wtorek, 27 kwietnia 2010

Szparagi... odsłona druga!

Dzisiaj białe!
Trzeba obłamać końcówki i sporą część obrać. Najlepiej obieraczką do warzyw. Nie ma co żałować, bo potem to czego było nam szkoda zostanie między zębami...
Najwygodniej gotuje się je w specjalnym garnku, ale można np na patelni w lekko osolonej i osłodzonej(!) wodzie.
Garnek ma tą zaletę, że główki pozostawiamy nad wodą. Są bardzo delikatne i mogą się rozgotować!
Białe gotuję max 5 minut.
Białe są bardzo delikatne w smaku, ale lubią też różne smaki... mocne smaki. Lubią na przykład szczypiorek!
Wystarczy zrobić z nimi to co wspomniałem i po ugotowaniu przelać zimną wodą. Rozłożyć na talerzu i przykryć sosem z majonezu i musztardy (3 łyżki majonezu plus jedna musztardy Dijon, sól, pieprz, albo wielokrotność:-).
Posypać siekanym jajkiem i szczypiorkiem...
Schabowy niech się schowa!!!

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

JUŻ SĄ !!!

JUŻ SĄ !!! Czekam na nie od maja do maja. Niby takie niepozorne... Nie za drogie (w sezonie)... Super proste do przyrządzenia... Doceniane od wieków... Przepyszne!!! No i jakie piękne!

Jakie kto lubi... do koloru, do wyboru...
Ja wolę te zielone... mniej przy nich roboty, ale białe są delikatniejsze... (zielonych czasem nie trzeba obierać)

 Jedne i drugie przygotowuje się błyskawicznie.
Na początek bardzo prosty przepis z kawałeczkami piersi kurczaka.
W tym przypadku gotuje je troszkę krócej niż zwykle (zwykle to jak dla mnie białe 5 nim., zielone 7 min.)
Owijam cienko ukrojonym plasterkiem z piersi kurczaka i obwiązuję nitką kuchenną. Całość skrapiam oliwą, solę i pieprzę. Wrzucam na chwilę na bardzo rozgrzaną patelnie. Podaję z jogurtowym sosem szczypiorkowym(trochę tartej cebuli i szczypiorek, sól, pieprz).
W tym przypadku połączyłem białe i zielone... SZPARAGI.
P.S.
Dopiero się zaczynają, więc jeszcze się będzie działo! Obiecuję szparagi!

sobota, 24 kwietnia 2010

Wątróbki po hiszpańsku po mojemu ( Frito )

Zaraz będzie o jedzeniu, ale najpierw muszę po narzekać...
Do pasji szewskiej doprowadzają mnie butelki po piwie. Nie te, które przewalają się po krzaczorach (te też), ale te, które puste próbuję oddać w sklepie. Problem jest odwieczny. Istniał za PRLu i dzisiaj też ma się dobrze. Pamiętam jak w dawnych czasach, chyba Jan Pietrzak, nabijał się w jakimś monologu: "ile to mądrych głów się nad tym biedziło, ile to doktoratów napisano, tu zielone, tu brązowe... a problem jest nie do rozwiązania..." I miał rację. Minęło ze trzydzieści lat, a ja dalej nie mogę oddać, a czasem nawet wymienić butelki... bo nie mam paragonu, bo takiego piwa nie prowadzimy itd. A efekt jest taki, że często kupuję w puszce, chociaż gorsze w smaku i zaśmiecam naszą biedną planetę...

A wątróbka... pierwotnie nie tylko wątróbka, tylko różne podroby przyrządzał Robert Makłowicz chyba na Majorce, czy innej ...orce.
Nazywało się to frittata albo podobnie. Nie mogę znaleźć oryginału. To jest bardzo zmodyfikowany przepis. Modyfikacje spowodowane są dostępnością i jadalnością składników, i upływem czasu :) Została idea!
Na dużej patelni rozgrzewam olej, dodając czosnek, liść laurowy i papryczkę chili aby "oddały aromat".

 Na pierwsze smażenie idą ziemniaki. Kiedy są gotowe przechodzą do żeliwnego garnka, czekającego na nie w ciepłym piecyku (ziemniaki z listkiem, papryką i czosnkiem też). Do tego samego oleju wrzucam nowy listek, czosnek i papryczkę, i pokrojoną cebulę, a po chwili czerwoną paprykę. Kiedy już są OK, na moment dorzucam posiekany koperek i dymkę.

