czwartek, 23 lutego 2012

SUSHI ewentualnie suszi...

Jak napisałem w "nagłówku" czasem miało być o pracy... To już teraz!
Wczoraj był bardzooo dłuuugiii wieczór w kuchni hotelu Marriott. Do domu wróciłem już dziś! Powodem było sushi... Sushi w wykonaniu prawdziwego kucharza z sushi baru.
Ciągle piszę "sushi" -  w odróżnieniu od mojego suszi (żenua w konfrontacji).
Receptury nie będzie... nie dali... ale dali zjeść to co było już uwiecznione na zdjęciach! Jak dla mnie było super!
Na początek dwie fotki na których widać, że robienie zdjęć w "pracującej" kuchni to nie warunki studyjne (na dodatek za mną były lodówki z których co chwila coś było potrzebne).
Lubię robić tam zdjęcia...












Na zdjęciach wystąpił łosoś, tuńczyk, marynowana makrela i węgorz...

poniedziałek, 20 lutego 2012

Fajną książkę czytałem...

Dawniej panowie z "Para-męt Pikczers" opowiadali jaki fajny film wczoraj widzieli (dokładnie to A. Zaorski opowiadał M. Kociniakowi). Dzisiaj nikt filmów opowiadać nie musi bo, kto chce może, jaki chce film ukraść nie wychodząc z domu. Z książkami jest na razie trochę trudniej. Co prawda w sieci można rąbnąć audio-booka, ale wynieść "Dziady" z pilnie strzeżonego Empiku już nie każdy potrafi...
Zatem zapraszam do księgarni, może być internetowa, po "SMAKI DWUDZIESTOLECIA, zwyczaje kulinarne, bale i bankiety" Mai Łozińskiej, wydanej przez PWN :). Jest to kontynuacja serii którą otworzyła książka, o której już wspominałem, "W ZIEMIAŃSKIM DWORZE".

Ze SMAKÓW dowiemy się więcej o tym co działo się w miastach. Gdzie robiono zakupy, gdzie je przechowywano i co z nich przyrządzano. Jak wyglądały jadalnie, bary, cukiernie. Jakie panowały w nich zwyczaje.
Roman Kramsztyk Mężczyzna jedzący raki 1919
(Wiedzieliście że trzeba było odprowadzić specjalny podatek od każdego gościa imprezującego po północy? I jeśli "gość" nie chciał zapłacić tego podatku, koszty ponosił właściciel knajpy! Dlatego większość lokali zamykano o 24 )
Co jadano i pijano... w barach ulicznych, na rautach rządowych, u cioci na herbatce o 17.00, na imieninach Jana Kiepury, a co na święcie pułkowym we Lwowie. Kto na tych imprezkach bywał a kto nie.
Bardzo fajnie się czyta. Jeśli podobał się komuś "Ziemiański...", nie zawiedzie się "Smakami..."
  Kaszub sprzedający ryby, Hel 1932

  Na targu w Poznaniu

 Uliczna sprzedaż ryb, Kraków 1932

 Automaty z kanapkami 1931

 Wystawa nowoczesnych mebli w Instytucie Propagandy Sztuki, Warszawa 1936

 Czajnik elektryczny w wiejskiej chacie, fotografia propagandowa z 1936 roku



 Przy bufecie u Hawełki, Kraków 1938




 Juliusz Nagórski, Portret Franciszka Fiszera (uważa się go za pierwowzór Pana Kleksa)
 W warszawskiej kawiarni, lata 30 te



Przyjęcie imieninowe Jana Kiepury w restauracji w Lasku Wolskim w Krakowie 1936r

sobota, 4 lutego 2012

Łosoś w skorupce z musztardy na świeżych pomidorach z bazylią...

Zimno trochę, co? Chcieli zimy to mają... Ale to już nie długo.
Jak na doświadczonego (czytaj: starego) glindę przystało, powinienem powiedzieć: kiedyś to były zimy! (-20) Ale jak były te moje prawdziwe zimy, to moja babcia mawiała: kiedyś to były prawdziwe zimy! (-40) To się nazywa różnica pokoleń... Dla Basi zima to jest -5, a teraz to "jakiś dramat".
Dzisiaj jadąc cieplutkim samochodem widziałem koksowniki na przystankach... Pomyślałem: ale fajnie stać na takim przystanku z koksownikiem... można się ogrzać! Ale nie było gdzie zaparkować.
Wyobrażacie sobie, że moja córka nie wiedziała co to jest koksownik? Koniec świata!
Koksownik to koksownik, ale żyletka?!
Młoda uczy się fizyki... napięcie powierzchniowe... No i tłumaczą autorzy podręcznika, że żyletka położona na płask nie tonie, a włożona na sztorc idzie na dno... proste! Rozumiesz? Nie!!! Czego nie rozumiesz?!!! CO TO JEST ŻYLETKA?.........................
Ja to ja, ale taki gamoń co pisze/akceptuje (to dwa gamonie) podręcznik powinien pomyśleć, że obecnie używa się depilatorów, elektrycznych maszynek do golenia i wosku, a nie żyletek!!! Wiem, że trudno byłoby wytłumaczyć napięcie powierzchniowe próbując położyć depilator na powierzchni wody, ale płyta CD położona na wodzie już przemówiłaby do wyobraźni... ech! A tym co układają/akceptują lektury szkolne przyłożę innym razem.
A wracając do zimy... U mnie lato pełną gębą... przynajmniej na stole. Udaję, że za oknem jest +25 :)
Jak tytuł zapowiada będzie łosoś. Powinien być z grilla, ale jechać teraz "na nawieś", wykopywać ten betonowy postument... i gdzie ja bym go ustawił? Na balkonie? Prościej było użyć piekarnika.
Pomysł jest prawie mój. Gdzieś coś widziałem, gdzieś coś czytałem, a lenistwo przewodziło!
Łososia (kupuję ogony z dzwonka, najlepsze i niedoceniane, filetuję i używam ze skórą lub bez) trzeba przyprawić standartowo: sól, pieprz, cytryna. Tam gdzie była skóra, nałożyć musztardę Dijon z gorczycą i ułożyć na pomidorach bez pestek, z listkami bazylii i odrobiną oliwy (musztardą do góry). I zapiekam! 15 minut. Jak zwykle proste, a lato murowane!