wtorek, 23 lutego 2010

Wątróbka po żydowsku

Dzisiaj przepis z Makłowicza. Z dawnego Makłowicza, kiedy głównie gotował i podawał przepisy, przedstawiał fajnych ludzi i pokazywał jak Oni gotują... Dzisiaj... cóż... wolałem te dawne programy. Nagrywałem je namiętnie. Mam kilkanaście godzin nagranych audycji. Niefajne jest to, że na kasetach... trudno o znalezienie czegoś... Ale mam tam takie ulubione perełki, do których lubię wracać. Już jest po konkursie na BLOG ROKU, więc nikt nie zarzuci mi wazeliny. Mogę szczerze powiedzieć, że dzięki Temu Facetowi lubię gotować i mnie to kręci (gotowanie!).
Musiałem nauczyć się gotować dość wcześnie. Na początku bywało śmiesznie, zwłaszcza "na zakupach". Panie w mięsnym pytałem: A  z "tego" mięsa można zrobić kotlety? Ekspedientki widząc młodego chłopaka w kolejce składającej się z zaprawionych w bojach gospodyń domowych, przynosiły mi piękny schab z zaplecza i udzielały kilku rad. Później, kiedy już wiedziałem co zamierzam zrobić z tego schabu, dalej rżnąłem zielonego, a panie wyszukiwały mi piękny kawałek. Muszę dodać, że było to ze dwadzieścia lat temu i nie było supermarketów. Dzisiaj ta metoda też jest skuteczna :) No, ale gotować, tak naprawdę to zacząłem dużo później. Tęcza do dziś wszystkim opowiada jak na początku naszej znajomości (na pierwszej randce) "podjąłem" Ją, pajdą chleba posmarowaną masłem i z... przekrojoną na pół parówką...
No, cóż... dzisiaj też proste danie...

Wątróbki drobiowe, należy oczyścić, namoczyć w mleku. Dwie cebule pokroić w "piórka", trzy czosnki w plasterki. Smażymy prawie równocześnie wątróbkę, cebulę i czosnek, szczypta cynamonu, pieprzu, i pod koniec garstka płatków migdałowych. Solimy po wszystkim! W oryginale jest jeszcze garstka namoczonych rodzynek.

W oryginale, Robert Makłowicz robił to na rynku w Drochobyczu...

czwartek, 18 lutego 2010

Pudding z letnich owoców i mięty

Generalnie pudding kojarzy mi się z czymś mało jadalnym... podobnie jak większość kuchni brytyjskiej ( jak ten mój dziadek wytrzymał tam tyle lat?!?) Pudding, czy słodki, czy wytrawny, wygląda nieciekawie... a coś co nie-wygląda nie może być smaczne! Zanim spróbujemy jedzenie, na ogół, najpierw je widzimy, i mózg już odebrał pierwszy sygnał na temat tego co za chwilę przyswoimy (lub nie). Jeśli coś jest "ładne", to nawet jeśli nie jest idealne w smaku, chętniej zjemy niż, coś co może jest i pyszne, ale wygląda jakby... no bez szczegółów... nieciekawie! Jemy najpierw oczami! Bardzo mądre, prawda? Nie moje niestety, tylko Makłowicza lub Pascala B., nie pamiętam... ale podpisuje się pod tym oburącz!!!
Mimo to dzisiaj PUDDING...

Najpierw zobaczyłem jak się go robi (w kuchni.tv), a potem dowiedziałem się, że to pudding.

Smakuje tak jak wygląda! Żadnego picu!
Potrzebna jest mieszanka mrożonych owoców. Nie polecam "kompotowej"... śliwki popsują smak.
Foremkę wysmarowałem lekko oliwą i wyłożyłem folią spożywczą. Część owoców zmiksowałem z kilkoma listkami mięty, odrobiną cukru i przecedziłem, i leciutko rozcieńczyłem. Z chleba tostowego wyciąłem krążki na spód i wierzch foremki, oraz prostokąty na boki. Zamoczyłem w syropie owocowo - miętowym i wyłożyłem foremkę. Wnętrze wypełniłem lekko rozmrożonymi owocami z odrobiną cukru i posiekanymi listkami mięty. Zakryłem nasączonym denkiem i do lodówki na pół godziny.

 Po wyjęciu z foremki pozostaje już tylko dekoracja, jakimś owockiem, listkami mięty i cukrem pudrem. Na stronie kuchni.tv ten sam przepis jest z bazylią zamiast mięty... może następnym razem...

wtorek, 16 lutego 2010

Cacao i... polędwiczki! Na ostatki! A co?

