środa, 18 listopada 2009

Zapiekanka ziemniaczana

To jest przepis do którego mam szczególny sentyment...
W 1989 roku pierwszy raz pojechałem do wymarzonej Francji na winobranie. Miała to być głównie przygoda, ale samofinansująca się. Ceny biletów lotniczych były tak śmieszne, że poleciałem Air France do Paryża, ale dalej (do Sabaudii) jechałem pożyczonym Mercedesem (beczką), nacjonalkami, bo nie miałem kasy na autostrady. Na miejscu Francuzi śmiali się, że Polak Merolem przyjechał pracować przy zbiorze winogron...
Pierwszego dnia, od 8.00 zrywanie winogron (nie piszę praca, bo zabawa była wyborna...) do 12.00, potem dwie godziny przerwy na obiad i odpoczynek, i do 18.00 winnica... W południe byłem tak głodny... no i to słynne francuskie jedzenie... Zasiedliśmy do stołu. "Wjechała" sałata z winegretem i bagietka. Wszyscy nakładają i jedzą, i nic się dalej nie dzieje... No cóż, zjadłem trochę mając nadzieję, że to przystawka i zaraz podadzą danie główne. No i podali... zapiekankę z ziemniaków. I koniec! Ja głodny jak 100 bandziorów! Nażarłem się (bo inaczej tego nie można nazwać) ziemniaków... Wszyscy skończyli ziemniaki i ... "wjechało" pyszne mięsko! A ja już nie mogłem ani kęsa!
Zapamiętam te zapiekane ziemniaki do końca życia... nie tylko dlatego, że były pyszne. ( Uprzedzę pierwszy wpis: g. chłopu nie zegarek...)
Po powrocie do domu próbowałem zrobić takie coś samemu i nawet było podobne. Dzisiaj w każdej książce o kuchni francuskiej jest jakiś przepis na zapiekane ziemniaki. To jest wypadkowa moich prób i książek.
Ziemniaki pokrojone w plastry 15 minut gotuję w osolonej wodzie, szkło do zapiekania smaruję masłem i dno wykładam plasterkami czosnku. Przygotowuję śmietanę (jeśli jest za gęsta rozrabiam mlekiem) z tartym serem (najlepszy jest gruyer, ale z innym twardym też jest jadalne), solą, pieprzem i tartą gałką. Ziemniaki odlewam, układam w szkle i zalewam śmietaną. Po lekkim utrząśnięciu posypuję jeszcze odrobiną tego samego tartego sera i parmezanu. Piekarnik ma 180 st C i zapiekanka stoi w nim ok 1 godziny... może krócej, trzeba obserwować!
Tylko pamiętajcie, że jeszcze będzie mięso!!!

8 komentarzy:

  1. wiem, że po 20. nie powinn się jeść, a już na pewno po 23... i jak ja teraz wytrzymam do rana???

    OdpowiedzUsuń
  2. :)oj nie wiem?
    ale jakbym przewidywała jakąś ziemniaczaną ucztę, bo uzupełniając spichleże kupiłam dziś na targu dwa kilo kartofli...
    jutro będzie dzień zapiekanki ziemniaczanej!
    dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię zapiekanki ziemniaczane, ale chyba jeszcze bardziej lubię ziemniaczki pokrojone w dużą kostkę wymieszane z oliwą i rozmarynem i tak zapiekane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pysznie wyglada. Ja robie Gratin Dauphinois ukladajac ziemniaki warstwami i kazda warstwe zalewam mieszanka smietany, mleka, galki i czosnku z sola i pieprzem. Serem posypuje tylko na wierzch. Ja serwuje takie ziemniaki w towarzystwie mieska i odkad mieszkam we Francji, zawsze tak je widzialam. Dzieki za przepis i relacje z Twojego doswiadczenia. Twoj blog jest bardzo fajny, inny !

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglada przepysznie. Dobrze, ze uprzedziles, ze bedzie jeszcze mieso, bo juz chcialam wlozyc sobie dokladke :)) Uwielbiam ziemniaczane zapiekanki i chetnie dosiadlabym sie do Twojego stolu :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Hihi, przy takich ziemniaczkach to można zapomnieć, że jeszcze mięso ma być... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Są baaardzo syte! Kiedyś robiłem je bardzo często, teraz zostały wyparte przez ziemniaki pieczone z tymiankiem i czosnkiem.

    OdpowiedzUsuń