niedziela, 31 stycznia 2010

Kuleczki serowe jogurtowe

To jest coś, co zawsze musi być na otwarcie sezonu na "nawsi". Jeszcze daleko do dnia kiedy będzie można usiąść na tarasie i rozpalić grilla, ale... kiedy zobaczyłem u Małgosi suszone pomidory z fetą stwierdziłem, że jest to dobry moment na kuleczki. Też takie bardziej greckie i też pycha! Tylko raczej nie do kupienia...
Jogurt, najlepiej gesty lekko przyprawiam solą, wieszam w gazie nad miseczką do której ocieka serwatka. Wisi to około trzech dni. Później robię kulki, układam je w słoiku, przesypując rozmarynem, chili suszoną lub świerzą, czosnkiem i zalewam oliwą. Jeszcze ze trzy tygodnie w lodówce i można serwować... najlepiej na grzankach...
No to bez żadnej akcji, robi nam się wielka grecka imprezka... :)))
Przepis jest z książki Arkad "KUCHNIA ŚRÓDZIEMNOMORSKA"

środa, 27 stycznia 2010

Tarty, nie tatry...

Książek kucharskich, czy raczej kulinarnych, mam ponad siedemdziesiąt. W 99% są to prezenty (każdy dając mi książkę ma nadzieje, że coś z niej zje). A właśnie! Chyba już kiedyś się zastanawiałem nad tym: jak inaczej, bardziej...ę ą, nazwać kucharza? No wiecie tak jak... nie fryzjer tylko stylista włosów... Czekam na propozycje. A wracając do książek, to często, z racji zawodu, nowe książki przynosi mi Tęcza. Kiedyś, powiedziała, że postawiła mi w kuchni nową książkę... Ok. Odwróciłem się i spojrzałem... Hmm... po co mi tu album o TATRACH...? Widocznie jakiś super czadowe fotki do szybkiego obejrzenia...
Po kilku dniach w Tęcza spytała czy ta książka o TARTACH jest jakaś kiepska, że nic z niej jeszcze nie zrobiłem...
Zwaliłem to na dysleksję... chociaż to chyba bardziej blondynizm... :(((
Dokładnie wg przepisu, jeszcze żadnej tarty nie zrobiłem. Raczej ogólna zasada tart wytrawnych jest zaczerpnięta z tej książki. A ciasto francuskie kupuję gotowe :(((
W tej tarcie znalazło się: trochę wędzonego boczku podsmażonego z grubo pokrojoną czerwoną cebulą i połówką żółtej papryki.



 Na zapieczone ciasto (najpierw z obciążeniem 15 min i 5 bez) rozłożyłem grube kawałki mozzarelli, to co z patelni i kawałki pomidora (brakowało mi czego czerwonego). To wszystko zalałem śmietaną, zbełtaną z jajkiem lub dwoma, kilkoma rozdrobnionymi listkami bazyli (coś zielonego) i przyprawami tzn sól, pieprz i sporo tartej gałki m. i wciśniętym czosnkiem.
Zapiekało się to około 20 minut w 160 st. (zawsze przypalają mi się brzegi ciasta :((( )

Po zapieczeniu znów brakuje mi zielonego...

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Czterdzieści i cztery...

Wczoraj zmieniła mi się pewna cyfra... widoczna jest w moim profilu :)))
Z tej okazji, po za, innymi atrakcjami, miałem zakaz wstępu do kuchni... Bardzo ciekawe doświadczenie! O zgrozo, ciągle chciałem tam wejść! Nie żebym się bał o kuchnię...
Posiłki przygotowywali Wszyscy... po za mną :)
Obiad był taki bardziej uroczysty, w trochę większym, rodzinnym gronie.
Tęcza przygotowała dwa rodzaje mięsa, ziemniaki smażone z ziołami i chili, dwie surówki, blanszowany szpinak . Mniam!
Franciszek tarł marchewkę, ale zahaczył palcem o "tą pocieraczkę" i teraz bidulek jest ranny.
Basia pomagała mamie dzielnie i jeszcze na deser upiekła ciasto piaskowe.
Efekt był super! I baaardzo to było miłe...


