poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Kalmary w sosie pomidorowo - paprykowym, ale nie traktujcie mnie jak idioty!

Jak myślicie, co upoważnia innych do traktowania Was jak idiotów?
Nikt nie traktuje Was w ten sposób?
A, no to przepraszam.
Widocznie tylko mnie tak traktują.
Nie mam na myśli reklam, gdzie próbują mnie przekonać, że cudowny proszek usunie nawet stary zapieczony tłuszcz. Każdy kto chociaż raz czyścił np. starą patelnie, puszcza takie brednie mimo uszu...
Ale jeśli ktoś proponuje mi przetestowanie produktu, powiedzmy szpinaku znanej firmy i wycofuje się po oświadczeniu przeze mnie, że ocena będzie owszem bezpłatna, ale obiektywna i bez możliwości darmowego udostępniania moich zdjęć... To co ja mam myśleć? Dlaczego miałbym olbrzymiej korporacji robić zdjęcia w prezencie...
Idźcie do szewca i powiedzcie mu żeby naprawił Wam buty za darmo to będzie się mógł chwalić, że naprawiał WASZE buty... Będziecie mieli szczęście jeśli tylko po puka się w głowę!
Inny przykład, związany bezpośrednie z dzisiejszą potrawą.
Szukałem nowego pomysłu na kalmary. Znalazłem w tvn style program Paskala Brodnickiego, w którym robił właśnie kalmary w sosie pomidorowo - paprykowym. No mniam! Oglądam, jest super! Jesteśmy na Krecie, morze, port, słońce... śródziemnomorskie klimaty! Już się wczuwam! Aż tu pan Brodnicki wyciąga mrożone kalmary, takie z Lidla... No żesz ty!
Sam przepis jest bardzo fajny i to, że tu w Polsce wykorzystałem mrożone kalmary nie oznacza, że mam niskie mniemanie o waszej inteligencji!

Kalmary w sosie pomidorowo - paprykowym (z drobnymi zmianami)
3 - 4 duże kalmary rozmrożone!
2 cebule pokrojone w plastry lub piórka
1 - 2 czerwone papryki pokrojone w paski
1 puszka krojonych pomidorów lekko odsączona
4 - 5 ząbków czosnku w plasterkach
1 papryczka chilli drobno po siekana
( 1 cukinia w plasterkach )
1 pęczek natki pietruszki posiekany
oliwa
pieprz i sól do smaku

Na rozgrzaną oliwę wrzuciłem cebulę, a później pomidory, czosnek, cukinię, paprykę i papryczkę. Smażyłem kilka minut, aż trochę zmiękły. Przyprawiłem pieprzem i solą. Podkręciłem ogień na maksa i dorzuciłem kalmary pokrojone w kostkę (ok.3x3cm) lub w krążki. Smażyłem jeszcze 4 minuty mieszając.
Z bagietką i winem... PYCHA!
Ale jadąc na Kretę nie zabierajcie mrożonych kalmarów... tam są świerze!

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Tort urodzinowy w wersji dla "słabszych", czyli szczyt moich cukierniczych zdolności!

Franczesko (nasz prywatny) skończył 9 lat.
Jak każdy prawdziwy polski ojciec, postanowiłem sporządzić tort na syna urodziny. A ponieważ pieczenie ciast, a tym bardziej tortów nie jest moją mocną stroną, musiałem znaleźć coś prostego... Bo nie mogłem przecież iść na łatwiznę i iść do jakieś tam cukierni, i kupić jakiś tam gotowy, z pewenością niedobry, produkt tortopodobny nafaszerowany kilogramami cukru i bitej śmietany! (na samo wspomnienie mnie mdli...) Bo jakbym mógł spojrzeć synowi prosto w oczy. A w osiemnaste urodziny (kurcze to już niedługo!) rzuciłby mi w twarz : taki z ciebie ojciec?!! nawet tortu mi nigdy nie zrobiłeś!!!
Tak więc przewertowałem blisko setkę książek i księżeczek kulinarnych w poszukiwaniu czegoś, czemu bym podołał.
Jak zwykle nieoceniona okazała się "Wyśmienita kuchnia francuska". To z czego zrobiłem synowi tort w oryginale jest francuskim ciastem czekoladowym.
A robi się tak:
3/4 szklanki cukru pudru
3 tabliczki po 100g (u mnie tylko gorzka Wedla!)
175 g masła (odkryłem, o zgrozo! że obecnie kostka masła to 170 g a nie jak kiedyś 250 g )
1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
5 jaj (osobno białka i żółtka)
1/4 szklanki mąki
szczypta soli

Czekoladę, 1/2 (!) szklanki cukru i masło rozpuściłem w kąpieli wodnej, dodałem aromat waniliowy i ostudziłem. Później potraktowałem czekoladową masę mikserem i dodawałem po jednym żółtka, a po nich mąkę. Z białek z odrobiną soli ubiłem pianę i na koniec dodałem do niej resztę cukru pudru nadal ubijając. Tortownicę (24 cm) grubo wysmarowałem masłem i obsypałem cukrem pudrem. Wlałem ciasto i lekko postukałem o blat. Piekłem 40 minut w 170 st. C. W połowie pieczenia obuciłem formę o 180 stopni bo z jednej strony rosło bardziej. Po wyjęciu z piekarnika i ostudzeniu ciasto lekko opada i giną małe pęknięcia na powierzchni. Posypałem cukrem pudrem.
Ciasto gotowe! Pozostaje wykazać się inwencją twórczą i je troszku udekorować.
Ja zrobiłem to w sposób dość ojcowski...
Tort - ciasto jest mocno czekoladowe i obłędnie pachnie!!!
P.S.
Podobno trzeba być bardzo zdolnym żeby zepsuć ciasto czekoladowe ;)