wtorek, 5 stycznia 2010

Wigilijne (niekoniecznie) ryby

Wielkie dzięki za wszystkie życzenia i dobre słowo/a ... to bardzo miłe... więc dalej będę pisał ten (tego?) blog(a).
Na początek słowo wyjaśnienia, bo nie wszyscy wiedzą, jak popsuć upieczony przez córkę piernik. Trzeba zaraz po upieczeniu, tuż po wyłączeniu, w naszym przypadku prodiża... otworzyć go, chociaż na chwilkę :)))
Zrobi się płaski jak przed pieczeniem, o konsystencji starej plasteliny. Nie polecam nawet miłośnikom zakalca! (zdjęcia nie będzie!)Teraz o śledziach! (To tak pod piernik ;)

Przepis pochodzi od naszej przyjaciółki Eli, która jest "obywatelką świata" i sypie przepisami wszelkich kuchni, na każdą okazję, jak z rękawa. Hmm... Eli należy się osobny wpis. Elu! Dzięki za wspaniałego sylwka!
tak było...
A wracając do śledzi... Chyba to są po hiszpańsku... Teraz są specjalnością Tęczy (ja nie mam pojęcia o proporcjach).
Trzeba mieć dużo śledzi (takich Lisnera), dużo kaparów, dużo czosnku, dużo soku z lemonki, trochę oliwy i sporo natki pietruszki. Wszystko wymieszać, doprawić, i odstawić do lodówki... potem jeść popijając zmrożoną gorzałką... (w wigilię można czymś innym)
Na wigilijnym stole karp już dawno u nas nie gościł. Co roku kombinujemy coś nowego. W tym, padło na pstrągi.

Pieczone oczywiście... Na faszerowałem je świeżym tymiankiem i rozmarynem (przywiezionym z "nawsi"), lemonką i cytryną, solą i pieprzem, oczywiście po na oliwieniu.
 Zawinąłem w folię al i na balkon. Przed wigilią upiekłem je (ok 20 -30 min) nie wyjmując z folii. Na stół trafiły przybrane plasterkami lemonki. Zdjęcia też nie będzie, bo sesja fotograficzna w czasie wigilii mogła się dla mnie źle skończyć... i tak mam wyrozumiałą rodzinę.
 Tak było...
cdn

5 komentarzy:

  1. Uhuhu! zwijam patent śledziowy dla siebie!
    I wyjaśniła się tajemnica piernika ;))) Teraz czekam na opowieść o Eli kosmopolitce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, rybki w każdej postaci mniam, mniam! Pstrąga nie jadłam chyba od wakacji, ale mnie naszła ochota...!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. My niestety malo rybni jestesmy, ale sledzika sobie od czasu do czasu dla siebie robie; choc najczesciej takiego w smietanie. Ten tez swietnie brzmi :)

    PS. Antymigrenowej mikstury jeszcze nie testowalam, ale dzieki za info :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko! Jak dobrze, że nie mam prodiża. :D
    Ale rybki bardzo mi się podobają, zwłaszcza ten surowy pstrąg. :D Tęczo, Tęczo, następnym razem pozwól Robertowi uwiecznić dzieło końcowe. :) Choć może rzeczywiście niekoniecznie w Wigilię. :D
    Robercie, to w końcu jaki był ten Sylwester? Bo na fotce widzę tylko śnieg. :D A... i coś jeszcze w dali, ale nie wiem co.. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest bardzo wyjątkowy prodiż...ma jakieś 45 lat... :))) służy mi tylko do pieczenia piernika. Kiedyś używała go, też tylko do tego, moja mama.

    OdpowiedzUsuń