Z innych atrakcji jakie spotkały mnie z okazji urodzin, wymienię tylko trzy prawdziwe sznycle  "entrecote, z młody byk, rasy Limousin" od mojego francuskiego przyjaciela Pascala (nie ten od Knora).
Byk leży w zamrażalniku, czeka na swoją kolej...

czwartek, 21 stycznia 2010

Zapiekane cytryny. Odsłona druga.

Już podawałem przepis na tą przekąskę / przystawkę. Przepyszną! Było to w jednym z pierwszych moich wpisów na moim młodym blogu :) , więc postanowiłem go przypomnieć. Po za tym, wtedy zrobiłem bardziej symboliczne zdjęcie, dzisiaj chciałbym zachęcić do zapiekanej cytryny pokazując jej prawdziwą urodę...
I jeszcze jedno! Po tamtym wpisie (patrz komentarze) powstał pomysł drugiego blogu: PORADY FOTOGRAFICZNE ON-LINE . Niestety... chyba chybiony... A może jednak? Chętnie doradzę! Zapraszam.
A tak prezentują się cytryny:
przed zakryciem...

po zapieczeniu...

po konsumpcji...


P.S. Dziękuję wszystkim za głosy w konkursie na blog roku.
       Było nieźle. Ok 120 poz./ 825 :)))

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Zrobiłem rogaliki!

To jest niesamowite... słodkie to nie jest moja ulubiona działka, ale one nie są słodkie... no nie bardzo słodkie. Przepis w 100% pochodzi z KRAINY FIOŁKÓW  i jest rewelacyjny! Uwzględniłem też rady jakie w komentarzach zamieściła tam edysia 79.Zmieniłem tylko nadzienie na konfiturę wiśniową. Dzięki !!!


z czasem zaczęły nawet przypominać rogaliki...

niedziela, 17 stycznia 2010

Chili con carne z dwoma mykami

Już sama nazwa powoduje zwiększenie wydzielania śliny... Przepis jest zainspirowany programem z kuchni.tv, a dokładnie była to "Esencja smaku Emerila". Sam przepis i sposób podania różnią się trochę, ale zaintrygowały mnie dwa "myki" z Jego przepisu. Musiałem je sprawdzić.
Chili jakie jest każdy wie...

Na patelni trzeba obsmażyć mięso wołowe mielone albo drobno posiekane(300-400g). Od początku, razem z mięsem na patelnie trafiły przyprawy: chili dobra szczypta i tyleż samo pieprzu kajeńskiego, łyżka kminu rzymskiego, ok 1/2 łyżeczki cynamonu, i 3 łyżki przyprawy pod tytułem "chili con carne" (kotani), liść laurowy. Kiedy mięso się zrumieniło, dorzuciłem ze trzy średnie cebule posiekane dość grubo i dwa posiekane ząbki czosnku. Po kilku minutach na patelnie wlałem ... ! małą butelkę portera (myk 1). Kiedy piana opadła, dołożyłem dwie puszki pomidorów, łyżkę koncentratu, ewentualnie trochę bulionu jeżeli jest za gęste, łyżeczkę soli, i... ! 1/4 tabliczki gorzkiej czekolady (myk 2).
Wymieszać i gotować ok 1 i 1/2 godziny.
Podałem z tortillą, a na dodatek były: śmietana, siekana dymka, fasola, papryka czerwona, tarty żółty ser.
Dzięki tym dwóm mykom jest taki zapach i smak, że... nie do opisania!



















sobota, 16 stycznia 2010

Znów rybka czyli ryba w pergaminie pieczona

Dzisiaj też coś na szybko... dla zapracowanych (też). Danie z mojej pierwszej i ulubionej książki WYŚMIENITA KUCHNIA FRANCUSKA. "Trochę" modyfikowane oczywiście... W oryginale jest turbot, u mnie tilapia :( No i jeszcze parę drobiazgów...  Ale efekt jest i tak dość francuski (chyba).
Moja rodzinka to uwielbia.
A! Nie robiłem tego dzisiaj, więc Ci, którzy blisko mieszkają, niech nie wybierają się dzisiaj do nas... ryba była kilka dni temu :(((
Najfajniejsze w tym przepisie jest to, że na początek trzeba wyciąć z papieru do pieczenia wielkie serce...
Na nim będziemy układać rybę i dodatki.
A jest to trochę warzyw, np z mrożonej włoszczyzny, kawałek fileta ryby, przecięty na pół, plaster cytryny lub lemonki, ząbek lub dwa czosnku, można kawałek cebuli, trochę pomidora bez pestek pokrojonego w kostkę, pieprz, sól, trochę oliwy, trzy łyżeczki białego wina, dobrze jest dodać kilka piór kopru włoskiego i ew. parę słupków cukinii. Gałązka koperku, żeby było ładniejsze zdjęcie, a i smak lepszy...

