gębą... przynajmniej na stole. Udaję, że za oknem jest +25 :)
Jak tytuł zapowiada będzie łosoś. Powinien być z grilla, ale jechać teraz "na nawieś", wykopywać ten betonowy postument... i gdzie ja bym go ustawił? Na balkonie? Prościej było użyć piekarnika.
Pomysł jest prawie mój. Gdzieś coś widziałem, gdzieś coś czytałem, a lenistwo przewodziło!
Łososia (kupuję ogony z dzwonka, najlepsze i niedoceniane, filetuję i używam ze skórą lub bez) trzeba przyprawić standartowo: sól, pieprz, cytryna. Tam gdzie była skóra, nałożyć musztardę Dijon z gorczycą i ułożyć na pomidorach bez pestek, z listkami bazylii i odrobiną oliwy (musztardą do góry). I zapiekam! 15 minut. Jak zwykle proste, a lato murowane!

8 komentarzy:

  1. Cudowny łosoś!
    U mnie na rynku też postawili koksowniki :D i się dowiedziała co to jest hehehe :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Stoi w profilu o dyslekcji? Stoi! Ale poprawiłem ze świerzych na świeże ;)
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. A jeśli juz w kwestii pytań... to kto to jest "stary glinda"? Czyżby różnica pokoleń, że nie wiem? :D
    Ps. Moje dzieci też już chyba żyletki nie będą za bardzo kojarzyć... A ja to się żyletkami tyle zarysowanych tuszem kalek w czasie studiów naskrobałam, że chyba nie tęsknię. :D
    Pozdrówka. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Możliwe Małgosiu :) stary glinda -> dawniej: erudyta

    OdpowiedzUsuń
  5. Ups... :D Ja miałam zupełnie inne skojarzenie. :D Ale to i lepiej, że nie trafiłam. :D
    Ps. Jakaś nowa sesja książkowa się szykuje? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No... ciekawe jskie?
    Niestety nic... nie dzwonią :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Łososia wchłaniam pod prawie każdą postacią. Twój przepis dorzucam do swojej kolekcji. Pyszny! Gratulacje i pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  8. cierpkiewino.blog.interia.pl19 lutego 2012 15:49

    Przyszłam się przywitać, wpadłam tak z "Zarysownika" szukając czegoś...specjalnego...i znalazłam...przejrzałam i jestem pod wrażeniem...przepisy jeżeli pozwolisz wypróbuję...ostatnio mojej kuchni brakuje świeżości... a tutaj...kulinarne cudeńka...pozdrawiam Klaudia

    OdpowiedzUsuń