czwartek, 21 stycznia 2010

Zapiekane cytryny. Odsłona druga.

Już podawałem przepis na tą przekąskę / przystawkę. Przepyszną! Było to w jednym z pierwszych moich wpisów na moim młodym blogu :) , więc postanowiłem go przypomnieć. Po za tym, wtedy zrobiłem bardziej symboliczne zdjęcie, dzisiaj chciałbym zachęcić do zapiekanej cytryny pokazując jej prawdziwą urodę...
I jeszcze jedno! Po tamtym wpisie (patrz komentarze) powstał pomysł drugiego blogu: PORADY FOTOGRAFICZNE ON-LINE . Niestety... chyba chybiony... A może jednak? Chętnie doradzę! Zapraszam.
A tak prezentują się cytryny:
przed zakryciem...

po zapieczeniu...

po konsumpcji...


P.S. Dziękuję wszystkim za głosy w konkursie na blog roku.
       Było nieźle. Ok 120 poz./ 825 :)))

10 komentarzy:

  1. fantastycznie wygladaja!!! genialnie!!! cudnie fotogeniczne przy tym i sie nie dziwie efektowi pokonsumpcyjnemu :)
    Pozdrawiam :)
    A z poradnika foto skorzystam ,jak sobie zakupie kiedys w koncu lustrzanke,bo na razie nie mam zbyt duzych mozliwosci rozwiniecia sie przy kompakciku :(

    OdpowiedzUsuń
  2. nie chybiony, nie chybiony, bo wiele osób tam zagląda i niekoniecznie komentuje (np. ja;]) bardzo spodobał mi się pomysł z płytą plexi i zastanawiam się nad dosztukowaniem lampy błyskowej zewnętrznej by pobawić się światłem :)
    a zapiekane cytryny brzmią fenomenalnie, ostatnio jednak bardziej weganizuję niż wegetarianuję, więc nie skorzystam, ale pomysł 1wsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie one fajne!Fantastyczna przekąska! Zapisuje do zrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znaczy za rok będzie wygrana. :)
    A te cytrynki... no wiesz co... po oczach dajesz... Że tez nie wstyd Panu, tak denerwować ludzi tuż po pracy. :D
    Aaaa... Robiłam Robercie pate (te co mają na końcu "e" ptaszka :D) z Twojego przepisu i tylko jakieś minimalne zmiany wrzuciłam. :) Moze któregoś razu wrzucę na bloga, bo zdjęcia są! :) A jakże! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze słyszę (i widzę) o takich cytrynkach. Ale mnie to zaciekawiło, muszę wypróbować koniecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne, widziałam u JAmiego kiedyś takie, ale on rzekł, że tylko z sycylijskich wyjdą i w życiu nie próbowałam robić.

    Co do Twego drugiewgo blogu - nie uwazam, ze pomysł chybiony, trzeba tylko mieć trochę cierpliwości, bo blog nie wzrasta od razu. Myślę, że raz na jakiś czas ktoś bedzie się odzywał i tak spokojnie będziesz płynął z notkami.

    pozdrawiam...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taaaak! Te cytryny... cóż... zjadłabym! :)

    Wuaśnie Gutku!, a czemuż nic nie wrzucasz nowego na drugiego bloga? Nooo? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam na wenę... lub zapytanie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra! Jak ubiorę myśli w słowa, to zapodam pytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja nie moge znalezc przepisu na te cudne cytrynki :((( bardzo prosze o przeslanie chociaz mailem m.trebas@gmail.com
    bede baaaaardzo wdzieczna :)

    OdpowiedzUsuń