piątek, 9 marca 2012

Łosoś na porach z pistacjami, czyli pora na łosia

Znów mam deżawiiiii...
Takie miałem piękne plany na dzisiejszy wieczór... Zrobienie kilku zdjęć, których nie udało mi się dokończyć za dnia, wczesne spacyfikowanie młodego, a potem zasiąść spokojnie do komputera w celu ogarnięcia dzisiejszych zdjęć, zrobienia wpisu na blogu i wcześniejszego zalegnięcia pod kołderką... Ale... "Cały misterny plan w ....." Jak się wyraził Siara w Kilerze2...
O 17 tej, odbierając Młodego ze szkoły dowiedziałem się, że ma na dzisiaj  (od tygodnia) zaproszenie na urodziny do kumpla. W pierwszej chwili powiedziałem NIE! Ale łzy wielkości grochu zrobiły swoje (po za tym ukarałbym też jubilata...) No, więc szybka akcja - dom, odrabianie lekcji, przebieranie, rajd na drugi koniec miasta i spóźniliśmy się tylko pół godziny :)
A Młoda, okazało się, że ma juto klasówkę z chemii... ech... o 23,50 zakończyliśmy wodorotlenki.
Przejrzałem tylko fotki i zasiadłem do bloga...
A dzisiaj znów łosoś. Tak jakoś chodzi za mną ostatnio.
Przepis pierwotny zaczerpnięty jest od Paskala de Knorr Brodnickiego, pominąłem tylko kostki z benzoesanem sodu... chemii mam dzisiaj dość!
Alor!
(Porcja na jedną nie bardzo wygłodzoną osobę.)
stek z łososia bez skóry, około 150g, przyprawiony solą, pieprzem i curry
duży por, część zielona pokrojona na plasterki i wypłukana
garść pistacji rozkruszonych
porwany listek bazylii
odrobina oliwy
Pora kładziemy na zimną(!) oliwę i smażymy ok 5 minut, dodajemy połowę pistacji, przyprawiamy solą, pieprzem i curry.
Smażymy łososia. Na talerzu układamy pory, na nich łososia, posypujemy bazylią i resztą pistacji. Gotowe! Idziemy robić zdjęcia, ignorujemy nawoływania głodnej rodziny! Bą apetyt! :)
P.S.
Wiem, że należę do męskiej mniejszości blogowej (wystąpię do premiera o parytety w tej dziedzinie) ale walcie śmiało!
 Np "przepis ograny i passe!" albo "może wymyśliłbyś coś swojego!"
;)