piątek, 30 listopada 2012

Co i jak jemy, a co i jak jedliśmy?

Czasem szperając w sieci trafiam na przepis, w którym autor zaleca na przykład obtoczenie mięsa w rozkruszonej kostce rosołowej albo czosnkowej, jakiegoś wiodącego producenta "Kostek", lub w jakimś wspaniałym proszku czyniącym kurczaka złocistym... Brrr!
Wzdrygam się i wydaje mi to się jakimś PRL-owskim anachronizmem, niepotrzebnym faszerowaniem się jakimiś polepszaczami smaku i wyglądu... Ale...
Cofnijmy się troszkę w czasie. W kuchni XV - XVII wiecznej w Polsce powszechnie spożywany był sos czarny. Głównie do gęsiny, ale do innych mięs oraz ryb także.
przygotowanie drobiu w kuchni, miniatura z Tacuinum Sanitatis wydanie z około 1400 roku
 Przygotowywany był z octu, miodu, imbiru i pieprzu. Dla uzyskania czarnej barwy dodawano przetartych powideł śliwkowych i ... spaloną słomę. Ale to jeszcze nic. Okazuje się, że często zabiegani kucharze z braku czasu, po słomę sięgali do swoich butów, bo była powszechnie używana zamiast dzisiejszych skarpetek!
Ja już chyba wolę kostkę rosołową...
sprzęt kuchenny, strona z encyklopedii Denisa Diderota
No dobra, zapytacie skąd ja takie wiadomości posiadam? Ano, znów przeczytałem fajną książkę.
Mowa o "Historii polskiego smaku", której autorami są Maja i Jan Łozińscy, ci sami od książek "W ziemiańskim dworze" i "Smaków dwudziestolecia".

Nie chwalę się tu każdą przeczytaną książką (chwalę się że czytam, to fakt, ale "czytanie jest seksy") ale, tylko takimi które, moim skromnym zdaniem, mogą spodobać się osobom  czytującym blogi kulinarne i "ciekawym świata". No bo kogo może interesować co i jak jadano i pito w czasach Piastów, Jagiellonów czy Sasów.
Wiecie co pijano z rana zanim nastała "mała czarna"? Okowitę, czyli gorzałkę... A piwo było powszechnie warzonym i pijanym trunkiem, który dawano nawet dzieciom (nisko procentowe) ze względu na dużą zawartość witamin zapewne...
w browarze drzeworyt z xvi w
Warto też wiedzieć jak "wykorzystywano" puchary wiwatowe witając w progu przybyłych gości... (strach się bać!)
Kielich wiwatowy ( miały po kilka litrów pojemności)
Zwyczaje zmieniały się ze zmianami panujących nam. Największe zmiany zawdzięczamy chyba królowej Bonie i królowi Stasiowi Ostatniemu.
Książka opowiada o historii naszego jadania i pijania od czasów przed Piastami do Gomułki. Mnie został jeszcze rozdział o PRLu, Wam cała książka. Obiecuję ciekawą lekturę!

5 komentarzy:

  1. Hahah... padłam przy sosie czarnym...
    Chociaż myślę, że zwęglona słoma była mniej inwazyjna niż niektóre składniki kostek rosołowych, ziarenek smaku i innych tego typu delicji. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka musi być bardzo ciekawa i warta przeczytania :). Chyba się skuszę. I też uważam tak, jak Przedmówczyni, że ta słoma chyba jest mniej inwazyjna niż ta chemia otaczająca nas na każdym kroku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Spalona słoma ok, ale z butów !?! :(((

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tam, oj tam... Robert, co się tak czepiasz tej słomy z butów? :D
    Acha, jak już przeczytasz rozdział o PRL-u, to poproszę o jakieś słowo co i jak. Bardzo mnie ciekawi, czy to co ja jeszcze maleńką odrobinę pamiętam - będzie szło w parze, z tym co autorzy książki zapodali. :)
    Pozdrowienia dla wszystkich Gutków. :)

    OdpowiedzUsuń