niedziela, 29 sierpnia 2010

Leń...

Mój leń ma się bardzo dobrze... Ja też.
Pozwolił mi jednak na zrobienie nowego "filmiku" z wakacji.
Pozdrawiam Wszystkich Zaglądających Tu!
PS.
Wczoraj w warszawskim ZOO zoobaczone:

Od razu o sobie i moim blogu pomyślałem...

środa, 25 sierpnia 2010

Koniec wakacji... i zaległości (chorwackie:-)

Co to jest: trzeci dzień nic mi się nie chce?! Środa!!! A co to jest jak mi się trzeci tydzień nic nie chce? Ja nie wiem...
To po primo, po primo po drugie to trochę jestem rozczarowany... trzy tygodnie mnie tu nie było i nie ma żadnych wpisów typu: "Gdzie jesteś? Co się z Tobą dzieje? Brak Nam Twoich wpisów!" Ech...

No i zaległości się porobiły straszliwe! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie! Leń mi się wakacyjny (tym razem wakacyjny!) zalęgł...
Padł mi staruszek laptop i musiałem nabyć nowy, z którym to jeszcze nie do końca się za kumplowaliśmy :(((
Jeździłem sporo, jak to w wakacje, a do tego ten Leń...
Jednak się usprawiedliłem :)))))))))
No, jeżdżenia, już po Chorwacji, było sporo...
Basię trzeba było zawieść za Giżycko (zrobiła tam patent żeglarski !!! ). Potem z młodym na nawieś, potem nad morze do Krynicy, żeby Go prze testować pod namiotem. Pogodę mieliśmy raczej nie fajną... ale było fajnie!
Jeszcze potem, mieliśmy z Tęczą i naszą kumpelą Elą, wypad weekendowy na superowe urodzinowe garden-party w Berlinie. "Dzień po" zrobiliśmy expresowe zwiedzanie Berlina... Wsiedliśmy do autobusu "safari-city"... (wiocha...) na więcej nie mieliśmy siły... No i tu wielkie rozczarowanie! Ja wiem, że ja jestem wychowany na Klosie i Czterech pancernych... ale ta ich "Brama Brandenburska" to... hmmm! BRAMA to brzmi dumnie... a tu taka... bramka? żeby nie powiedzieć furtka... tylko na zdjęciach i filmach wygląda na BRAMĘ!

Potem... z Basią do Krynicy pod namiot. Pogoda była już dużo lepsza...

A potem, potem... na nawieś z Basią i Franciszkiem. 
Wieczorami próbowałem pracować... ale na wsiach... kiepsko z prądem... enternetu nie ma... (musiałem łączyć przez komórkę), no i z zaopatrzeniem w napoje słabo... (najlepszym winem jest Sophia).

A wracając do zaległości Chorwackich...
Wspomnienia są ciągle świerze...

(Franciszek nocą w Faźanie)
Cała para poszła w gwizdek, więc (jak zwykle) krótki, ale pyszny przepis z Chorwacji... Nic odkrywczego... Jedna tylko innowacja!
Szaszłyki z piersi kurczaka, zamarynowane w tartej cebuli, czosnku, soku i skórce cytryny, rozmarynie i oliwie, oczywista z solą i pieprzem. ALE! nawleczone na... gałązki rozmarynu! BAJKA!

Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania... Wiem, może być kłopot w Polsce, z takimi gałązkami rozmarynu na które da się nabić kurczaka... ale to już Wasz problem :) ja oskubałem kilka krzaków w Chorwacji! (Oni tam mają żywopłoty z rozmarynu!)

Podałem z białym sosem jogurtowym, z grillowanym pieczywem z oliwą, z ziołami i cukinią...
O Chorwacji jeszcze będzie... w zimne jesienne wieczory...