poniedziałek, 27 stycznia 2014

Pizza prosta, prostsza i najprostsza, czyli o tym kto sam wymienia klocki hamulcowe...

Ostatnio zasmakowaliśmy w pizzy własnej roboty. Kiedyś już robiłem pizzę razem z Franciszkiem (klik) , ale teraz... mamy nowe rozwiązania...



Po pierwsze ciasto!
Najprostsze i niezawodne
7g (1 op.) suchych drożdży
2 i 1/2 szklanki (380g) mąki
150 ml (około) ciepłej wody
2 szczypty soli

Drożdże wymieszać w misce z mąką i solą. Zrobić zagłębienie i wlać wodę. Mieszać łyżką, aż ciasto zawiąże się. Przenieść na stolnicę, wyrabiać rękami około 10 minut, aż ciasto zrobi się sprężyste i nie będzie kleić się. Uformować kulkę i kilkakrotnie rzucić ciastem o blat. Po tym brutalnym ataku należy je włożyć do miski, przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu aż podwoi swoją objętość. Wcześniej lekko ogrzewam piekarnik, wyłączam go i zamykam w nim miskę z ciastem.
Kiedy ciasto urośnie należy je rozwałkować... jak kto lubi. W formie 28 cm z tej ilości ciasta będziemy mieli średnio grubą ( 1,5-2 cm po upieczeniu ).
Jest też sposób jeszcze prostszy: idziemy do sklepu i kupujemy gotowe ciasto na pizzę lub gotowy blat do pizzy.

Teraz czas na sos, bo to co położymy na pizzy to nasza prywatna sprawa. Czasem kładę to co lubimy, albo na co mamy w danej chwili ochotę, a czasem tylko to co uda się znaleźć w lodówce (albo za).
Sos jest drugim (zaraz po cieście) najważniejszym składnikiem pizzy.
Drogą długich, wieloletnich doświadczeń, niezliczonej ilości prób i błędów opracowałem recepturę na idealny sos do pizzy (uwaga Włosi notujcie!) 
1 puszka (400 g) pomidorów krojonych
1 mała puszeczka/słoiczek koncentratu pomidorowego
3 ząbki czosnku
1 łyżka suszonego oregano (lub dla odmiany bazylii)
1 łyżeczka oliwy extra
pieprz i sól do smaku



Wszystko należy załadować do malaksera, dokładnie zmiksować i odstawić. Sos przyrządzam jeszcze przed ciastem, żeby składniki się "przegryzły", a zioła nasiąkły. Przed samym użyciem jeszcze raz na moment traktuję go malakserem. 
Jest też sposób prostszy. Dostałem jakiś czas temu w prezencie od firmy KAMIS serię przypraw kuchni włoskiej z prośbą o ocenę. W tym zestawie była torebka "PRZYPRAWA DO PIZZY PO SYCYLIJSKU"... Nazwa wydaje mi się trochę myląca, bo w torebce jest przyprawa pozwalająca zrobić sos pomidorowy, który można użyć robiąc różne pizze, ale to detal. Proszek z torebki należy dodać do zmiksowanej puszki pomidorów... i już! To jest dużo prostszy i szybszy sposób na sos do pizzy niż mój. Smak sosu z torebki jest dużo bardziej intensywny, ale jeśli komuś to przeszkadza można po prostu użyć dwóch puszek pomidorów... Jest sposób jeszcze prostszy! Są w sklepach najróżniejsze gotowe sosy pomidorowe np. ketchup. Wystarczy kupić i rozsmarować na pizzy.
Wracając do robienia pizzy... Mamy sos (wedle własnego wyboru) i rozwałkowany pacek ciasta (wedle własnego wyboru), ciasto smarujemy lekko oliwą i nakładamy warstwę sosu. Na sosie układamy warstwę tartego żółtego sera i wszystkie inne składniki jakie nam się nawiną...



Pizzę pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 st. C przez około pół godziny, ale to zależy od piekarnika. Trzeba pilnować i już!
Po upieczeniu spożywamy z resztą sosu pomidorowego.
I tak oto możemy zrobić pizzę o kilku stopniach trudności, wybierając ten, na który mamy czas, ochotę albo umiejętności...
Jest jeszcze jeden sposób, którego raczej nie polecam, a nawet odradzam: pizza mrożona! W większości przypadków już wygląd odstrasza, więc moje słowa są zbyteczne.

