wtorek, 25 maja 2010

Tylko NIE o szparagach !

O szparagach już nie będę! Chociaż na naszym stole pojawiają się ostatnio bardzo często pod różnymi postaciami - na razie koniec!Obiecuję! Już zacząłem dostawać anonimy z pogróżkami: "NApIsz JeSzcZe raZ o SZpaRagacH tO cI..." Dobra, OK !
Tak więc, nie będę już wspominał o szparagach, które zrobiłem na "nawsi" z grilla... takich zawiniętych w boczek... nic! Ani słowa!
A że, na "nawsi" byliśmy i grillowaliśmy to mogę.
Mam nadzieję, że kiedyś, może jeszcze w tym roku, zrobi się ciepło, przestanie padać i będzie można grillować jak cywilizowany człowiek. Człowiek kultury europejskiej.
Ja w sobotę musiałem pracować w takich warunkach:

To już chyba w Azji mają lepiej... (w trakcie grillowania przynajmniej...)
Na dodatek zostałem potraktowany bryłkami lodu, chociaż nie zamawiałem takowych.

Wcześniej, nawet było prawie plażowo. Później zaczęło padać dosyć mocno!

A ponieważ, jak widać, coś mi ukradło kawałek rynny... Lało się mocno i gdyby nie Franciszek i Szymon (ukochany jego brat cioteczny), którzy zajęli się melioracjom... pewnie byśmy popłynęli...
No, więc jakby zrobiło się kiedyś ciepło... to może ktoś wykorzysta nasze przepisy na grillowanie. Niektóre przepisy pochodzą z "życia i praktyki" inne (np na marynowanie mięs) od naszego przyjaciela Pascala, tylko zostały trochę adoptowane :)
Mięso. Najczęściej karkówkę, najlepiej antrykot, marynuję na dwa proste sposoby. Pierwsza marynata: duża ilość musztardy Dijon, mała ilość oliwy, trochę soku z lemonki lub cytryny, sól, pieprz. Druga marynata: oliwa i bardzo, bardzo duża ilość słodkiej papryki, troszkę ostrej, ząbek (dwa) czosnku zmiażdżony, sól, pieprz. Mięso lubi poleżeć w nich dzień lub dwa!
Do tego grillowane warzywa. Tym razem, z uwagi na mało sprzyjające warunki, było bez szaleństw... cukinia i bakłażan. Obydwoje wcześniej zostali nasmarowani oliwą z ziołami (tymianek, oregano itp), czosnkiem, solą i pieprzem.
No i jeszcze obowiązkowe u nas, ziemniaki pieczone w folii. (Jeden szczegół: ziemniaki trzeba naciąć i włożyć odrobię masła w nacięcie;)
Tak raczej skromnie tym razem było...

Ponieważ, tu u mnie z deserami trochę kiepsko. Polecam ptysie z cukierni w pobliskiej Białej Rawskiej. Nie próbowałem, ale to prawdziwe dzieła sztuki!              fotki komórkowe
Próbowałem za to ciasta drożdżowego z tej cukierni... pycha!


PS
Obok przystanku PKS w Białej, ktoś zamieścił ogłoszenie. Nie wiem o co chodzi, ale może ktoś bardziej wtajemniczony mi wyjaśni...
Bardzo mnie to frapuje... Może bym reflektował...

6 komentarzy:

  1. Ha ha może Nas więcej by reflektowało ;)
    Pomocnicy pierwsza klasa, a jak COŚ podrzuci mi rynnę, to odeślę priorytetem :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. O, już nie kochasz szparagów???
    Brzydko być tak niewiernym!

    To ogłoszenie mnie niesamowicie nurtuje...Jak coś mi przyjdzie do głowy, to napiszę.
    Coś takiego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Alem się uśmiała z tego wpisu. :-) Czy ty wiesz, że je jeszcze nie grillowałam w tym roku? Cholera jasna, za przeproszeniem, by ten deszcz....A ta ciecz...kurka, to może być ciekawe..;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. no ostatnie zdjęcie niezłe :)

    zapraszam do mojego konkursu z okazji Dnia Matki
    http://smakuje.blox.pl/2010/05/Moj-Dzien-Matki-odslona-2-oraz-KONKURS.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie o szparagach możesz cały czas mówić! i je pokazywać tak, jak ponizej - piękne oblicze szparaga w pełnej krasie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szparagi kocham nadal, a że rodznka rozsmakowała się głównie w dwóch przepisach więc robię je na zmianę...
    Szkoda, że nikt nie ma pomysłu na tą CIECZ...

    OdpowiedzUsuń