czwartek, 9 czerwca 2011

Koniec bliski!!!

Tak! Koniec bliski! I na szczęście i niestety... Nie żebym powtarzał jakieś bzdury o końcu naszej cywilizacji, bo ostatni z zapowiadanych końców miał być chyba miesiąc temu, a następny w przyszłym roku... No cóż, jak ktoś nie może zwrócić na siebie uwagi w inny sposób, to wychodzi na ulicę i krzyczy, że koniec świata za dwa dni. Inni wychodzą na ulice i wykrzykują inne bzdety, ale... trudno, ich problem!
Ja o końcu roku szkolnego (HURA!!!) i o końcu sezonu na szparagi (BUUUU!!!).
No bo taka szkoła, niby jest fajna... najbardziej jak są przerwy albo tuż po lekcjach. Albo jak jest wycieczka i jest czas wolny... Hmmm... to jest ekstra! Ale jak przypominasz sobie o 22.00, że na jutro trzeba było zrobić 30 zadań z proporcji ( te z odwrotnych proporcji są wredne!), to już nie jest fajnie... Kilka dni temu Basia zafundowała swojemu tacie taki prezent imieninowy - wspólne rozwiązywanie zadań do pierwszej po północy... Dobrze że to były proporcje ;).
Ja ze szczególną lubością wspominam badanie przebiegu zmienności funkcji. Nawet nieźle mi to szło (musiałem się pochwalić!), człowiek tłukł "to" w ilościach hurtowych... tylko po kiego... Czy ktokolwiek z Was wykorzystywał w "życiu" umiejętność badania przebiegu zmienności funkcji????? (jeśli tak to szacun i proszę o dokładny opis!) Albo te... całki! No litości!
Co innego moja ulubiona chemia... To rozumiem! Przecież trzeba znać wzór strukturalny wody i wiedzieć co nie co o dipolach... żeby spokojnie pić to H2O.
Że nie wspomnę o różnicy po między C2H5OH, a CH3OH... Taka niewiedza grozi śmiercią lub trwałym kalectwem!
Ale teraz o drugim końcu... niestety!
Szparagi coraz bardziej łykowate i za moment znikną, więc jeszcze jedno podanie.
To jest z Oliviera.
Szparagi  z sosem cytrynowo miętowym.
Szparagi trzeba ugotować (standardowo), a wcześniej przygotować do nich sos. Dwie garści mięty w malakserze przerobiłem na papkę (Olivier uciera je w moździerzu - powodzenia!) z sokiem z jednej cytryny, solą i pieprzem. Na patelni rozpuściłem ok. 100 g masła i usunąłem pianę. Dodałem papkę i chwilkę podgrzewałem, aż zabulgotało. Polałem szparagi, posypałem porwanymi listkami mięty i zjedliśmy...
No i...
KONIEC.

7 komentarzy:

  1. ależ musiało być pyszne! ja chwilowo mam przesyt szparagowy, ale w nowym sezonie wypróbuję z pewnością!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pysznie musiało być! Ja też już się za szparagi w tym roku nie zabieram (choć mam jeszcze jedno danie z zanadrzu do opublikowania, ale tam to tylko dodatek), ale mimo to już czekam na przyszłoroczny sezon i nowe kombinowanie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Brrr.... Funkcje, calki, itp. to byl dla mnie czysty koszmar (chemia z reszta tez ;)). Za to szparagi i ja zegnam z lezka w oku niestety... Na 'mojej' farmie juz sie skonczyly :(

    OdpowiedzUsuń
  4. na szczęście nie marnowałam czasu na matmę..okazało się , że obecnie też nie jest nam po drodze... i matma i ja, szanujemy się wzajemnie ale na odległość:) a jeżeli chodzi o szparagi to chętnie te luki w swoich umiejętnościach kulinarnych w końcu uzupełnię:) muszę się zatem spieszyć

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nawet umiejętności dzielenia pod kreską nigdy nie wykorzystałam. Zawsze na kalkulatorze! :-) I bardzo mi z tym dobrze i wygodnie. A szparagi w tym roku jakoś tak no ..nie wiem...nie za często u mnie były. Szkoda, ze następne dopiero za rok.

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak... w życiu to ja zastosowania tych wszystkich funkcji nie znalazłam, ale szkolne czasy to jednak z nutką tęsknoty wspominam. Całki też.
    U mnie, na północy szparagi jeszcze są, ale już niedługo... :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak... najgorsze, że tymi całkami i rożniczkami (to był dopiero hit!!!) katują biedne dzieci... nigdy nie zapomnę garstki kujonów, którzy poprawiając okulary wpatrywali się w tablicę za... zapisaną wzorami, a jeden z nich zwrócił się do pani dr:
    - Przepraszam! Czy w trzecim wierszu nie powinien być minus?!
    coś się skubańcowi nie zgadzało w chaosie cyferek i symboli...
    koniec rokusz szkolnego dla mnie póki co nie oznacza kompletnie nic - dzieci jeszcze małe, a co do końca sezonu, to bardziej martwi mnie, że zaraz się pewnie skończą truskawki...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń