wtorek, 20 lipca 2010

CHORWACJA... (1)

No, więc tak... Hmm... Tyle tego, że nie wiem od czego zacząć, a będę się streszczał, bo oczy mam na zapałkach... (w sobotę 1300 km w 15 godzin, dzisiaj z Basią na obóz 570 po PL w 9 godz. - nawet jak stukam w klawiaturę to jeszcze ściskam kierownicę).
W Chorwacji jak to w Chorwacji... bajka.
Jedzenie jest wszędzie: rośnie jako żywopłot (np laur albo rozmaryn), rośnie na ugorze (fenkuł), w górach przy drodze (szałwia), albo wręcz łazi po drodze...

Było super... Dzisiaj tylko krótki meldunek.
To są dwa szczęśliwe Gutki na falochronie wieczorową porą uwiecznione przez Tęczę...

A to są trzy szczęśliwe Gutki nocą porą... (jedna "kulka" tamtejszych lodów = trzy "kulki" w PL)

No to szybciutko przepisik. Dzisiaj tylko jeden i prosty bo mi się klawisze zlewają... znaczy się w oczach...
Małże po marynarsku ( Moules Marinieres ) po mojemu, czyli w naszym ulubionym wydaniu!
Nie wspomniałem, że tam najwięcej jedzenia jest w morzu... Wyżej rzeczone w naturalnym środowisku wyglądają tak:

Na kuchennym blacie tak:

I właśnie to co wystaje z muszli, tzw bisiory, trzeba odciąć ostrym nożem. Nie wyrywać (ważne!) tylko odciąć lekko naciągając.
Przed czyszczeniem i gotowaniem, kilka godzin moczę je w słodkiej wodzie (nie słodzę jej :).

Tu jest 5 kilogramów - na pięć głodnych mulożerców!
Po oczyszczeniu sprawa jest prosta. Do DUŻEGO gara ląduje jedna, dwie cebule posiekane, ząbek (duży) czosnku (lub więcej - tego i tego) i szklą się na oliwie. Potem wlewam białe wino, tak, żeby było ze dwa, trzy cm na dnie, wrzucam bukiet garni, czyli wiązkę dostępnej w danej chwili zieleniny, i chwilę gotuję. Bukiet wywalam i wrzucam małże. Przykrywam gar i gotuje kilka minut przerzucając zawartość (aż się otworzą i lekko zpomarańczowieją). Na koniec wrzucam dużo siekanej natki pietruszki i ew. siekanego pomidora. Jeszcze minuta i finito! Gotowe!

Bagietka, białe wino ( w tym przypadku było bilo wino ) i cytryna. ZAMKNIĘTYCH NIE JEMY! (sensacje żołądkowe nie warte są kilku muli:)

Jutro, (o! już dzisiaj) na kila dni jadę z Franciszkiem na "nawieś", więc znów mnie nie będzie, ale mam w zanadrzu masę pyszności z Chorwacji (krewetki, ryby, warztwa, trochę mięsiwa),  które będę systematycznie Wam zapodawał...

10 komentarzy:

  1. wlasnie marinieres kojarza mi sie z Chorwacja hehe, w niektorych knajpach pakowali duzo chleba do talerza pod muszelki,ale i tak bylo warto, swieze i pachnace ...mniam! chetnie bym tam wrocil...szczegolnie na Istrie

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na więcej! Hm, nie wiem, czy bym z tych muszli jadł, bo jednak jestem za jedzeniem cywilizowanym, a nie międlakami, które z głodu uda się złapać gdzieś w morzu zamiast mięsa (oczywiście żartuję, mimo że robaków i spleśniałej żywności rzeczywiście unikam), ale brzmi i wygląda to wspaniale. Cóż, każdy ma swój smak. Ja wolę jagnięcinę ;) Do Chorwacji też się w końcu wybiorę. Trzecie zdjęcie, to cieniowe, z kreską odrzutowca - cudne!

    OdpowiedzUsuń
  3. No to się "wstrzeliliśmy" z tymi małżami! Ja zaraz po Tobie dodałam przepis na małże! Ps. Uśmiałam się do łez z tego fragmentu Twojego wpisu, gdzie piszesz o jedzeniu przy drodze... a już szczególnie o tym chodzącym po drodze:) Pzdr też wakacyjnie Aniado

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie , że w końcu jesteście! :-) Zazdroszczę żarełka. Zdjęcie na falochronie - cudo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę na to patrzeć,nie mogę...Łezka w oku się kręci i wspomnienia żyć nie dają...

    OdpowiedzUsuń
  6. My nie moczymy, zjadamy od razu, uważając na perły. Surowiec pozyskany własnoręcznie, mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. już nie mogę się doczekać tych kolejnych pyszności... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Taak! Sezon na mule w pełni... Surowiec pozyskanywłasnoręcznie na targu... Fotka autorstwa Tęczy... moja szkoła :) A! perły były, ale nie w muszlach... Ciąg dalszy nastąpi, ale teraz mam baaardzo ograniczony dostęp do sieci, więc... A to jedzonko jest baaardzo cywilizowane. Bardziej od schaboszczaka :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko i córko i nawet ojcze! To się nazywa katowanie bliźniego swego... :D
    Robert, no widzę, że urlop spędziliście odjazdowo, a przede wszystkim smacznie. Jaka szkoda, że wcześniej się nie zainteresowałam i po kryjomu nie wpakowałam się gdzieś tam Wam do bagażnika... :D Mogłabym tyle mule nawet czyścić za karę. :D
    A'propos... chcesz powiedzieć, że małże sami zbieraliście? Czy to moja mocno posunięta nadinterpretacja? :D

    Ps. Fotka z dwoma Gutkami mega fajna!

    OdpowiedzUsuń