I teraz mam problem ... Zamykanie paczki. Od środka serca, po złożeniu, trzeba małymi zakładkami, przelecieć do dołu serca. Tak, że następna trzyma koniec poprzedniej... może zdjęcie pomoże...

Powstaje taki piękny pieróg, który musi wylądować w piekarniku (180 st. C) na jakieś 20 minut.

Po upieczeniu, każda paczuszka ląduje indywidualnie na talerzu. ( Teraz "trochę"
nudziarstwa. Jak wspomniałem, mogę pochwalić się dysleksją. Kiedy miałem lat kilka, moja mama próbowała przeczytać "coś" w moim zeszycie... po kilku minutach, zrezygnowana, przeliterowała na głos i zrozumiała, co jej syn miał na myśli. A w zeszycie stało: natależó ...
A wracając do ryby... smacznego.... z bagietką, sałatą, białym winem... jak kto lubi...

wtorek, 12 stycznia 2010

Rocznica...


Wczoraj mieliśmy z Tęczą 18. ( słownie: osiemnastą) rocznicę ślubu...
W sobotę, z tej okazji poszliśmy do El Popo. Kiedyś bywaliśmy tam częściej. Teraz, po dłuższej przerwie, byliśmy delikatnie mówiąc: rozczarowani! Nie było margarity frozen (!) tylko blue z maszyny. Guacamole było bez smaku, fajita była ok... No i nasi ulubieńcy... LOS AMIGOS, byli niezawodni!
fotka z komórki
W dniu rocznicy były kwiatki i kolacja, trochę elegantsza, przy dobrym winie, specjalnie "zakamuflowanym" na taką okazję - też osiemnastoletnim :)))
Na kolację były polędwiczki wieprzowe w karmelu z orzechami nerkowca. Bagietka, sałata z winegretem (z musztardą prowansalską) i wprowadzone ostatnio do naszego menu, grillowane wstążki z cukini z miętą.
Polędwiczki sa naprawde godne polecenia, bo i pyszne, i proste...
Dwie średnie polędwiczki trzeba pokroić w plastry około 1 - 1,5 cm. Na suchej patelni uprażyć garść orzechów. Na dużej patelni rozpuścić 8 łyżek cukru, a kidy lekko zbrązowieje, wlać ok. 70 - 100 ml octu balsamicznego, rozpuścić i włożyć w "to" plastry polędwiczek. Smażyć/dusić/gotować (jak kto woli) ok 10 minut. Serwować posypane siekaną bazylią i niesiekanymi orzechami... Miodzio! Dosłownie!
    pomidorki koktajlowe bo było zbyt monochromatycznie...

I tak delektowaliśy się tym winem do końca... butelki...

piątek, 8 stycznia 2010

Obiad na trzeci dzień świąt :)

No! Już po Sylwestrze dawno, a ja jeszcze nie zamknąłem Świąt... A'propos Sylwestra był i rodzinny, i szalony (troszkę), i z pysznym stołem, i .... superowy... a przede wszystkim w przepięknych okolicznościach przyrody!




Wracając do obiadu... nie trzeba z tym przepisem czekać, aż święta znów będą miały trzy dni... można nim podjąć np. przyszłych (albo obecnych) teściów... :))) (no dobra! sory! to było złośliwe...)
Przepis podstawowy pochodzi z Kuchni.tv, chyba z programu "JAK PIOTR PRZYKAZAŁ". Oczywiście trochę zmieniony...
Nie lubię podawać dokładnych proporcji, bo sam ich nie przestrzegam... trochę intuicji i uczucia (ha ha ale truizm!!!)
Polędwica wołowa (moje ulubione mięso - powinno się pisać z dużej litery!) trzeba marynować 1-2 dni w oliwie z czosnkiem, rozmarynem, tymiankiem, liściem laurowym i pieprzem (BEZ SOLI!!! - polędwicę można solić dopiero po upieczeniu/smażeniu/etc ).
Polędwicę owinąłem boczkiem surowym wędzonym, zapiąłem wykałaczką i na patelnię grillową! Na chwilę z obu stron.

