piątek, 7 listopada 2014

Szynka pieczona o jakiej nie mogłem nawet marzyć...

Dzisiaj zebrało mi się na wspominki... Powodem jest niedawne Święto Zmarłych. Ale nie będę wspominał zmarłych tylko przypomniało mi się pewne wydarzenie z 1 listopada 1985 roku. Miałem 19 lat, głowę gorącą, a o pieczonej szynce nawet nie marzyłem...
Wybrałem się z kumplem, zapalonym fotografem jak ja, na nocne zdjęcia. W najlepsze tego dnia miejsce, czyli na Powązki Wojskowe. Statywy, obiektywy, kilka ciężko zdobytych rolek filmów i ciepłe ubranie, bo było dość zimno. Przemierzaliśmy cmentarz od bramy coraz bardziej w głąb. Mogiły "zasłużonych" jak tow. Wiesława i podobnych, dalej polegli we wrześniu 39, groby Powstańców... czas mijał, my zapełnialiśmy kolejne rolki filmów. Byliśmy już porządnie przemarznięci i mieliśmy już dość, kiedy dotarliśmy do Kwatery Katyńskiej. Bardzo fotogeniczne miejsce. Dużo zniczy i ludzi, w górze oświetlone liście.
                                                              zdjęcie z 01.11.2011
 Zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć i do domu. Zwinęliśmy sprzęt, statywy pod pachę i najkrótszą drogą do bramy. Najkrótszą drogą była główna aleja... nieoświetlona i wyludniona. Przeszliśmy zaledwie kawałek, gdy pomiędzy nami pojawił się wysoki jegomość chwytając nas pod ręce i oznajmiając: spokojnie! milicja! Taaa... jasne milicja... Albo zbok, ale raczej napad! ...jak na tamte czasy mieliśmy sporo sprzętu. Długo się nie zastanawiając wyrwałem się do przodu, ale zanim zdążyłem zrobić dwa kroki trzymało mnie dwóch kolejnych... ci ledwo wystawali mi nad ramiona, ale za to, albo dzięki temu, bardzo utrudniali mi jakiekolwiek ruchy (torba i statyw pod pachą). Z bocznej alejki wyszli jacyś ludzie. Ja zacząłem krzyczeć, że to napad - oni że złapali złodzieja sprzętu foto... Ludzie przestraszeni czmychnęli w następną alejkę.
Rozdzielono nas z kumplem. Ja z "panami", doszedłem (mówiąc oględnie) do bramy głównej, oni krzycząc, że złapali złodzieja, ja że to napad. Ale byłem głupi i naiwny... Za bramą podeszły do nas dwa patrole mundurowe i zaprowadzili mnie do Nyski... Wtedy dopiero się przestraszyłem.
Na szczęście przewieźli mnie tylko kawałek i trafiłem do budynku zarządu cmentarza. Panowie pomimo mojego nalegania nie wylegitymowali się, natomiast zrobili się bardzo agresywni.
Zdjęć zrobionych tego wieczoru nikt nigdy nie zobaczy... wszystkie filmy zostały zaświetlone. Było sporo straszenia, krzyków, szarpania i głupich pytań. Skończyło się nagle, tak jak się zaczęło... Ostatnio przyszło mi do głowy, że mogę dowiedzieć się więcej o tym wydarzeniu. Muszę się tym zająć...
Ale wróćmy do wspomnianej na początku szynki!
Musimy upolować piękny plaster szynki. Udało mi się trafić taki "cięty po całości" z kostką (około 1,5 kg). Kostka dodaje smaczku.


Myjemy, osuszamy. Nacieramy ziołami (tymianek, szałwia) i pieprzem grubo mielonym.
Podlewamy porterem i wstawiamy do lodówki.
 Najlepiej na noc, a jak nie to chociaż na godzinę.
Nacinamy brzegi czyli skórę, żeby nie zrobił się nam kubełek.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C i pieczemy około godziny.
Mięso jest miękkie i soczyste, pasuje do niego bagietka, pieczone ziemniaki albo ryż. Co kto lubi.

Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz