czwartek, 26 kwietnia 2012

Szparagi 2012

Są... Zazdrościłem innym, ale już są i u mnie. Na początek zrobiłem naszą wersję ulubioną. Wczoraj trochę zmienioną wersję ulubioną numer dwa.
A robi się to tak...
Przygotowane zielone szparagi obtoczyć w oliwie i szczypcie ziół prowansalskich. Ułożyć w żaroodpornym naczyniu i piec w 200 st. C ok. 10 min. Posypać podsmażonym boczkiem wędzonym pokrojpnym w kostkę i odrobiną soli, i pieprzu. W czasie gdy pieką się szparagi ugotować jajka w koszulkach. Jaka zozgnieść na boczku, posypać tartym parmezanem i szczypiorkiem...
Wcinać trzęsąc uszami...
Proste?
A w sobotę otwieramy sezon na "nawsi"...
Oj będzie się działo...

czwartek, 19 kwietnia 2012

"Puch czekoladowy z musem malinowym" prosto z Nieszawy

Znów przeczytałem książkę. Ech... powiecie, dobrze że ten Gutek tak wolno czyta bo zanudziłby nas książkami, a miał być blog o dobrym żarciu! Jest! Dwa w jednym.
Jak już sugeruje tytuł  "ZAPACH ŚWIEŻYCH MALIN", jest o jedzeniu. Też.
Książka jest zbiorem opowieści o czasach przed- i powojennych w Nieszawie, miasteczku nad Wisłą. Nieszawianie i ich potomkowie wspominają dawne smaki, zwyczaje i ludzi którzy mieli w tym wszystkim swój udział.
Nieszawa z racji połóżenia, była miasteczkiem wielonarodowościowym. Przeczytamy, więc o kuchni polskiej, niemieckiej, żydowskiej, a nawet kresowej. Opowieści przeplatane są najróżniejszymi przepisami. Dowiemy się jak zrobić mus malinowy, marynatę do mięs czy kiszkę wątrobianą, ale też co to jest cymes, gęsi pipek czy Weihnachtsstollen. Mnie najbardziej spodobał się rozdział pod tytyłem "Swojskie jadło, czyli ''biedny'' nie znaczy "głodny"". Tu znajdziecie przepisy na zapomnianą wodziankę, kartoflankę, żur, żelazne kluski, ołdaki czy parzybrobę.
Ja dzisiaj podejmę Was trochę bardziej bogato i elegancko :)
Oto puch czekoladowy z musem malinowym.


Ponieważ pora roku trochę nie malinowa... mus zrobiłem z konfitury malinowej i dodałem od siebie sporą gałązkę mięty, które to poraktowałem malakserem. Reszta przepisu dokładnie prosto z książki.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Harmonijki z kalmarów - czarowanie lata...

