poniedziałek, 27 września 2010

Krowa między Prowansją a Burgundią (ale nie z nawsi)

Pierwszy jesienny weekend za nami. Ostatni pogodny weekend (bardzo prawdopodobnie) za nami. Niedługo znów będzie ciepło i pogodnie... jeszcze 7 - 8 miesięcy...
Tak się udało, że spędziliśmy go na nawsi. Po za tym, że musiałem iść "na grzyby", było bardzo fajowsko! Z grzybobrania nie mogłem się wykręcić, bo potrzebowałem kilka fotek grzybów (niestety w naturalnym otoczeniu, a nie na straganie). Nawet znaleźliśmy trochę jadalnych, w tym dwie moje kurki! (niżej będzie fotka! poznacie, że to te moje!) Było super, zaliczyłem pięć dużych pajęczyn i całe mnóstwo komarków nakarmiłem... ubaw był po pachy!
Bardzo szkoda, że to już koniec lata. No bo zaraz się rozczulę :)
A ponieważ nie wszyscy mogli się napawać ostatnim weekendem zamieszczam kilka "kiczyków" popełnionych w tym czasie, żeby nie było, żem samolub... :)
 za tym gościem generalnie nie przepadam... ale ten mnie powalił...
 jedno ze znalezisk Tęczy...
a to moje!

No, ale jeść coś trzeba. Kilka dni temu miałem ładny kawałek wołowiny i kombinowałem co z niego zrobić. Uwielbiam wołowinę po burgundzku i po prowansalsku. Nie mogłem zdecydować się na którą mam ochotę, i nie chcąc trzymać się sztywno przepisów, zrobiłem coś pomiędzy! Francuzi pewnie będą rwać włosy z głowy... pardonnez-moi Pascal!
Oto większość składników:
Obsmażoną wołowinę, pokrojoną w kostkę, wrzuciłem do gara. Podlałem obficie czerwonym winem, nie zapominając o sobie. Wkroiłem pomidora obranego ze skóry, ok. 150 g podsmażonego boczku wędzonego, liść laurowy, jakiś tymianek, grubo posiekana cebula, pieprz, sól.
Po jakiejś godzinie duszenia pod przykryciem, dodałem małe marchewki, kurki, sok z pomarańczy, drugiego pomidora. Dusiło się jeszcze około godziny (może dłużej - zależy od krowy).
Przed podaniem posypałem natką pietruszki.
Razem na stole zagościło z zapieczonymi cukiniami z pomidorami zielonymi i czerwonymi (z oliwą, oregano, solą i pieprzem) i bagietką.

4 komentarze:

  1. ... ciekawe połączenie " francuskich krów" i polskich "kur" - no, ale historia lubi się powtarzać ;=)... najważniejsze, że wszyscy są "za"... ja jestem!... i pozdrawiam od tutejszych zwierzako-stworów...

    OdpowiedzUsuń
  2. podoba mi się to danie "pomiędzy" :) z pewnością pyszny kompromis

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy Twoje kurki - to te dwie czerwone, nakrapiane? :D
    Hihi, ok, żartowałam, choć trzeba przyznać, że Twoje dwa żółte znaleziska jakoś mało atrakcyjnie wyglądają przy znalezisku Tęczy. ;-)
    Owłosiony gość mnie również nie zachwycił. Zasadniczo wolałabym nie musieć zaglądać mu w oczy. :D
    Co do reszty, zwłaszcza tej mocno jadalnej - to nie powiem, zassało w żołądku. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To taki kompromis z lenistwa :)
    A takich czerwonych kur to nawet sporo znalazłem...

    OdpowiedzUsuń