czwartek, 13 września 2012

Powakacyjnie...

No, nareszcie koniec wakacji !
Koniec pakowania i rozpakowywania, i dźwigania tobołów, jeżdżenia setki albo i tysiące kilometrów. Koniec z upałami, lodami, basenami i różnymi morzami (ciepłymi i zimnymi), z wiecznym szukaniem kawałka cienia, parkingu, lodziarni, knajpy, w której nas nie będą chcieli otruć. Dość wydawania kasy na benzynę, parkingi, autostrady, dziwne jedzenie, które np kilka godzin wcześniej pasło się na dnie morza, na przeróżne napoje (w tym alkoholowe - alkohol przecież szkodzi zdrowiu!), zabawki, pamiątki, jakieś dziwne rozrywki typu pływanie łodzią (można się utopić!) albo zwiedzanie nie znanych miejsc (wiadomo jakie niebezpieczeństwa tam czyhają?).
Koniec ze spaniem do której kto chce i bezsensownym czytaniem książek (też raczej bezsensownych), wylegiwaniem się w hamakach, na plażach, łąkach i w tym podobnych niebezpiecznych miejscach. Koniec z mieszkaniem u obcych ludzi, w hotelach albo co najgorsze w namiocie!
Mógłbym tak jeszcze długo, a wszystko z radości, że nastąpił wreszcie koniec rozpasania i chaosu wakacyjnego! Wszystko wróciło do ściśle określonego, nienaruszalnego, dającego poczucie bezpieczeństwa i stabilności, nudnego (do zrzygania) i szarego porządku!
Ktoś mi uwierzył ?!
Ja już za tym wszystkim tęsknię i na myśl o nadchodzących słotach zaczynam popadać w depresję... Ciągle sobie powtarzam: jeszcze tylko 9 i pół miesiąca!

A teraz cofamy się o miesiąc, półtora... Jestem na "nawsi" z Basią, jest 28 st. C, czytamy książki w cieniu na tarasie i mamy ochotę na jakiś deser...
Idę do "ogródka" (my nie mamy ogródka! czasem gdzieś coś rośnie) i zrywam trochę owoców, i mięty.
 Serek mascarpone mieszam z małą śmietaną, ocieram skórkę z cytryny i drobno siekam trochę mięty. Jeszcze tylko coś słodkiego (cukier, miód - wedle uznania).
Przekładam owoce serkiem, posypuję czekoladą i wracam na taras do lektury... STOP! Nie tak szybko. Najpierw zdjęcia!



7 komentarzy:

  1. pysznie wygląda - i w końcu nie będzie tych pysznych deserów z owocami i śmietaną lub serkiem - przecież wiemy, że po nich tylko tyłki nam rosną ;-( ;-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale wiesz, że to działa? :D Ja już znienawidziłam wakacje. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. 28 stopni? tak gorąco? Nie znoszę. Serio. :-)
    A taki deser place lizać! Lektur na tarasie również "zazdraszczam".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Pikuś! W Chorwcji było 38 ! Lubię, ale mając cień i wodę typu basen lub morze. :)

      Usuń
  4. a ja mam już dość lata! uwielbiam zimę, zimowe ciepełko domowe, płaszcze, kożuchy i swetry; jedno, czego mi brakuje zimą to bazarki owocowo warzywne, czyli zaplecza do moich działań kulinarnych:)

    OdpowiedzUsuń