czwartek, 23 lutego 2012

SUSHI ewentualnie suszi...

Jak napisałem w "nagłówku" czasem miało być o pracy... To już teraz!
Wczoraj był bardzooo dłuuugiii wieczór w kuchni hotelu Marriott. Do domu wróciłem już dziś! Powodem było sushi... Sushi w wykonaniu prawdziwego kucharza z sushi baru.
Ciągle piszę "sushi" -  w odróżnieniu od mojego suszi (żenua w konfrontacji).
Receptury nie będzie... nie dali... ale dali zjeść to co było już uwiecznione na zdjęciach! Jak dla mnie było super!
Na początek dwie fotki na których widać, że robienie zdjęć w "pracującej" kuchni to nie warunki studyjne (na dodatek za mną były lodówki z których co chwila coś było potrzebne).
Lubię robić tam zdjęcia...












Na zdjęciach wystąpił łosoś, tuńczyk, marynowana makrela i węgorz...

3 komentarze:

  1. Ślinotok do kostek! A już się chciałam zapytać, jak się tak pięknie zawija.

    OdpowiedzUsuń
  2. dokładnie !!! dragonfly ukradła mi komentarz. ŚLINOTOK!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wygląda, uwielbiam sushi :)

    OdpowiedzUsuń