Nie na słodko, bo słodkiego mamy dość! Ale kakao z polędwiczkami...? Długo się do tego przymierzałem... Nikt nie zje polędwicy wieprzowej z kakao! Przepis z książki Pascala Brodnickiego... idę za ciosem. Trochę zmieniony.





Miałem dziś napisać coś o mojej ikonie... panu Makłowiczu... ale musi trochę poczekać...
Na stole została książka PO PROSTU GOTUJ! i tak wyszło. Na ostatki była konkurencja. Ale spoko! Panie Robercie, pomijając sympatię do imienia, najwięcej moich ulubionych przepisów pochodzi z programów "Podróże kulinarne Roberta Makłowicza". To jest mój elementarz! (mogę to napisać bez podlizywania się - konkurs się zakończył :-)) Mam kilka / kilkanaście godzin nagranych programów... i nie zawaham się ich użyć!
No, ale dzisiaj były polędwiczki! PYCHA!!!


Najsampierw trzeba zamarynować mięso: rozpuścić ok. 50 g masła, wymieszać z czterema łyżkami musztardy (Dijon), ząbkiem zmiażdżonego czosnku, trzema łyżeczkami cukru, dużo grubo mielonego kolorowego pieprzu. Godzina w lodówce. Potem mięso trzeba "ugrillować". Równolegle upiec/ grillować warzywa: paprykę, cebulę, cukinię, pieczarki, koniecznie czosnek, bakłażana.... Przygotować sos, w moim przypadku: jogurt z odrobią śmietany, czosnku i cebuli tartych, i mięty ( w oryginale śmietana i szczypiorek).
Do kompletu były młode ziemniaki pieczone z oliwą i rozmarynem, i czosnkiem.

Polędwiczki przed podaniem, trzeba obsypać lub obtoczyć (zależy od upodobań) w kakao... pokroić i podać z warzywami i sosem... e wuala! (nie mam słownika pod ręką - przepraszam!)

niedziela, 14 lutego 2010

Cebula faszerowana

Wramach odsładzania, zgodnie z obietnicą, cebula faszerowana między innymi łososiem.


 Przepis w formie pierwotnej jest z książki PO PROSTU GOTUJ Pascala Brodnickiego. Ja zamieniłem mięso na łososia i cebulę czerwoną na zwykłą - czerwona wyszła :( .
Pascala (nie mylić z NASZYM Pascalem przyjacielem francuskim osiadłym w Warszwie) poznałem dawno temu, kiedy był jeszcze "nieznanymPascalem", na targach kulinarnych w Pajacu Kultury, na stoisku szkoły Kurta Schellera. Robił risotto truflowe i pokazywał jak kroić różne rzeczy, nie patrząc na ręce. Znamy to z tv. Wszycy fachowcy kroją w ten sposób. Wygląda to baaardzo efektownie. (Czy jest przydatne...?) Spędziłem przy ich stoisku ze trzy - cztery godziny i trochę "zakumplowałem" się z Pascalem. Kiedy już wyszliśmy razem na "fajkę", zapytałem go skąd te plastry na palcach, skoro to takie proste... :)))
A co do cebuli...
Cebulę trzeba obgotować, żeby zmiękła. Obciąć od ogonka i wydrążyć zostawiając dwie - trzy warstwy zewnętrzne.


 Farszem jest posiekana i podsmażona cebula ze środka, wymieszana z rozdrobnionym łososiem, mozzarellą, parmezanem, natką pietruszki i bazylią, pieprzem i solą oczywiście. Pokropione oliwą i posypane parmezanem. Zapiekane około 30 minut. Prosto z piekarnika na stół... Pycha! (Coś na wątrobę mile widziane na deser :)

sobota, 13 lutego 2010

Ciasteczka, ciasteczka...

Chyba trochę przeginam! Ja wiem, że Tłuste Czwartki, Ostatki i takie różne wykręty, żeby tylko spożyć kolejną porcję β-D-fruktofuranozylo-α-D-glukopiranozydu czyli C12H22O11 czyli ... cukru! Ale JA?! Ja, który raz w roku piekłem piernik ... a ze słodyczy najbardziej lubię śledzie...
Tak, tak... przyznaję się: znów robiłem ciasteczka (oczywiście z ciasteczkowymi potworami), i to dwa razy...
Pierwsze to wiatraczki.
Wiatraczki powstały tak samo jak wcześniej rogaliki, tylko inaczej je wykończyłem (bo skończyły tak samo - w brzuchu...). Przepis na ciasto pochodzi z KRAINY FIOŁKÓW, jest  S U P E R  ! ! !

