środa, 6 października 2010

Nadziewane...

Będzie o nadzianych... np papryczkach albo pomidorkach.
Ale najpierw...
Krew mnie zalewa... Jest chodnik, jest zakaz zatrzymywania.... Podjeżdża "blondynka" (jest to określenie na osobników obu płci, wszelkich kolorów włosów - dotyczy cech umysłu, a właściwie jego braku) i parkuje dokładnie w poprzek chodnika... Musi stanąć akurat TU. Ok. Ja nie jestem fanatycznym przestrzegaczem przepisów...;-) Ale dlaczego nie równolegle do jezdni, żeby jakiś staruszek albo matka lub ojciec z wózkiem mogli ominąć "królewski" samochód?  Brak wyobraźni? Czy zlewanie innych... A weź i zwróć uwagę ( ja z lubością to robię:) to, albo Cię zje...dzie jak psa, albo udaje, że nie wie o co chodzi...
Szczególną grupę stanowią CI LEPSI... (nadziani:-).
Na jednego Znanego Pana, samochód czeka na zakazie czasem pół godziny lub więcej. Nie blokuje chodnika, to fakt, najwyżej trochę wjazd do garażu podziemnego... Ale Ci którzy chcą być reprezentacją i władzą, moim skromnym zdaniem, prawo powinni szanować szczególnie. (Ja posłem, ani kandydatem na prezydenta nie będę, bo lubię przelatywać na "późnym" zielonym)
Żeby nie być gołosłownym:
(21,09,2010)
Chyba jednak już zmienię temat, bo się zaczynam rozkręcać... A jak kilka miesięcy temu zwróciłem uwagę ochroniarzowi z naszego osiedla, to miałem zbitą szybę w samochodzie... :)
Tak więc powrócę do nadzianych warzyw...
Papryczki nadziewane serem z czosnkiem robiłem już wcześniej i teraz była to powtórka, ale zostało mi sporo nadzienia.
Dodałem posiekanej cebuli, mozzarelli i bazylii... Napełniłem tym wydrążone pomidory...
... i zapiekłem. Pychota!
Ale jakby ktoś pomyślał, albo gorzej powiedział, że to z wiekiem przychodzi... to się myli, to dziedziczne... ;-)

7 komentarzy:

  1. Piękne słoneczne zdjęcia, Robercie:)Twoje papryczki też były cudne:)
    Ja też często nie rozumiem"blondynek", a spostrzegam je dosyć często, więc rozumiem Twoje "rozczarowanie". Snów spokojnych:) Widzę, ze nocne marki z nas...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozczarowanie... to bardzo delikatne... :)
    To moja ulubiona pora :) Spokojnych... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ja to się często spotykam z tym, że przyjeżdżam do sklepu na rowerze, a tu przed stojakiem na rowery stoi co? Samochód.
    Ostatnio nawet udało mi się podjechać w to miejsce w tym samym czasie co samochód właśnie, więc stanęłam sobie obok drzwi kierowcy i znacząco popatrzyłam na panią (blondynkę nawiasem mówiąc)i grzecznie odjechała ;) Niestety najczęściej w walce o to miejsce postoju mój rower jest na straconej pozycji.

    A nadziewane papryczki i pomidory w Twoim wykonaniu bardzo mi się podobają i chętnie bym się poczęstowała :)

    Dziękuję za miłe słowa dla mojego bigosu! Że też tak się nim wpasowałam w Twoją rozmowę, no :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja zawsze przy sobie mam nalepki z napisami;
    /jak p.... prrkujesz//stoiszna na inwalidzie p..../ nalepiam to na szybe kierowcy i mam zludna nadzieje ze sie poprawi.jednej blond idiotce zwrocilem uwage ze jedzie pod prad to powiedziala ze wie i pokazala mi palec/sierodkowy/jeszcze ja dorwe i nalepie /uwaga jestem p ilamie przepisy/

    OdpowiedzUsuń
  5. mm...
    nadziewane papryczki... i te pomidory. rewelacyjne!
    piękne fotografie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szału dostaję od tych 'pseudoparkujących' :/ Przeciskam się potem chodnikiem między takim wozem a budynkiem. A co ciekawe, im samochód bardziej wypasiony, tym rozumu często mniej...

    Nieźle nadziane warzywka :)

    OdpowiedzUsuń