czwartek, 30 września 2010

Baton

Mamy już jesień, co widać, słychać, a głównie czuć! Widać niestety nie piękne owoce lśniące w słońcu na straganach, tylko co raz bardziej łyse drzewa smagane co raz zimniejszym wiatrem. Słychać nie śpiew ptaków, tylko bębnienie deszczu o szyby! I przede wszystkim, czuć lodowate powietrze... Ale, co powtarzam na okrągło, jeszcze tylko 7 miesięcy... (miejmy nadzieję)
Stało się tradycją, że kiedy robi się zimno... Franczesko ma gluta(!) i siedzimy w domu. Kiedy jeszcze zdarzało się słońce i temperatura była dwucyfrowa, a nawet miała prawie dwójkę z przodu, wychodziliśmy na spacery. Nie ma gorączki to spoko. Teraz nie wychodzimy, żeby nie dostał gorączki.
No, a jak tak siedzimy, to żeby się nie zanudzić, kombinujemy...
Dzisiaj przypomniały mi się szyszki z dmuchanego ryżu i trochę się rozczuliłem... My (tzn roczniki 6x i 7x) mieliśmy klawe życie... Była oranżada w takich fajowskich butelkach, guma balonowa "Donald" z historyjkami obrazkowymi, syfony z wodą sodową (i jeszcze saturatory i automaty na ulicach), był też ryż dmuchany obecnie zwany preparowanym (w sklepie były dwie ekspedientki, które zapytałem gdzie znajdę ryż dmuchany - młodsza zrobiła wielkie oczy, starsza pokazała po prostu gdzie).
A nasze biedne dzieci co?! NIC!
Na hasło "pańska skórka", opuszczają szczękę... bynajmniej nie w celu skonsumowania jej.
Nabywszy ryż preparowany i czekoladę gorzką, postanowiłem dzieciakom zrobić batona a'la szyszka. Niech mają coś z życia, a nie tylko ptasie mleko...
Rozpuściliśmy z Frankiem, półtorej tabliczki najlepszej na świecie gorzkiej czekolady Wedla* na parze, opakowanie małej śmietany 18%, łyżkę kakao też oczywiście Wedla i łyżkę masła. Wszystko wymieszaliśmy i dodaliśmy pół szklanki orzechów włoskich i około 100 g ryżu dmuchanego. Przyjęłoby pewnie więcej, ale skład był "na intuicję" i bałem się, żeby nie było za suche.
Foremkę wyłożyłem folią spożywczą i ugniotłem w niej masę. Schładzało się ze trzy godziny. Później tylko pokroiłem w paski... i zniknęło! Ledwo zdążyłem zrobić kilka fotek - przydały się incydenty reporterskie w życiorysie...
*E.Wedel dawny 22 lipca... wcześniej 22 lipca dawny E.Wedel :)))

14 komentarzy:

  1. Gutku, świetne...:):)Bardzo podoba mi się ostatnie zdjęcie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, tak mamy co wspominac... a ten Twoj batonik to chetnie bym sobie schrupala:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również pamiętam te "stare, dobre" czasy, mimo że jestem rocznik '80. A szyszki z ryżu to jedna z ulubionych słodkości mojej dwójki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Można by jeszcze taką karmelową zrobić :) moja babcia robiła takie ciastka, kuleczki.
    Pycha. Nie ma jak słodkie wspomnienia :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, rocznik 8x też miał i Donalda, i ryż dmuchany, i syfony, więc proszę Gutku nie pomijać tutaj, tych co trochę młodsi, ale też pamiętają :)

    Trzymam kciuki za zdrowie i szybkie pozbycie się gluta :) też ostatnio z takim jednym walczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. poruszyłeś we mnie dawno uśpione spożywcze wspomnienia z dzieciństwa..ciekawe czy pamiętasz z takim samym dmuchanym ryżem i toffi - smaczniutkie szyszki?

    OdpowiedzUsuń
  7. o, baton, Chrupiący :)
    ja tez mialam ryż preparowany (dmuchany), ale donalda już nie. Za to gumy turbo. I szyszki miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ok, ok... roczniki 8x też mogą trochę pamiętać. Ale nie mylicie gumy Donalda z McDonaldem? :)
    Z karmelem i toffi też są fajne, ale to może kiedy indziej, a może kto inny...?
    I dzięki za życzenia zdrówka :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak czytam u Gutka, to mi się zawsze gęba śmieje. :D Nie inaczej. :D
    Robert, saturatory uliczne powróciły do życia! W Gdańsku w minione lato stało ich kilka na ulicach. Niemal identyczne, jak te sprzed lat, tylko bardziej na kolorowo zrobione i szklanek nie było, a plastikowe kubeczki.
    Z tych dawnych "różności" wymieniłabym jeszcze blok czekoladowy (ja swoim dzieciom robię regularnie, one go uwielbiają!) i mleko i śmietanę w charakterystycznych butelkach. :)
    Ajjjj, fajnie tak powspominać, choć nie chciałabym by powróciły tamte kolejki i puste półki...
    Pozdrówka ślę. :) A mały Gutek - Franczesko - niech pogoni wszystkie glutki. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. a no racja! ja, rocznik 93 i tak jeszcze uważam się za usatysfakcjonowaną w tym względzie- mieliśmy swoje smaki, bajki, zabawy.. nie to, co teraz.. :(

    OdpowiedzUsuń
  11. To chyba wybiorę się w lecie wypróbować gdańskie saturatory... Szkoda :) że bez szklanek, bo największą sztuką było napić się wody nie dotykając szklanki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Pamiętam te wymysły czekoladowe bardzo dobrze i przyznam, że na wet z pewnym sentymentem. Batonik cudny. Zdrówka życzę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas na szczescie jesien (odpukuje...) piekna - jest slonecznie i cieplo (w ciagu dnia nadal mozn chodzic w T-shircie) i choc na przyszly tydzien zapowiadaja troche deszczu, to nadal ma byc cieplo (do 18 st.). Odpukuje raz jeszcze ;)

    Dmuchany ryz tez czesto zajadalam, ale nie w takim 'wypasionym' batonie ;) Bardzo fajny pomysl Robercie.

    Pozdrawiam zyczac duzo slonca i jak najmniej wirusow i przeziebien ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. oj ale sentymentalnie tu się zrobiło, pamiętam te dobre czasy, ostatnio nawet wspominałam syfon tak mi się jakoś zachciało takiej wody z syfonu z dodatkiem soku malinowego - przy najbliższej sposobności muszę odwiedzić moją babcię, podobno ma w użyciu taki syfon? aż jestem ciekawa :) baton przepiękny, schrupałabym sobie

    OdpowiedzUsuń