czwartek, 17 marca 2016

Bezy dla każdego

Ostatnio córka zapytała czy mógłbym zrobić tort  bezowo-cytrynowy... Chyba chciała mnie zabić! Ze śmiechu dusiłem się z dziesięć minut tarzając się po podłodze. Dziecko, mówię Jej, ja nawet zwykłej bezy w życiu nie robiłem. Podobno to strasznie trudne... To się naucz, padła odpowiedź.  No, wiśta wio! Łatwo powiedzieć. Ale czego to ojciec nie zrobi dla córeczki... No i wzięła mnie pod włos! 
Poszperałem w mądrych książkach, jeszcze mądrzejszych blogach i ... byłem załamany!
Bez dwóch zdań: żeby zrobić bezy trzeba mieć przynajmniej doktorat z cukiernictwa! 
Czego to ja się nie naczytałem? Jajka muszą być nie za zimne i nie za ciepłe, cukier musi być odpowiedni, piekarnik z niskimi temperaturami, wilgotność powietrza nie za duża. Nie można ubijać za krótko, ani za długo. Cukru nie dodawać na raz, tylko stopniowo.
No masakra!
Stwierdziłem jednak, że nie święci garnki lepią i wziąłem się do roboty.

4 świeże białka z jajek rozmiaru M o temperaturze pokojowej (i o nastawieniu pokojowym)
1 szklanka cukru najlepiej drobnego, ale nie pudru (bo będzie lukier a nie bezy)
szczypta soli

Białka wbiłem do czystego, suchego garnka i zacząłem ubijać. Kiedy się lekko spieniły dodałem szczyptę soli. Kiedy piana była już prawie ubita (po przekręceniu garnka dnem do pionu, powoli spływała), po łyżce dodawałem cukier. Ubijać trzeba aż cukier się rozpuści, ale nie można za długo bo pianę się "przebije" tzn zrobią się grudki, podejdzie wodą i będzie... po bezach. Ale to przecież wie każde dziecko z podstawówki.
Bezy najlepiej wyciskać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia z takiego specjalnego rękawa z fikuśnymi końcówkami (wyglądają wtedy jak z cukierni). Ja takowego nie posiadam, więc nakładałem łyżką. 
W ostatniej chwili przypomniałem sobie, że mam jakieś barwniki spożywcze i może część bez będzie kolorowa (marzyły mi się takie białe w kolorowe paski). 
Teraz pieczenie... Wstawiłem do piekarnika nagrzanego do 120 st. C i po 20 minutach zmniejszyłem na 90 st. i piekłem jeszcze 50 minut. Duże bezy pieczemy dłużej. Czas i temperaturę najlepiej ustalić samemu, dla swojego piekarnika, metodą prób.

Jak widać, muszę jeszcze trochę popracować nad czasem i temperaturą, bo za bardzo zbrązowiały (a miały być śnieżno-białe, może ktoś, coś? ), ale po za tym były idealne: chrupiące z zewnątrz i lekko kleiste w środku. 
No cóż, kiedyś chyba byłem bardziej skromny...
Przekonałem się, że bezy to dziecinnie prosta sprawa. Muszę rozejrzeć się za przepisem na tort bezowo-cytrynowy.

2 komentarze: