poniedziałek, 20 lutego 2012

Fajną książkę czytałem...

Dawniej panowie z "Para-męt Pikczers" opowiadali jaki fajny film wczoraj widzieli (dokładnie to A. Zaorski opowiadał M. Kociniakowi). Dzisiaj nikt filmów opowiadać nie musi bo, kto chce może, jaki chce film ukraść nie wychodząc z domu. Z książkami jest na razie trochę trudniej. Co prawda w sieci można rąbnąć audio-booka, ale wynieść "Dziady" z pilnie strzeżonego Empiku już nie każdy potrafi...
Zatem zapraszam do księgarni, może być internetowa, po "SMAKI DWUDZIESTOLECIA, zwyczaje kulinarne, bale i bankiety" Mai Łozińskiej, wydanej przez PWN :). Jest to kontynuacja serii którą otworzyła książka, o której już wspominałem, "W ZIEMIAŃSKIM DWORZE".

Ze SMAKÓW dowiemy się więcej o tym co działo się w miastach. Gdzie robiono zakupy, gdzie je przechowywano i co z nich przyrządzano. Jak wyglądały jadalnie, bary, cukiernie. Jakie panowały w nich zwyczaje.
Roman Kramsztyk Mężczyzna jedzący raki 1919
(Wiedzieliście że trzeba było odprowadzić specjalny podatek od każdego gościa imprezującego po północy? I jeśli "gość" nie chciał zapłacić tego podatku, koszty ponosił właściciel knajpy! Dlatego większość lokali zamykano o 24 )
Co jadano i pijano... w barach ulicznych, na rautach rządowych, u cioci na herbatce o 17.00, na imieninach Jana Kiepury, a co na święcie pułkowym we Lwowie. Kto na tych imprezkach bywał a kto nie.
Bardzo fajnie się czyta. Jeśli podobał się komuś "Ziemiański...", nie zawiedzie się "Smakami..."
  Kaszub sprzedający ryby, Hel 1932

  Na targu w Poznaniu

 Uliczna sprzedaż ryb, Kraków 1932

 Automaty z kanapkami 1931

 Wystawa nowoczesnych mebli w Instytucie Propagandy Sztuki, Warszawa 1936

 Czajnik elektryczny w wiejskiej chacie, fotografia propagandowa z 1936 roku



 Przy bufecie u Hawełki, Kraków 1938




 Juliusz Nagórski, Portret Franciszka Fiszera (uważa się go za pierwowzór Pana Kleksa)
 W warszawskiej kawiarni, lata 30 te



Przyjęcie imieninowe Jana Kiepury w restauracji w Lasku Wolskim w Krakowie 1936r

4 komentarze:

  1. Uwielbiam tego typu książki. Uczą tego, jak się naprawdę żyło, a nie w którym roku zakończyło się rozbicie dzielnicowe w Polsce (choć i to wypada wiedzieć,zapewne gdzieś po chrzcie Polski i bitwie pod Grunwaldem). Tylko taka historia zbliża nas do siebie, pokazując, że wtedy ludzie też żyli jak my, kochali się, jedli, imprezowali - różnica tylko w pytaniu: JAK? Jak to wyglądało? I to jest fascynujące dla mnie (nota bene historyczki).

    Aha, no i zdjęcia - bezbłędne ;)
    PS. A ile tych lat trzydziestych dziewiątych było? :-P (patrz podpis pod zdjęciem dwóch kobiet siedzących przy kawiarnianym stoliku)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż... Tym razem to literówka nie dyslekcja :)
    Już idę poprawić. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo, ciekawa jestem kto i w jaki sposób rewidował i ściągał ten podatek od "północnego gościa"... :D
    Znalazłeś Robert inne takie dziwactwa? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. guciu reklama ksiazki jest super a gdzie jest jakis fajny przepisik?

    OdpowiedzUsuń