środa, 7 kwietnia 2010

Carpaccio z papryki? A co! ... i błoto.


Oj...! Po tak długiej przerwie (spowodowanej złośliwością rzeczy martwych!), czuję lekką tremę... Będzie o przystawce z pieczonej papryki, ale najpierw...
Na początek dzięki za wszystkie świąteczne życzenia i sorki za brak "eleganckich" życzeń z mojej strony :(
Przed świętami, chociaż nie miałem tego w planach, musiałem pojechać na nawieś "uruchomić" wodę. Woda była "uruchomiona" tylko, że na polu... W dawniejszych komentarzach, ktoś nawiązał do "Rozlewisk..." nie ma czego zazdrościć... po rozlewiskach nie da się jeździć samochodem osobowym! "Do" jakoś przejechałem. Zrobiłem co miałem zrobić, trochę posprzątałem, trochę się ponapawałem... i do Warszawki... Eee! "Wiśta wio! Łatwo powiedzieć..." Przy nawracaniu jak uczniak eLki, za mocno skręciłem koła przy ruszaniu i dziękuję... Jedno koło złapało błoto... Ani delikatnie, ani bujanie. Błoto wszędzie! Co to będzie?! W bagażniku mam zawsze taką fajną łopatkę... (trochę większa od saperki, nad morzem przydaje się do budowy zamków z piasku:)) Zacząłem podkopywać koła. Kiedy już błoto miałem już tak do łokci i kolan... nadjechał sąsiad traktorem... (pracował w sadzie za drogą... za kilka dni Jego sad będzie wyglądał TAK:
)
Wydobył moje autko bardzo delikatnie z błotka, a ja mogłem udać się do dom...
A carpaccio? Carpaccio powstało ostatnio, jest kompilacją naszej od dawien używanej na nawsi sałatki z grillowanej papryki (którą zapodam innym razem) z sałatką z "Lawendowego domu".
Kilka czerwonych papryk (3 - 4 duże) opiekłem w piekarniku, aż sczerniały. Oczyściłem ze skóry i pestek* ( to zazwyczaj robi Basia!), rozłożyłem jednowarstwowo na talerzu ( zawsze mam stresa jak piszę "na talerzu", bo w czasach edukacji napisałem: "natależó" i moja mama długo próbowała rozgryźć o co latorośli chodziło...). Przygotowałem sos z oliwy z octem balsamicznym, czosnkiem (dużo!) cebulkami z dymki, solą, pieprzem... Polałem, posypałem szczypiorkiem z dymki (albo odwrotnie... posypałem i polałem?). Wstawiłem do lodówki i ... trzeba było poczekać z godzinę...
* Po upieczeniu papryki, trzeba ją zapakować w torebkę foliową, zakręcić, potrząsnąć, i trochę tam trzymać... aż przestygnie. Będzie dobrze się obierać!

6 komentarzy:

  1. Robercie, chyba działa blogowa intuicja - ja się "kręcę" wokół carpaccio z papryki od dłuższego czasu, teraz patrząc na Twoje zdjęcia, wiem, że na kręceniu się nie skończy!
    A kuleczki lebnah z Twojego przepisu wyszły przednie! Dziękuję!
    Pozdrawiam wiosennie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcie sadu mnie zatkało! Po prostu zatkało. Ile ja bym za taki sad....A danie z papryki świetne. Musze wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo, pięknie macie na tej waszej "nawsi". Nawet jeśli formalnie widoki należą do sąsiada, nie do was, to i tak jest czego pozazdrościć. :)
    Acha, acha, acha! Nie wykorzystywać kobiet! :D Znaczy, w sensie tej czarnej roboty. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie jest jak kwitnie... gorzej jest jak po każdym deszczyku przyjeżdża "oprysk"... Na szczęście jest to trochę z boku i wiatry nam sprzyjają :)
    Acha! Każdy robi to co lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam pieczoną paprykę. Uwielbiam sałatkę z grillowanej papryki i innych warzyw latem, do dań z grilla :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo zacna papryka :) Od jakiegoś czasu obiecuję sobie, że w końcu zrobię sałatkę albo pesto z pieczonej papryki i jakoś się zebrać nie mogę.

    OdpowiedzUsuń