wtorek, 5 lipca 2011

Lęki z Krynicy M. i fotki z Paryżewa

Chyba zostałem homofobem...
Byłem przez cztery dni z dzieciakami w Krynicy Morskiej na kempingu pod namiotem (wygoniła nas pogoda). I gdzie nie poszedłem, co kolwiek chciałem kupić albo skorzytać z jakiś usług (np taksówki ;), wszędzie na każdym kroku miałem wrażenie że chcą mnie wy[___] !
Lody, jedna gałka 2,50 zł, ok, ale gałka była jakby ją zrobiono łyżeczką do kawy.
Taksówka, 2km, 4 minuty jazdy - 15 zł.
Piwo w sklepie (!) 5,50 zł za puszkę.
Ryba smażona (często mrożona, bo wątpie żeby w Bałtyku żył tuńczyk, ryba maślana czy rekin) 60 - 100 zł za kilogram.
Mikroskopijny pęczek rzodkiewek - 2,50 zł.
Wystarczy?
Tym chętniej wrócę do obiecanych zdjęć z Paryżewa...
















                                                                    (c)Tęcza












                                                            (c) BasiaGutowska

                                                              (c)BasiaGutowska


3 komentarze:

  1. Tez mam wrazenie, ze w Polsce zdzieranie z klienta to chyba sport narodowy. Za kazdym razem, kiedy odwiedzam rodzinne strony, lapie sie za glowe... A paryskie zdjecia piekne. Mam slabosc do tego miasta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No dlatego nie cierpię Bałtyku latem! Zimą się jeszcze ogarniają, ale latem masakra. Paryżewa zazdraszczam.

    OdpowiedzUsuń
  3. hm... w Krynicy M. będąc rok temu- miałam totalnie podobne odczucia- za gofra z bita śmietaną zapłaciłam majątek- jakby złotem był obsypany...! masakra jakaś! a szkoda, bo miejsce piękne...
    co ciekawsze dobrego obiadu nie było gdzie zjeść...!

    OdpowiedzUsuń