To czerwone w środku to wisienka... z mrożonki...
Kilka zrobiłem bez cukru-pudru, tylko smarnołem je przed pieczeniem rozmąconym jajkiem! (Mówiłem już jak bardzo podobają mi się takie grypsy? Który "normalny" facet wie co to jest, za przeproszeniem, rozmącone jajko?! Albo zeszklona cebula ?! )

Drugie ciasteczka pochodzą od Isadory a zowią się ciambelline-al-vino.
Ale coś chyba poknociłem... bo nie zupełnie mi wyszły. To znaczy, w końcu wyszły wszystkie, nie ma już ani jednego, ale... Najpierw ciasto było za suche i się nie dawało rozwałkować. Potem dolałem oliwy i zrobiło się za ciężkie... Pewnie trzeba było dolać wina, ale ... nie było, wyszło. Po kilku podejściach...

Tak więc, postaram się skończyć z ciastkami!
Następna może będzie cebula faszerowana łososiem...?

Wyróżnienie

Otrzymałem WYRÓŻNIENIE !


Dzięki Nivejko!  Będę nosił z dumą!
Zostałem doceniony już kolejny raz. Wskazałem wtedy moich faworytów i będę się przy nich upierał ...
Dzięki jeszcze raz... to bardzo miłe... (zaczerwieniłem się w tym momencie)!

wtorek, 9 lutego 2010

Kapusta faszerowana

Coś na zimę, ale... mimo wszystko trochę letniego: pomidory, ryż, kapusta... Italia... Starałem się zrobić niby polskie danie, w klimacie raczej włoskim, czyli: skąd jego korzenie. He he... ale wyszło "mądrze" ! Tak jak w "zagranicznych" programach telewizyjnych o gotowaniu itp. Tam, niektórzy to sobie lubią po "filozować"...  inni za to traktują widza jak za przeproszeniem debila. Pod tym względem, moim numerem jeden jest Martha Stewart ! Wiem, że tam siedzi amerykańska publiczność, wiem, wiem... no, ale nie mogę... tego nie da się oglądać!
A wracając do kapusty faszerowanej, zwanej u nas "gołąbkami", to najlepsze są z kapusty włoskiej.
Na półtora kilogramową głowę, przygotowałem farsz z 1 kg mięsa mielonego mieszanego, jednej średniej cebuli, 2 - 3 ząbków czosnku przeciśniętego, dobrych szczypt tymianku, bazyli, gałki, pieprzu i soli. Żeby było bardziej aromatycznie i "włosko", drobniutko posiekałem dwa ruszone pomidory z oliwy i dolałem trochę oliwy w której przebywały... A żeby jeszcze "zwłosić" (?) i trochę "zlekczyć" (?????) nadzienie, dosypałem garść ugotowanego ryżu. Nie za dużo, bo wyjdzie kapusta faszerowana ryżem... a wtedy lepiej użyć liści winogron zamiast kapusty :)
Dno garnka wyłożyłem zewnętrznymi liśćmi, żeby się nie przypaliło (takie przypalone lekko liście to dopiero pycha!).

Liście do faszerowania trzeba zparzyć we wrzątku i zciąć trochę "nerw" w najgrubszym miejscu, żeby był bardziej elastyczny.
Zawinąłem gołąbki... no tak. Gołąbki zawija się najpierw trochę od dołu, potem boki, a potem się zwija... proste! (Można kupić słoik gołąbków np Pudliszek i rozwinąć jednego w celach poznawczych)


Po ułożeniu w garnku zalałem wodą (lepiej rosołem) tak do 3/4 zawartości. Pod przykryciem dusiły się około godziny. Na ostatnie 15 minut wlałem lekko zmiksowaną puszkę pomidorów...
Mniammmm....

sobota, 6 lutego 2010

Palemki... znów ciasteczka!