P.S.
W serii włoskich przypraw dostałem też PRZYPRAWĘ DO POMIDORÓW, DO SPAGHETTI CARBONARA i DO SPAGHETTI BOLOGNESE. Ja takich gotowców nigdy nie kupowałem i nie używałem. Teraz pierwszy raz miałem okazję je wypróbować. Po zrobieniu potraw z nimi nie zostałem ich wielkim fanem, raczej nie pojawią się w mojej kuchni, ale jak pokazałem wyżej, są dobrą alternatywą kiedy nie mamy czasu, warunków, ochoty lub umiejętności na "wielkie kucharzenie".
Sos do spaghetti robę sam, ale klocki hamulcowe jadę wymienić do warsztatu. Mój tata nie robi sosu, ale klocki wymienia sam...

czwartek, 9 stycznia 2014

Tarta z jabłkami w stylu wiejskim i spełnianie się życzeń... prawie jak w bajce!

Czasem bardzo czegoś pragniemy i głośno wypowiemy nasze życzenie... No i niestety czasem się spełni!
Jakoś na początku grudnia zmęczona Tęcza po powrocie z pracy powiedziała: " Ech! Chciałabym, żeby te święta były inne niż zawsze... "
Święta zbliżały się w tempie błyskawicy, ale nic nie zapowiadało żeby miały być inne... W końcu 23 grudnia rano Basie zaczął boleć brzuch. Początkowo wyglądało to na zwykłe zatrucie, koło południa przypominało jakiegoś paskudnego wirusa żołądkowego. Przyszła zaprzyjaźniona Pani Doktor i na wszelki wypadek zaleciła wizytę u chirurga i USG... Niby nie są to typowe objawy wyrostka, ale lepiej to wykluczyć. Udało nam się umówić wizytę na 16tą. Kiedy zbliżała się godzina wizyty próbowałem moją "małą" córeczkę zaprowadzić do samochodu, ale Basia zwijała się już z bólu przy każdej próbie przejścia paru kroków. 
Za pół godziny przyjechało pogotowie... W szpitalu na Działdowskiej mimo badań krwi i USG nadal nie było 100% pewności, że to wyrostek, ale lekarz zdecydował: " na stół!"
Operacja okazała się strzałem w dziesiątkę! To było zapalenie wyrostka, który usunięto w najlepszym monecie (operacja trwała niecałą godzinę ). 
Piszę o tym ku przestrodze wszystkich rodziców ( i nie tylko ), żeby nie lekceważyć "zwykłego zatrucia" jeśli choć ździebełko wzbudza wątpliwości. 
I w ten oto sposób Święta Bożego Narodzenia mieliśmy zupełnie inne niż zawsze, bo nigdy jeszcze nie spałem na karimacie pod łóżkiem w szpitalu. Zmienialiśmy się z Tęczą, żeby Basia nie była zbyt długo sama. Spędziliśmy tam tydzień. Pan Doktor robił wszystko, żeby Basia urodziny spędziła już w domu (01 stycznia). Teraz powoli wraca do sił, czuje się co raz lepiej i nadrabia kulinarne zaległości świąteczne (tylko lekkostrawne).
Jednym z takich smakołyków jest tarta jabłkowa.
Przepis pochodzi z "Wyśmienitej kuchni francuskiej", ale z jedną małą zmianą... taką świąteczną. Dodałem 1/4 łyżeczki cynamonu i więcej soku z cytryny.

Tarta jabłkowa

1 kg jabłek
1/3 szklanki cukru pudru
sok z jednej cytryny
1/4 łyżeczki cynamonu
2 łyżki masła
ciasto kruche (używam gotowca)

Jabłka obrać, usunąć gniazda i pokroić na ósemki lub dwunastki. Polać je sokiem, posypać cynamonem i cukrem pudrem. Na patelni rozpuścić masło i wrzucić jabłka. Mieszając obsmażać około 10 minut. Krążek ciasta o średnicy około 33 cm położyć na papierze do pieczenia. Na środku ułożyć piramidkę z ciepłych jabłek zostawiając z zewnątrz wolny pierścień ciasta o szerokości 5 -7 cm. Zawinąć brzeg ciasta na jabłka i wstawić do piekarnika. Piec około 20 - 30 minut (aż ciasto przyrumieni się) w temperaturze 180 st. C. Najlepsza jest jeszcze ciepła, ale na zimno też da się zjeść :)
(Podobno dobra jest z ubitą kremówką, ale to nie nasz klimat)