Wiosnę już przywołaliśmy... czas na lato! Dzisiaj mała zaprawka, coś co może się przydać na wakacjach!
Ale, ale... Odkryłem ostatnio moją prywatną mała Amerykę!
Przeglądając mojego bloga znajdziecie przede wszystkim dania główne, przystawki i ewentualnie jakieś desery, ale wypieków jak na lekarstwo! Właśnie odkryłem dlaczego... To jest zwykła NIEPOKORA. Robiąc wołowinę po burgundzku czy polędwiczki w karmelu mogę sobie po folgować... Czosnku jeden ząbek czy pięć? Proszę bardzo pięć! Musztardy, łyżka czy trzy, a może wcale? Dzisiaj trzy, a jutro jedna, ale z gorczycą!
A teraz folgujcie sobie piekąc ciasto drożdżowe... No śmiało! Jedźcie po całości i nie dajcie drożdży, albo dziesięć jajek zamiast trzech...
Piekąc ciasta i tym podobne sprawy trzeba trzymać się przepisów! A to nie jest fajne... przepisy są po to żeby je omijać ;) No bez przesady... Wiadomo, że każda przesada jest zła. Nie dam czosnku do czekolady, ale chilli owszem.
To trochę tak jak za kierownicą... :) Przejedźcie przez całą Warszawę zgodnie z przepisami! Ha, ha! Już to widzę. W najlepszym przypadku będzie Was boleć głowa od klaksonów trąbiących na Was samochodów. Kiedyś, tak dla jaj, jeżdżąc i usypiając małą Basię (to był najlepszy sposób), przejechałem duży kawałek Trasy Łazienkowskiej zgodnie z ograniczeniami prędkości (50 - 80 km/h)... Pomijając drobny fakt, że o mało sam nie zasnąłem (a Młoda wręcz przeciwnie), byłem zawalidrogą, powodującym korek i niewybredne "pozdrowienia" od mijających mnie kierowców.
A teraz do kuchni!
Potrawa prawie zgodna z przepisem J. Oliviera z książki "Moje obiady" :)
Kalmary, po jednym na głowę (np 4), mogą być mrożone, nacinamy. Potrzebne są do tego dwa noże, jeden wkładamy do środka, drugim tniemy co centymetr, tak żeby jedna strona była nie naruszona. Następie solimy i pieprzymy pieprzem białym, ale ja wolę kolorowy. Biały ma charakterystyczny zapach, za którym nie przepadam.
Gotujemy ziemniaki (najlepiej młode, ale... to nie ciasto, mogą być stere), odparowujemy i rumienimy na oliwie z masłem. Do ziemniaków dajemy czerwoną cebulę pokrojoną w talarki lub piórka. Gdy się zeszkli, zdejmujemy wszystko z patelni na talerz do ciepłego piekarnika. Na patelnię dolewamy odrobinę oliwy i smażymy kalmary, 2-3 minuty po każdej stronie. Gdy się ze złocą, dodajemy kawałeczek masła, dwa ząbki czosnku drobno pokrojonego, dwie papryczki chilli bez pestek pokrojone w drobną kostkę i sporą garść siekanej natki. Mieszamy intensywnie smażąc na dużym ogniu i po chwili dodajemy ziemniaki i cebulę. Jeszcze minuta na dużym ogniu, sok z połówki cytryny i gasimy ogień, posypujemy listkami mięty, i mamy wakacje nad Adriatykiem na talerzu...

środa, 4 kwietnia 2012

Pierś kaczki z sosem cytrusowym

Dzisiejszy wpis czynię w trybie specjalnym - interwencyjnym!
Święta tuż, a okazało się, że na blogu nie ma przepisu na sos cytrusowy... skandal! Robię go od tak dawna, że wydawało mi się naturalne, że On tu jest.
Sos jest baaardzo zacny, a pochodzi z książki "W kuchni u Kręglickich". Sposób smażenia piersi pochodzi ode mnie (i też jest zacny).

Sos cytrusowy


szklanka soku ze świeżych pomarańczy
szklanka soku ze świeżych grejpfrutów
60 g cukru
skórka z pomarańczy otarta w cienkie paseczki (bez białego)
20 ml brandy (robiłem też z rumem)
Sok przecedzić, zagotować i zredukować do połowy. Dodać cukier i dalej redukować aż zgęstnieje. Dodać skórki, zamieszać wlać alkohol, podpalić i poczekać aż się wypali. Jeżeli jest za gęsty dodać trochę soku z pomarańczy.
 
Piersi kaczki naciąć w kratkę, przyprawić solą i pieprzem. Smażyć skórą do dołu ok 10 min na średnim ogniu. Wytapiany tłuszcz odlewać. Przewrócić i smażyć 2 min. Wstawić do piekarnika (180 st. C) na 4 min.
Podawać pokrojone w ukośne plastry i polane sosem...
 
Kaczkę widoczną na zdjęciach robiłem na występach gościnnych i zdjęcia są robione telefonem :( To chyba dlatego nie znalazły się do tej pory na blogu...

wtorek, 3 kwietnia 2012

Truskawki w czekoladowych muszelkach... na Franka urodziny

Nie ma roboty - źle! Za dużo roboty - też źle!
To tak w kwestii mojej długiej absencji na blogowych stronach. Nie tylko tu, ale i na zaprzyjaźnionych blogach.
Dzisiaj krótko, ale konkretnie.
Franciszek ma dziś urodziny, goście byli w niedzielę...

Przepisu na deser nie było... powstawał do ostatniej chwili, do podania na stół.
Miałem ochotę na truskawki.
Truskawki fajnie grają z czekoladą.
Ale truskawki maczane w czekoladzie? Hmm... Kiepsko...
A truskawki w foremkach z czekolady... No! Ciepło...
Trochę może być mdło... chyba że to będzie gorzka czekolada...
Ok, jest prawie dobrze... a gdyby tak kilka kropel zagęszczonego balsamico...
BINGO!
No, tak... przez obiektyw wygląda trochę nudno!
Listek mięty! Teraz lepiej!!!
PS
Muszelki robione w rulonie z papieru do pieczenia