Potem do mocno rozgrzanego piekarnika! Po 10 minutach były dość krwiste... jak kto lubi... dla mnie takie są najlepsze! Teraz trzeba je po solić i po pieprzyć.



Żeby, "podnieść walory smakowe" serwujemy je z sosem (w oryginale z prawdziwków) kurkowym. Na maśle z oliwą podsmażyłem cebulę (żeby ładniej wyglądało - czerwoną) z dwoma posiekanymi ząbkami czosnku, i garstką malutkich kurek (bo kurek ci u mnie dostatek, z "nawsi", dzięki zaprzyjaźnionemu panu Markowi).
 Kiedy się zrumienią nalewamy dwie pięćdziesiątki brandy lub innego mocnego, aromatycznego alkoholu. Jedną wlewamy na patelnię i podpalamy. Kiedy się wypali, drugą podlewamy kucharza gardło. Odwrotna kolejność grozi pożarem lub poparzeniem! Teraz trzeba rozprowadzić trochę śmietany i jeden serek mascarpone.Tymianek, sól i pieprz na koniec i jeszcze chwilkę na gazie... bajka! nie wyjadać pod pretekstem próbowania czy nie za mało słone!
Do tego pan Piotr Przykaza serwuje grillowaną cukinię. Ja oczywiście trochę ( aczkolwiek niewiele) zmieniłem. Cukinię "pokroiłem" obieraczką na cieniutkie wstążki, skropiłem oliwą, przyprawiłem solą i pieprzem, i ugrillowałem na patelni grillowej z Ikea :) Ciepłą oblałem oliwą i wymieszałem z listkami mięty...

Świetnie pasują do tego pieczone ziemniaki i rukola (którą teraz niestety muszę kupować i w niczym nie przypomina tej z Włoch i z "nawsi").
Jeszcze tylko czerwone wino... muszę kończyć, bo trochę zgłodniałem...

wtorek, 5 stycznia 2010

Wigilijne (niekoniecznie) ryby

Wielkie dzięki za wszystkie życzenia i dobre słowo/a ... to bardzo miłe... więc dalej będę pisał ten (tego?) blog(a).
Na początek słowo wyjaśnienia, bo nie wszyscy wiedzą, jak popsuć upieczony przez córkę piernik. Trzeba zaraz po upieczeniu, tuż po wyłączeniu, w naszym przypadku prodiża... otworzyć go, chociaż na chwilkę :)))
Zrobi się płaski jak przed pieczeniem, o konsystencji starej plasteliny. Nie polecam nawet miłośnikom zakalca! (zdjęcia nie będzie!)Teraz o śledziach! (To tak pod piernik ;)

Przepis pochodzi od naszej przyjaciółki Eli, która jest "obywatelką świata" i sypie przepisami wszelkich kuchni, na każdą okazję, jak z rękawa. Hmm... Eli należy się osobny wpis. Elu! Dzięki za wspaniałego sylwka!
tak było...
A wracając do śledzi... Chyba to są po hiszpańsku... Teraz są specjalnością Tęczy (ja nie mam pojęcia o proporcjach).
Trzeba mieć dużo śledzi (takich Lisnera), dużo kaparów, dużo czosnku, dużo soku z lemonki, trochę oliwy i sporo natki pietruszki. Wszystko wymieszać, doprawić, i odstawić do lodówki... potem jeść popijając zmrożoną gorzałką... (w wigilię można czymś innym)
Na wigilijnym stole karp już dawno u nas nie gościł. Co roku kombinujemy coś nowego. W tym, padło na pstrągi.

Pieczone oczywiście... Na faszerowałem je świeżym tymiankiem i rozmarynem (przywiezionym z "nawsi"), lemonką i cytryną, solą i pieprzem, oczywiście po na oliwieniu.
 Zawinąłem w folię al i na balkon. Przed wigilią upiekłem je (ok 20 -30 min) nie wyjmując z folii. Na stół trafiły przybrane plasterkami lemonki. Zdjęcia też nie będzie, bo sesja fotograficzna w czasie wigilii mogła się dla mnie źle skończyć... i tak mam wyrozumiałą rodzinę.
 Tak było...
cdn