Odcedzam z oleju i do gara do ziemniaków. (Zamiast zwykłego koperku idealnie byłoby dać liście kopru włoskiego.)
Na trzeci rzut idzie wątróbka (najbardziej lubię używać indyczej) mocno popieprzona, za przeproszeniem... oczywiście z nowym czosnkiem, listkiem i papryczką! Po usmażeniu, do reszty towarzystwa do gara, wymieszać, po solić i na stół!

środa, 21 kwietnia 2010

Ryba zapiekana i plany


Na Wielkanoc miał być wpis o... ale padł komputer. Miałem pojechać na "nawieś" i donieść Wam jak trawa ( i nie tylko ) rośnie... ale wyszło inaczej. W niedzielę Tęcza miała lecieć do Londynu... ale się coś zadymiło.
Coś plany nie zawsze udaje się zrealizować...
Miało być wesoło i optymistycznie... ale coś nie wyszło.
No to może żeby było chociaż trochę optymistycznie... coś miłego (mam nadzieję) dla oka ;)


A co do ryby, to trzeba ją upiec w piekarniku na przykład (ok 30 min. 200 st. C).
Ta na zdjęciu jest pod kołderką z tartego awokado (bo było jak kamień), mozzarelli tartej, żółtego sera tartego, przypraw i połówek pomidorów koktajlowych.

środa, 7 kwietnia 2010

Carpaccio z papryki? A co! ... i błoto.


Oj...! Po tak długiej przerwie (spowodowanej złośliwością rzeczy martwych!), czuję lekką tremę... Będzie o przystawce z pieczonej papryki, ale najpierw...
Na początek dzięki za wszystkie świąteczne życzenia i sorki za brak "eleganckich" życzeń z mojej strony :(
Przed świętami, chociaż nie miałem tego w planach, musiałem pojechać na nawieś "uruchomić" wodę. Woda była "uruchomiona" tylko, że na polu... W dawniejszych komentarzach, ktoś nawiązał do "Rozlewisk..." nie ma czego zazdrościć... po rozlewiskach nie da się jeździć samochodem osobowym! "Do" jakoś przejechałem. Zrobiłem co miałem zrobić, trochę posprzątałem, trochę się ponapawałem... i do Warszawki... Eee! "Wiśta wio! Łatwo powiedzieć..." Przy nawracaniu jak uczniak eLki, za mocno skręciłem koła przy ruszaniu i dziękuję... Jedno koło złapało błoto... Ani delikatnie, ani bujanie. Błoto wszędzie! Co to będzie?! W bagażniku mam zawsze taką fajną łopatkę... (trochę większa od saperki, nad morzem przydaje się do budowy zamków z piasku:)) Zacząłem podkopywać koła. Kiedy już błoto miałem już tak do łokci i kolan... nadjechał sąsiad traktorem... (pracował w sadzie za drogą... za kilka dni Jego sad będzie wyglądał TAK:
)
Wydobył moje autko bardzo delikatnie z błotka, a ja mogłem udać się do dom...
A carpaccio? Carpaccio powstało ostatnio, jest kompilacją naszej od dawien używanej na nawsi sałatki z grillowanej papryki (którą zapodam innym razem) z sałatką z "Lawendowego domu".
Kilka czerwonych papryk (3 - 4 duże) opiekłem w piekarniku, aż sczerniały. Oczyściłem ze skóry i pestek* ( to zazwyczaj robi Basia!), rozłożyłem jednowarstwowo na talerzu ( zawsze mam stresa jak piszę "na talerzu", bo w czasach edukacji napisałem: "natależó" i moja mama długo próbowała rozgryźć o co latorośli chodziło...). Przygotowałem sos z oliwy z octem balsamicznym, czosnkiem (dużo!) cebulkami z dymki, solą, pieprzem... Polałem, posypałem szczypiorkiem z dymki (albo odwrotnie... posypałem i polałem?). Wstawiłem do lodówki i ... trzeba było poczekać z godzinę...
* Po upieczeniu papryki, trzeba ją zapakować w torebkę foliową, zakręcić, potrząsnąć, i trochę tam trzymać... aż przestygnie. Będzie dobrze się obierać!

czwartek, 1 kwietnia 2010

WESOŁYCH ŚWIĄT

Miała być świąteczna kartka z życzeniami... i chrzan domowy, i ćwikła z chrzanem, i może jeszcze co... A tu trzask, padł mi komputer we wtorek i na razie nie wstanie... (a tam wszystko...)
Korzystając więc, z gościnnego PCta życzę 
WESOŁYCH, ZDROWYCH I SMACZNYCH 
ŚWIĄT WIELKANOCNYCH !!!