środa, 4 listopada 2009

Paczuszki

Franciszek postanowił spędzić z ojcem trochę więcej czasu... Fajnie było całą rodziną odwiedzać groby rodzinne na Powązkach i na Wólce, fajnie było zapalić znicz przy pomniku na cmentarzu Powstańców Warszawy...
Fajnie było, ale fanie też będzie z ojcem w domu... Jak postanowił tak i zrobił... w poniedziałek rano miał 38,2, a wieczorem jak ibufen przestał działać udało się mieć 39,6 st C... no ! Tyle to już dawno nie było! Tak więc siedzimy trzeci dzień w domu, odstaliśmy swoje do lekarza, z Tęczą na zmianę wstajemy w nocy, bo "gorączka trzyma". Dzisiaj jest trochę lepiej... kończymy właśnie oglądać Rudolfa Czerwononosego...
Tęcza "na zakładzie", Basia na zajęciach, a my z młodym zajęci Rudolfem... a jeść trzeba...
No, Rudolf się skończył, a Bolka i Lolka znam na pamięć więc udam się do kuchni...
Padło na "paczuszki" z piersią kurczaka z grzybami. Przepis z J.Oliviera troszkę dostosowany...
Na podwójnie złożoną folie al trafia plasterek cytryny, kawałki piersi kurczaka, ćwiartka małego pomidora, ząbek czosnku, mrożona kurka dla aromatu (akurat była, można zastąpić namoczonym suszonym borowikiem albo innym), pokrojona grubo pieczarka, ćwiartka małej cebuli, pół łyżeczki śmietany, odrobina musztardy (oczywiście Dijon:). Grubo mielony pieprz kolorowy, gruba sól, gałązka tymianku, kilka kropli oliwy. Folie składam na pół i zawijam szczelnie brzegi. Przed zamknięciem ostatecznym, wlewam łyka białego wina (do paczuszki!). Piekarnik 220 st. C i 25 minut...
...et ca suffit :)))
Znów było danie "w 5 minut", ale chodzi mi po głowie takie coś na pół dnia w kuchni... bajka!
Tak wygląda na talerzu z sałatą...  (troche gorzej, ale dobre!)

6 komentarzy:

  1. A zdjęcie zapieczonej paczuszki to gdzie?

    Od czasu gdy kazałam mężowi kupić potrzebną do jakiegoś dania musztardę Dijon tylko taką jadamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spokojnie! Jeszcze piekarnika nie rozgrzałem i kobiety nie wróciły na wieczerzę do domu...

    OdpowiedzUsuń
  3. No więc w pierwszej kolejności zdrowia życzymy Frankowi. :* Ostatnio przechodziliśmy, więc jeszcze pamiętamy jak to niefajnie.
    A cycki kurzęce biorę nawet surowe. :D

    Ps. Robert czy prośbę małą mieć mogę? Nie powiększyłbyś czcionek dla swojego bloga? Ja wzrok mam dobry, okularów niet (bo jeszcze nie trzeba), ale tutaj mam problem z czytaniem... Jakby co, to już dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Małgosiu! Chyba ma się lepiej... Nie wiem co gorsze... jak miał gorączkę leżał spokojnie;))
    A cycków kurzęcych na surowo bym nie radził...')) Ale wołowina!!! Dobry pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie zawsze zachwycają dania fotografowane przed pieczeniem :) Ale muszę przyznać, że bardzo ciekawa i pyszna propozycja. Dokładnie w moim guście :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieje, ze Synek ma sie juz lepiej. Zdrowka Mu zycze. A jedzonko...cos w sam raz dla mnie :))

    OdpowiedzUsuń