No proszę! Ze słodyczy najbardziej lubię śledzie, a tu "znów" ciasteczka ... Moje potwory ciasteczkowe się rozbestwiły ... Pierniczki na święta, Rogaliki ... my chcemy jeszcze! Musiałem Znaleźć coś prostego i szybkiego, i takiego, żeby potwory też zagonić do roboty - Może im się odechce ...
Ciasteczka SA z mojej ulubionej "WYŚMIENITEJ KUCHNI francuskiej"
Zmiana Jedna z: "robimy ciasto francuskie" zamieniłem na "Kupujemy ciasto francuskie.
W malakserze mielimy orzechy włoskie migdały Lub Lub ... z cukrem, szczypta cynamonu i dodałem ja szczyptę anyżu. Rozłożone ciasto smarujemy rozmąconym jajkiem (interesujące określenie:))) i nakładamy mase Orzechowa cienka warstwa. I zawijamy. Brzegi do środka, ugniatamy, jajko, masa, Brzegi do środka, ugniatamy, jajko, na pół ... I powstały Waleczek kroimy ...
Piekarnik na 200 ul. C i 8 - 10 minut.

Ciasteczka są raczej półwytrawne niż słodkie, ale to nie przeszkadzało potworom ciasteczkowym ... Ciastka zostały pochłonięte zaraz po ostygnięciu ...


środa, 3 lutego 2010

Polędwiczki z morelami i rukolą niestety...

Śnieżyca za oknem a u mnie znów danie letnie! Pyszne z grilla, ale może być z patelni grillowej (jak poniżej). Pomysł z jakiegoś majówkowego dodatku do GW. Bardzo prosty.

 Na "nawsi" serwowany z grzankami z oliwą naziołwaną i naczosnkowaną, i z rukolą z własnego chowu. Tu niestety rukola tylko taka mizerna paczkowana. "Mała" :) dygresja o ulubionej rukoli (jedyne zielsko jadane przez Franka). Kiedyś na wakacjach w Abruzji, w małym rodzinnym warzywniaku, zachwycałem się milionem gatunków pachnących pomidorów i rozglądałem za rukolą... Podszedł do mnie nestor rodu i spytał (jak domniemałem) co potrzebuję. Niepewnie zapytałem: rukola...? A! Si! RUCOLLA!!! i wyciągnął z chłodni pęk zielska, które przypominało pęczek rzodkiewki od którego odcięto rzodkiewkę... spróbowałem... ech... to była RUCOLLA a nie rukola... Kupiłem cztery. Zakumplowałem się w tym warzywniaku. Starszy pan, na przykład polecał mi ,które pomidory wybrać, mówił jak przyrządzić i dawał w prezencie zioła do nich. A witał mnie gromkim: CIAO RUCOLLA!!! Chyba podobało Mu się, że ktoś z dalekiego kraju na północy, tak zachwyca się "zwykłymi" pomidorami...

A co do polędwiczek. Trzeba je namarynować na sucho tymiankiem, oregano i solą z pieprzem.

Po godzinie w lodówce, można grillować (25-30 min). Cały bajer to sos! Sos jest z moreli z syropu (z syropem), imbiru (tartego świerzego lub drobno siekanego kandyzowanego), octu winnego i szczypty tymianku.

Trzeba to zagotować mieszając, żeby się nie przypaliło. Podawać zimny do gorących polędwiczek.
i z morelami (z syropu)...
P.S.
Rukola z "nawsi" jest jak prawdziwa RUCOLLA!

poniedziałek, 1 lutego 2010

Pizza... czyli Franczesko gotuje!

"Czym skorupka za młodu..." albo "czego Jaś się nie nauczy..." albo... kurcze wszystko jedno co! Niech się juniorzy uczą! Ja zawsze nie będę im gotował. Przy okazji mojego święta przekonałem się, że to fajnie jak w kuchni stoi ktoś inny.
Ostatnio padło na Franciszka. Lubi pizze? Niech się uczy jak ją zrobić! Nie było łatwo. Przez dobre parę minut przekonywał mnie, że lepiej zamówić przez telefon...

Ja "tylko" zrobiłem ciasto.
Trzy szklanki mąki, 40 g drożdży, szklanka letniej wody, płaska łyżeczka cukru pudru, sól.
Drożdże rozprowadziłem z cukrem w wodzie i wlałem w mąkę (za radą Edysi). Kiedy się zapieniło porządnie, wyrobiłem ciasto, na koniec waląc nim kilka razy o blat. Wyrosło. Rozwałkowałem.
Potem zrobiłem jeszcze tylko sos pomidorowy (zmiksowałem puszkę pomidorów, czosnek, pirprz i sól, i... jednego suszonego pomidora z oliwą od niego).
Potem tylko wszystko pokroiłem.
Franciszek mógł wreszcie przystąpić do pracy...

Zdolny chłopak! Wiadomo po championach...