środa, 24 października 2012

Rajskie jabłuszka w karmelu z "nawsi"

Dzisiaj mija tydzień od mojego gospodarczego wypadu na "nawieś". Dopiero teraz udało mi się dosiąść komputra i przelać to "na papier". W związku z tym zdjęcia straciły na aktualności, więc zamieszczam tylko symbolicznie...
Tuż przed wjazdem rzucił się na mnie barzant... niestey uzbrojony byłem tylko w aparat i to w wersji lajtowej :(
Pod domem powitały mnie grzyby, raczej niejadale, ale bardzo malownicze...
Jadalne były kilka metrów dalej, przy huśtawce... tylko że mało...
A tak po za tym to było bardzo kolorowo! Do dzisiaj pewnie już się to zmieniło...
Później trafiłem na raj... no, nie zupełnie... na rajskie jabłka!
I wtedy przypomniał mi się wpis Anny-Marii i jej raskie jabłka.
Złapałem więc koszyczek i narwałem "materiał" do dzisiejszego wpisu. Wróciłem do domu, zrobiłem kilka fotek...
...a wieczorem przygotowałem karmel, lekko obgotowałem jabłuszka ( trzy minuty, pęka na nich skórka, którą zdjąłem).
Przyznam szczerze, że troszkę mi chyba nie wszystko wyszło tak jak powinno...Karmel chyba był trechę lewy. Nie wiem czy potrzebne było w nim masło... Widać to na zdjęciach...
Jabłuszka mają specyficzny cierpki smak i lekką goryczkę. Nie każdemu będą smakować, o czym czuję się w obowiązku wspomnieć. Może to kwestia gatunku jabłek...

środa, 10 października 2012

Śliwki, śliwki, śliwki... śliwki w occie, powidła śliwkowe, ciasto śliwkowe...

Co rok to samo! Jedno małe drzewko i tyle przez nie roboty.
Najgorsze jest to, że za każdym razem więcej. Kiedyś było 5 kg, potem 10, 15... W tym roku to jedno drzewko dało ponad 30 kg śliwek! To jest chyba przyrost geometryczny? Jak nic z nim nie zrobię to za trzy, cztery lata będę musiał otworzyć albo stragan ze śliwkami, albo zająć się przetwórstwem śliwkowym na skalę przemysłową... Nie uśmiecha mi się. Chyba zwyczajnie skorzystam z sekatora.
W tym roku najpierw uciekłem się do sprawdzonych przepisów.
W pierwszej kolejności zrobiłem powidła metodą "szybką", jak kiedyś dawno temu, to znaczy bez tradycyjnego smażenia przez kilka dni (i mieszania!) tylko wypestkowałem 6 kg śliwek i wbiłem je do wielkiego żeliwnego emaliowanego gara.
 Bez cukru, ani żadnych dodatków, przykryłem i przez około 10 godzin trzymałem w piekarniku w temperaturze 100 - 110 st. C. Czas zależy od śliwek, piekarnika i cierpliwości wykonującego. Mają tam stać tyle aż staną się powidłami! (Pod koniec można odkryć - szybciej odparują)
Później oczywiście wyparzone słoiki itd.
Drugą sprawdzoną metodą zaczerpniętą od Małgosi, było ciasto jogurtowe.
Ciasto w 100% było dziełem Basi. Wielki szacun dla Basi, było perfekcyjne! Żadnego zakalca, przypalenia, nic! Idealne! Blikle by się mógł uczyć!
 A robi się to tak:
5 jaj
400g cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
200 ml oleju roślinnego ( oliwa z wytłoczyn)
220g jogurtu naturalnego (gęsty)
500g mąki
2,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik trzeba rozgrzać do temp. 180 st.C. Blachę wysmarować masłem i oprószyć mąką.
Śliwki wypestkować, podzielić na połówki.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia.
Oddzielić żółtka jaj od białek. Białka ubić na sztywną pianę.
Żółtka utrzeć z cukrem. Dodawać kolejno olej roślinny, jogurt, oraz ekstrakt waniliowy.
Ciągle ucierając – dodawać po trochę mąki.
Włożyć pianę i bardzo delikatnie wymieszać masę.
Włożyć ciasto do blachy. Na wierzchu rozłożyć śliwki. Posypać migdałami w płatkach.
Piec ok. 45 - 50 min. Po upieczeniu ciasto oprószyć cukrem pudrem z odrobiną cynamonu.

