wtorek, 27 listopada 2012

Wątróbka po żydowsku... S'il vous plaît répétez!

Zaczynam się powtarzać... ale to nie z braku nowych tematów. Naszło mnie dziś na wątróbkę drobiową i przypomniałem sobie stary przepis, który dawno, dawno temu już publikowałem na blogu, ale były to czasy raczkowania owego. A ponieważ wiem, że mało kto zagląda do starych wpisów, postanowiłem go przypomnieć. 
Wątróbka po żydowsku.
Przepis pochodzi z dawnych programów Roberta Makłowicza, mojego pierwszego guru kuchennego, który realizowany był na rynku w Drohobyczu. 
Wątróbka smakuje trochę inaczej niż tradycyjna, ma lekką nutkę korzenną i odrobinę słodyczy
No cymes panie!

Robiłem to danie wiele razy i mogę stwierdzić, że proporcje nie muszą być rygorystycznie przestrzegane.
Tak więc, wątróbka, cebula w piórkach, czosnek w plasterkach, szczypta cynamonu, pieprz, migdały w płatkach i namoczone rodzynki...  patelnia i rozgrzany tłuszcz. Wszystko razem i na ostrym ogniu!

3 komentarze:

  1. może czas się przekonać do wątróbki :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwabiłeś mnie wątróbką, którą... już robiłam z Twojego przepisu ;)

    Ale nie wiedziałam za to, że blog ma nową szatę :)

    OdpowiedzUsuń