czwartek, 19 kwietnia 2012

"Puch czekoladowy z musem malinowym" prosto z Nieszawy

Znów przeczytałem książkę. Ech... powiecie, dobrze że ten Gutek tak wolno czyta bo zanudziłby nas książkami, a miał być blog o dobrym żarciu! Jest! Dwa w jednym.
Jak już sugeruje tytuł  "ZAPACH ŚWIEŻYCH MALIN", jest o jedzeniu. Też.
Książka jest zbiorem opowieści o czasach przed- i powojennych w Nieszawie, miasteczku nad Wisłą. Nieszawianie i ich potomkowie wspominają dawne smaki, zwyczaje i ludzi którzy mieli w tym wszystkim swój udział.
Nieszawa z racji połóżenia, była miasteczkiem wielonarodowościowym. Przeczytamy, więc o kuchni polskiej, niemieckiej, żydowskiej, a nawet kresowej. Opowieści przeplatane są najróżniejszymi przepisami. Dowiemy się jak zrobić mus malinowy, marynatę do mięs czy kiszkę wątrobianą, ale też co to jest cymes, gęsi pipek czy Weihnachtsstollen. Mnie najbardziej spodobał się rozdział pod tytyłem "Swojskie jadło, czyli ''biedny'' nie znaczy "głodny"". Tu znajdziecie przepisy na zapomnianą wodziankę, kartoflankę, żur, żelazne kluski, ołdaki czy parzybrobę.
Ja dzisiaj podejmę Was trochę bardziej bogato i elegancko :)
Oto puch czekoladowy z musem malinowym.


Ponieważ pora roku trochę nie malinowa... mus zrobiłem z konfitury malinowej i dodałem od siebie sporą gałązkę mięty, które to poraktowałem malakserem. Reszta przepisu dokładnie prosto z książki.

3 komentarze:

  1. WoW! Ale pyszności! Jak on musi smakowac z musem ze świeżych malin... rozpłynęłam się....

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo lubię takie książki, muszę zapamiętać
    pozdrawiam!


    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń