czwartek, 29 lipca 2010

CHORWACJA... (2)


Wpadłem na chwilę do domu, więc zapodaję... Dzisiaj kozice! ( u nas powszechnie nazywane krewetkami...)

Krewetki w Chorwacji robiłem dwa razy. Raz "na żaru", drugi "na buzaru"... brzmi nie źle, co nie?
Na żaru to znaczy się z grilla, na buzaru gotowane. Zmiana wynikała z lenistwa... Drugie krewetki, kupiłem pod koniec naszego pobytu w Ch. kiedy temperatury dochodziły do 38 - 39 st. C i na myśl o rozpalaniu grilla (nawet wieczorem) odechciewało się wszystkiego. Gotując krewetki na kuchence, za plecami, na ścianie, miałem klimatyzator, a obok lodówkę ze schłodzonym białym winem.
Jedne i drugie były przygotowane tak samo: zalane białym winem, posiekanym czosnkiem i z rowu na rwałem trochę kopru z fenkułu.

Grill, wiadomo... wygodniej na tackach, bo drogocenny surowiec nie zwali się do żaru... No oczywiście kozicom wystarczą 5 - 10 minut "na żaru" w zależności od rozmiaru żaru.

Natomiast "na buzaru" robiłem na patelni, wrzucając je razem z sosem - marynatą, aż ten wyparował i krewetki lekko się przysmażyły.
Do tego "jakaś" rukola, sałata z pomidorami i cebulą z winegretem, i oczywiście cytryna.

Może być gruba ratatuja, ale w Chorwacji przeważa biała papryka, więc nie wygląda tak kolorowo...

Musi być oczywiście dużo bilo wino...

Które u nas "schodziło" bardzo... jak i kozice...

3 komentarze:

  1. Zacny komplecik, nie ma co ;) Lubię takie, mniam ;p (I dietetycznie w zasadzie...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz to mnie skręca jeszcze bardziej niż przy mulach...
    Mam tylko jedno pytanie: kiedy powtórka i czy mnie zabieracie? :D Odmowy nie przyjmuję. :D
    Takie piękne, wielkie krewety! I takie piękne, piękne, piękne jedzenie! Ja chcę z buzaru! Eee tam, z żaru też. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacny... :)
    W przyszłym roku raczej już nie Chorwacja, jakieś inne śródziemnomorskie smaki... no a pomoc zawsze się przyda... zwłaszcza taka ze zdolnościami i inwencją :)

    OdpowiedzUsuń