piątek, 8 stycznia 2010

Obiad na trzeci dzień świąt :)

No! Już po Sylwestrze dawno, a ja jeszcze nie zamknąłem Świąt... A'propos Sylwestra był i rodzinny, i szalony (troszkę), i z pysznym stołem, i .... superowy... a przede wszystkim w przepięknych okolicznościach przyrody!




Wracając do obiadu... nie trzeba z tym przepisem czekać, aż święta znów będą miały trzy dni... można nim podjąć np. przyszłych (albo obecnych) teściów... :))) (no dobra! sory! to było złośliwe...)
Przepis podstawowy pochodzi z Kuchni.tv, chyba z programu "JAK PIOTR PRZYKAZAŁ". Oczywiście trochę zmieniony...
Nie lubię podawać dokładnych proporcji, bo sam ich nie przestrzegam... trochę intuicji i uczucia (ha ha ale truizm!!!)
Polędwica wołowa (moje ulubione mięso - powinno się pisać z dużej litery!) trzeba marynować 1-2 dni w oliwie z czosnkiem, rozmarynem, tymiankiem, liściem laurowym i pieprzem (BEZ SOLI!!! - polędwicę można solić dopiero po upieczeniu/smażeniu/etc ).
Polędwicę owinąłem boczkiem surowym wędzonym, zapiąłem wykałaczką i na patelnię grillową! Na chwilę z obu stron.

Potem do mocno rozgrzanego piekarnika! Po 10 minutach były dość krwiste... jak kto lubi... dla mnie takie są najlepsze! Teraz trzeba je po solić i po pieprzyć.



Żeby, "podnieść walory smakowe" serwujemy je z sosem (w oryginale z prawdziwków) kurkowym. Na maśle z oliwą podsmażyłem cebulę (żeby ładniej wyglądało - czerwoną) z dwoma posiekanymi ząbkami czosnku, i garstką malutkich kurek (bo kurek ci u mnie dostatek, z "nawsi", dzięki zaprzyjaźnionemu panu Markowi).
 Kiedy się zrumienią nalewamy dwie pięćdziesiątki brandy lub innego mocnego, aromatycznego alkoholu. Jedną wlewamy na patelnię i podpalamy. Kiedy się wypali, drugą podlewamy kucharza gardło. Odwrotna kolejność grozi pożarem lub poparzeniem! Teraz trzeba rozprowadzić trochę śmietany i jeden serek mascarpone.Tymianek, sól i pieprz na koniec i jeszcze chwilkę na gazie... bajka! nie wyjadać pod pretekstem próbowania czy nie za mało słone!
Do tego pan Piotr Przykaza serwuje grillowaną cukinię. Ja oczywiście trochę ( aczkolwiek niewiele) zmieniłem. Cukinię "pokroiłem" obieraczką na cieniutkie wstążki, skropiłem oliwą, przyprawiłem solą i pieprzem, i ugrillowałem na patelni grillowej z Ikea :) Ciepłą oblałem oliwą i wymieszałem z listkami mięty...

Świetnie pasują do tego pieczone ziemniaki i rukola (którą teraz niestety muszę kupować i w niczym nie przypomina tej z Włoch i z "nawsi").
Jeszcze tylko czerwone wino... muszę kończyć, bo trochę zgłodniałem...

7 komentarzy:

  1. Wygląda super. Sam dostałem niedawno patelnię grillową i powoli się z nią rozkręcam - świetna sprawa, zwłaszcza w bloku, gdzie raczej trudno coś wrzucić na ruszt :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. doczytałam do końca i też zgłodniałam....

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, co za boski przepis na obiad! :) Dzięki bardzo. A zdjęcie zimowe fantastyczne po prostu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. i brzmi, i wygląda :))) a jak smakuje! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale uczta!

    Aha! na oko to i ja lubię robić - jakoś nie trafiają do mnie sugerowane proporcje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. yeah men! poledwica rządzi, na pewno wypróbuje przepis, bo to tez moje ulubione mięso:)

    OdpowiedzUsuń