No, bobra! Na powidła poszło z 6 kg śliwek, na ciasto około 1 kg, jakieś 8 kg rozdaliśmy... Zostało jeszcze z 15! Co by tu zrobić? Bardzo lubimy śliwki w occie, więc zacząłem szukać przepisu. Bardzo zaintrygowały mnie śliwki w czerwonym winie znalezione u Asi. Zrobiłem trzy porcje! Nie udały mi się tak bardzo perfekcyjnie jak w oryginale, bo część po pękała, ale smak mają obłędny, a zalewę można pić na deser!
Oto składniki prawie żywcem od Asi:
3 kg śliwek (z ogonkami?)
1 kg cukru
200 ml octu winnego (dla mnie było za łagodnie i dałem 400)
1 butelka czerwonego półwytrawnego wina
garść goździków
garść płatków migdałowych
pół łyżeczki cynamonu
skórka otarta z jednej pomarańczy
Wino, cukier, ocet krótko zagotowałem, rozpuszczając cukier.
Po kilku minutach zalałem śliwki, przykryłem i odstawiłem. Drugiego dnia powtórka, tzn zlewamy grzejemy zalewę i zalewamy śliwki. Trzeciego dodałem resztę składników, zagotowałem lekko, dodałem na chwile śliwki i do wyparzonych słoików! Pycha!
Dzisiaj spożywałem z wątróbką po żydowsku. Bajka.
W ten oto sposób zutylizowałem około 25 kg śliwek. Troszkę zjedliśmy. Minął tydzień od zbioru nieszczęsnych śliwek... Około 5 kg dogorywa na balkonie...
W domu na hasło "śliwka" wszyscy nagle są bardzo zajęci i znikają... I niech ktoś mi powie, że od przybytku głowa nie boli!

wtorek, 2 października 2012

Zupa krem z dyni pieczonej czyli moja edukacja dyniowa

Dynia. Bardzo długo przebywała po za kręgiem moich smaków. Nie tylko ulubionych, ale wręcz nie dopuszczałem myśli, że należy do produktów jadalnych. Kiedy zacząłem sam gotować i zagłębiać się w tematy kulinarne, wszędzie czaiła się gdzieś dynia... Qrcze, ludzie to jedzą! Jadałem już tak dziwne rzeczy (których wiele osób nie wzięłoby do ust), że i taka dynia może okazać się jadalna.
Pierwszą potrawą która bardzo mnie intrygowała była rolada makaronowa z J. Oliviera. Kombinowałem czym zastąpić dynię. W końcu zrobiłem zgodnie z przepisem i ... Wow! Super! Rolada zniknęła w 5 minut. Następna w kolejce była właśnie zupa krem z dyni... Któregoś pięknego wieczora, na kolacji u Przyjaciół została podana zupa krem z dyni i okazała się... pyszna!
Później, nie bez znaczenia w dalszej mojej dyniowej edukacji były zaprzyjaźnione blogi. Dojrzewałem...
W zeszłym roku popełniłem zupę krem po raz pierwszy, ale jakoś nie wydawała mi się godna zamieszczania na blogu. Aż 2 tygodnie temu moja córka rzecze: Tato zrobiłbyś taką fajną zupę z dyni jak rok temu.
O! Fajna zupa z dyni? No jasne zrobię fajną zupę z dyni!
Następnego dnia, po przewertowaniu mądrych różnych lektur i zamianie patelni na piekarnik (wzorem rolady), powstała ta oto zupa krem:

3 pory, białe części w plasterkach
4 ziemniaki, obrane po krojone na 4
1 dynia hokkaido, oczyszczona, podzielona na kawałki, (tej dyni nie trzeba obierać)
3 ząbki czosnku
garść świeżego tymianku
butelka białego wina półwytrawnego
gałka muszkatołowa (1/2)
pieprz i sól
przyprawa do dyni ze zmielonej suszonej papryczki chilli, anyżu, kolendry
oliwa
grzanki z pieczywa i boczku do dekoracji


Kawałki dyni posmarowałem oliwą i posypałem przyprawą do dyni. Dynie, ziemniaki i czosnek w łupinach wstawiłem do piekarnika (200 st. C) do czasu aż się opiekła.
 Pora zeszkliłem na patelni. Wszystko (po za kilkoma kawałkami dyni do dekoracji) trafiło do garnka i zostało zalane winem.

Gotowałem około 15 minut i potraktowałem malakserem. Jeszcze z 10 minut na gazie i gotowe. Dekoracja i na stół!
 
Jutro też taką zrobię.