czwartek, 29 września 2011

SERY!!! Dobre! Nasze Polskie!

Trafiłem na sery!
Powiecie: phi! też mi coś! Wszędzie pełno różnych serów. Do wyboru do koloru.
Jasne. Są nawet dostępne wyroby seropodobne... a jakie tanie!
Powiem tak, większość tych wyrobów, w porównaniu z tym na co trafiłem, przypomina produkty seropodobne. Niestety skojarzenia z PRLu tak bardzo mi się tu gramolą, że muszę o nich wspomnieć :np
tabliczka czekoladopodobna... paw totalny! Dzisiaj nawet produkty Terrawity są bardziej czekoladoprzypominające. Drugim skojarzeniem jest dżem z dyni o smaku pomarańczy! To był przysmak! Gumowy i taki raczej w stronę syntetycznej marmolady, ale jak był było fajnie, chociaż domowym przetworom mógłby czyścić buty (tzn. zakrętki!)
Trzecim: teksas! Spodnie z teksasu robiły za dżinsy. Wygląd "prawie" identyczny. Albo juniorki, które musiały zastępować adidasy!
No! Chwatit... Chyba wystarczająco obrazowo przedstawiłem jak sery, na które trafiłem mają się do większości naszej polskiej masowej produkcji.
Teraz przystąpię do prezentacji czterech serów (z dziesięciu chyba dostępnych u tego producenta), które kupiłem. Dodam na początku, że ich ceny nieco różnią się od tych seropodobnych... ale warto! Tak więc...
Oto cała czwórka.
Zacznę według wieku.
Najmłodszy. Ser owczy młody (kilku dniowy).

Ser owczy dojrzewający.

Ser dżersejowy dojrzewający.

Ser owczy blue (pięknie "pachnie"!)

Ok! Sesja za nami, więc do kuchni...
Uwieczniłem dwa pomysły na wykorzystanie tych serów.
Kluchy z sosem ze świerzych podgrzybków podsmarzonych z boczkiem i cebulą, podlanych następnie białym winem i odrobiną śmietany. Przed podaniem dorzuciłem do sosu pomidora i natkę, a na talerzu posypałem tartym serem owczym blue (mój pomysł w całości :))
A to, sałatka z rukoli, owocu nashi, pestek granatu i sera owczego dojrzewającego, skropiona sosem z octu balsamicznego, soku z cytryny i oliwy (inspirowane P. Brodnickim tylko bez kosteK)

Nie jest to promocja. To są sery, które z czystym sumieniem mogę polecić, co też czynię. Wszystkie powstają na Ranczo Frontiera.
Ich sery zasmakowały nie tylko mnie... TU jest artykuł.
Serio! Niebo w gębie!

środa, 21 września 2011

Ale ciacho!

Spoko, to nie będzie o mnie... ;)
W ostatni weekend z "nawsi" przyjechały z nami śliwki... Kiedyś już pisałem o klęsce urodzaju śliwek... W zeszłym roku był spokój, bo były przymrozki wiosną... W tym roku nie było, a na dodatek zaraz po kwitnieniu zrobiłem delikatny oprysk antyrobalowy (bez tego robale zjadają śliwki zanim one zaczną dojrzewać), więc śliwki są prawie ekologiczne. No i przerąbane... jedno małe drzewko i z dziesięć kilogramów śliwek! Co z tym zrobić?! Powideł nie miałem kiedy robić i trochę mi się nie chciało. Trochę zjedliśmy, trochę rozdaliśmy... ale jeszcze zostało! Wyszperałem więc ciasto jogurtowe u Małgosi i rabarbar zamieniłem na śliwki. Prawie nic nie zmieniałem... tylko posypałem dodatkowo brązowym cukrem z cynamonem. Miałem tylko obawy czy ciasto"udźwignie" śliwki i dałem ich trochę za mało :(
Franczesko, wielki fan babcinej szarlotki, zjadłszy pierwszy kawałek mojego ciacha, zawołał: TATO! ZROBIŁEŚ ŚLIWKOWĄ SZARLOTKĘ!!! To było COŚ!
A oto substraty i produkty a raczej produkt.



niedziela, 18 września 2011

Cześć po długiej przerwie!!! Dziś ratatouille!

No... tak... Jeśli Ktoś Z Was ma pretensje, że tak długo mnie Tu nie było, to ma rację... PRZEPRASZAM! Jednak rozłąka dobrze wpływa na związek :) Czytaliście "Małego Księcia"...? No dobra przesadziłem... ale bardzo lubię tą książkę.
Musiałem trochę odpocząć od bloga a i blogowi chyba dobrze zrobił odpoczynek ode mnie.
Dzisiejsze "słowo na niedzielę" będzie o tym co jedzą dzieci... a raczej o tym czego nie jedzą!
W czasie miesiąca spędzonego na "nawsi" z Franciszkiem i jego kolegami i krewniakami troszkę się załamałem...
Generalnie parówki są OK. Piersi z kurczaka raczej też. Ale pomidory?!?!!! Albo sałata?!?!!!
Najbardziej przerażające jest to, że dzieciaki nie jedzą nawet owoców! No, ewentualnie jabłuszko... Krzaki uginają się od borówki amerykańskiej, malin, na drzewach śliwki... Franek wyjada prosto z krzaka, a dzieci-goście patrzą z obrzydzeniem! Wiem, że nasza Basia jest przypadkiem szczególnym, bo jada nawet owoce morza i sałatę z winegretem, że nie wspomnę o carpaccio, ale żeby dziecko jadło tylko parówki i jajecznicę?! Franciszek przyswaja co raz to nowe smaki, chociaż idzie to opornie (ryb nie tknie - trudno odpuściliśmy).
Zostawiając już w spokoju dzieci z "nawsi", z wcześniejszych obserwacji, wiem że, niektóre dzieciaki miały "trudny start" ze względów alergicznych i pewnych smaków nie nauczyły się kiedy był na to czas. Ok. Są jednak dzieci, których rodzicom chyba zwyczajnie jest wygodnie kupować tylko mielone... "bo on nic innego nie lubi". W sumie to jakbym młodemu robił tylko kanapki z nutellą to on byłby zadowolony, a ja nie musiałbym kombinować "co dziś zrobić do jedzenia" - jest to jakaś metoda...
Dzisiaj na kolację będzie "duża ratatuja". Coś co Basia uwielbia, a Franek jeszcze nie... On dostaje w takim przypadku pomidory z cebulką i szczypiorkiem (wykłóca się zawsze, że za mało szczypiorku!)
Dużą robię tak jak małą tyko dużo grubiej kroję warzywa: paprykę, cebulę, cukinię, bakłażana. 
Tym razem nie wylądowały na patelni tylko na grillu.
Potem już tylko oliwa, oregano, tymianek, pieprz, sól, no i oczywiście wciśnięty ząbek czosnku.
Do tego kilka tradycyjnych mięs z grilla i ...
Odkryciem tego sezonu grillowego była kukurydza! Sto razy smaczniejsza niż gotowana!
I uczta naprawdę królewska gotowa.
Potem już tylko na trawkę... (zdjęcie z ostatniej soboty wakacji :))
To już chyba niestety koniec sezonu grilowego... Jeszcze tylko 9 miesięcy i może będzie ciepło...