piątek, 19 listopada 2010

"W ZIEMIAŃSKIM DWORZE"

Przeczytałem książkę... Nie żebym się chwalił, że przeczytałem. To nie pierwsza moja przeczytana... Nie, nie. Kilka książek w roku udaje mi się przeczytać. Kiedyś bardzo tego nie lubiłem, chociaż miałem na to czas (bo musiałem). Teraz chętnie czytam, ale nie zawsze mam kiedy. Jak w ruskim przysłowiu: nie choczesz - nie nada! zachoczesz - nie budźet!
No, ale... przeczytałem fajną książkę! "W ZIEMIAŃSKIM DWORZE. Codzienność, obyczaje, święta, zabawy" autorstwa Maji Łozińskiej, a wydaną przez PWN.
Ludzie! To było życie!
Barwne, z fantazją i rozmachem, ale z szacunkiem dla tradycji i wiary. Życie w zgodzie z naturą. Rytm wyznaczała przyroda. I to nie tylko rytm dnia, ale całego roku.
Ale w zgodzie z naturą nie oznacza nudnie...
Kiedy na Wielkanoc pieczono ciasta... "Ciasto z białej pszennej mąki i ogromnej liczby żółtek (Kucharz wielkopolski zalecał litr żółtek na dwie szklanki mąki) utartych z cukrem, doprawiano szafranem rozpuszczonym w wódce, utłuczoną w moździerzu wanilią..."
A jak się bawiono... A te polowania...
No, a przede wszystkim jakie budowano domy! Te dzisiejsze klocki... Czy taki współczesny projektant nie mógłby troszkę zainspirować się ówczesną architekturą...
Znajdziecie tam sporo zdjęć z epoki.
Ale co ja tu będę... sami się przekonajcie!
A to mała próbka ilustracji z książki, które pochodzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego. ( Wypisuję wszystkich posiadaczy praw autorskich ).
                                Józef Mehoffer Widok wiosenny z Janówki
To było dla ducha, a dla ciała... sałatka z rukoli, która spokojnie mogłaby stanąć na "pańskim" stole.
Sałatka pochodzi od Pascala Brodnickiego.
Rukolę, cienkie plastry gruszki, pestki granata i wiórki parmezanu skropiłem sosem z oliwy, balsamico i cytryny. Bajka...

5 komentarzy:

  1. no faktycznie to były czasy, a sałatka też pyszności :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No czasy barwne, prawda. :-) Ale chłopką na usługach jaśniepaństwa to bym nie chciała być. ;-)

    Sałatka latem zapachniała...Kiedy ten listopad się skończy???

    OdpowiedzUsuń
  3. Niby tak... ale u nas cały czas funkcjonuje obraz chłopa wykorzystywanego przez sanacyjnego czy wcześniejszego krwiopijce, "lansowany" przez 45 lat komuny... a to nie do końca prawda :) Państwo dbali o swoich pracowników, bo od nich zależała ich egzystencja. Były na pewno różne przypadki, ale to tak jak dzisiaj w prywatnych firmach...

    OdpowiedzUsuń
  4. no i wylazlo ze rodzinka z dworka/nie dworu/salatka moze i dobra ale nie smakowalem dworkowiczu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Łudzę się, że skoro listę książek po domu w strategicznych punktach od miesiąca podkładam, to się ktoś domyśli i kupi, np. właśnie tę o której piszesz :D

    OdpowiedzUsuń