wtorek, 29 grudnia 2009

I PO ŚWIĘTACH... prawie.

Bardzo pracowite miałem te święta. Jeszcze nigdy nie robiłem tylu potraw w tak krótkim czasie (nie żebym się skarżył, wręcz przeciwnie, bardzo mi się to podobało!). A jeszcze prawie wszystko trzeba było obfotografować... :))) (Bardziej przykładałem się do gotowania niż fotografowania, więc zdjęcia będą bardziej reporterskie :((( ) Teraz też nie mam kiedy wszystkiego opisać i pokazać, ale jak już zacznę pisać... A trochę tego było, bo i pieczeń wieprzowa, pieczony boczek i karkówka na wędlinę, pasztet i pasztet francuski (oba poniżej), pieczone pstrągi na wigilię, pierś indyka faszerowana, Tęczy dwa rodzaje śledzi, borówki i surówki... Basia wyręczyła mnie i zrobiła piernik, ale ja go popsułem :(((... No i na koniec steki z polędwicy wołowej zawijane w boczek z sosem kurkowym i wstążkami cukinii z miętą... Ech, warto było!!!
Ale dzisiaj już tylko życzenia szampańskiej zabawy i tradycyjnie SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
Dziękuję wszystkim za życzenia świąteczne!

środa, 23 grudnia 2009

WESOŁYCH ŚWIĄT !


Pasztet. Taki pasztet pasztet...

Po latach wzdychania za pasztetem mojej św. pamięci babci Broni, który był oczywiście wzorcem z dzieciństwa, zrobiłem "swój".
Nie ma przepisu na którym się wzorowałem. To jest moja wypadkowa różnych zasłyszanych, przeczytanych itd. Efekt końcowy zadowalający... bardzo przypomina wzorzec! (choć babcia nie dawała czerwonego wina i papryczki chili)
Składniki były kompletowane trochę na wariata, bo po pierwszych zakupach wydawało mi się, że trochę za mało i do takiej ilości nie warto zabierać się za robotę... Stanęło na (około):
1/2 kg szynki z tłuszczykiem i skórą
1 kg karczku wp.
1/2 kg podgardla
1/2 kg wątroby ciel./woł.
piersi z dwóch kurczaków
2 kajzerki
kilka kurek
3 suszone podgrzybki
garstka mrożonej włoszczyzny
jedna bardzo malutka (taka 3 cm), bardzo ostra papryczka (miała być usunięta nie naruszona po pieczeniu mięs, ale zaginęła w boju...)
kilka ziaren jałowca
kilka pieprzu
kilka ziela an.
sól
listek
3 cebule
3 duże ząbki czosnku
1/3 startej gałki
+
5 jajek
kieliszek czerwonego wina
Uffff!!!!!
Wszystko (bez jaj, wina, no i bułek) wsadziłem do żeliwnego gara, podlałem wodą i na 3 godziny do pieca (może wystarczyłoby 2 ?).
Po upieczeniu "usunąłem" listek laurowy. Resztę towaru przepuściłem dwa razy przez maszynkę (dzięki Pani Alu i Panie Zbyszku !)
Tu miało być zdjęcie... ale ...
Później to już tylko dodałem jajka, wino (jeden kieliszek do mięs, jeden dla szefa kuchni), bułki namoczone w powstałym rosole i "wyrobiłem na gładką masę" (bardzo lubię takie zwroty w programach kulinarnych!).
Trochę byłem przerażony ilością towaru jaka powstała! Wypełniłem nią dwie długie, wąskie blachy! (Wysmarowawszy je margaryną i wysypawszy bułką tartą.)
Piekło się ok 40 minut w 150 st C.
Potem, jak to z pasztetem... sama nuda: studzenie, chłodzenie, spożywanie...
Dzisiaj zdjęcia takie bardziej reporterskie, niż studyjne. Sorki, poprawię się po świętach...

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Pierniczki dzieci zrobiły...

No ! Właśnie tak. Dzieci pierniczki zrobiły, pod moim nadzorem... Przepis na ciasto był od Alicji w kuchni. Nie wiem kto co pokręcił, ale mąki musiałem dać dwa razy więcej, bo byłyby co najwyżej lane kluski pierniczkowe... Ale efekt końcowy na 6!

A... witrażyki nie pamiętam od kogo... (upss!)
Już wiem od Cytryny ! PRZEPRASZAM!(23XII)

Basia zagniotła i rozwałkowała ciasto...

Franczesko połowę landrynek przygotował na witrażyki... a połowę zjadł...

wycinali na zmianę...

Zabawa była przednia. Tylko pieczenie i sprzątanie zostało dla mnie...
A to produkt uboczny. Basiowy janioł...


środa, 16 grudnia 2009

Byłem na "nawsi"...

Byłem na "nawsi"... DRAMAT! Miejsce którego latem (i wiosną) mogę nie opuszczać, teraz powoduje ciężką deprechę... Do ludzi daleko, dojechać ciężko, zimno jak na Syberii, ponuro i wyć się chce...
Jakiś przyszły pasztet z długimi uszami dobierał się do młodej jabłonki, czarne świnie szablami  rozryły trawę, wściekłe krety co rok zamieniają trawnik w kartoflisko po wykopkach, temperatura i wiatr nie dla człowieka europejskiego... Dobrze chociaż, że zrobiłem zapas drewna, to miałem przy czym się trochę ogrzać. Byłem trzy godziny. Zaopatrzyłem kanalizację, róże i zioła na zimę, a zmarzłem tak, że dwa grzane Żywce z sokiem malinowym mnie nie rozgrzały.
A propos ziół na zimę... Może macie jakiś sprawdzony sposób, żeby nie wymarzały? Ubiegłą zimę tymianek przezimował, a rosnący 10 cm obok rozmaryn nie, mino że były przykryte świerkowymi gałązkami. Dzisiaj gałęzi świerkowych na waliłem dwa razy tyle... Niech spróbuje wymarznąć!( Mięty nie zabezpieczam i nie marznie...)
BRRR!  ABY DO WIOSNY !!! TRZYMAJCIE SIĘ CIEPŁO!!! (Najlepiej w Australii...)
(fotki z komórki :-)

piątek, 11 grudnia 2009

WIEJSKI PASZTET FRANCUSKI

Święta czuć już w powietrzu... Może inni też już próbują przepisy na święta...
Atmosfera się zagęszcza, ludzie tacy jakby trochę misi dla siebie... No, ale nie "filozuj" Gutek...
Przepis napotkałem w różnych miejscach, w różnych wersjach... Wy musicie zapoznać się z moją...
Kolejne PATE. Dla nas - BOMBA! Przy podziale znów wojna... Robiłem zdjęcia, a rodzina z widelcami w rękach czekała przy stole... chyba znielubią ten mój blog...

Średniego pora po dokładnym myciu pokroiłem na plasterki i zeszkliłem na maśle. Po chwili dodałem dwa ząbki czosnku w plasterkach i jeszcze chwilkę na patelni. Potem musi przestygnąć. 1/2 kg łopatki wieprzowej trzeba zmielić lub zmalakserować. Wymieszać z porami, 3/4 łyżeczki tymianku, odrobiną tartej gałki, cynamonu (tyci), jeden zmielony goździk, trochę pieprzu, trochę mielonego kminku (trochę w tym przypadku to ok 1/8 łyżeczki), odrobiną soli (odrobina to jakaś 1/4 łyżeczki) i jeszcze odrobina grubo mielonego pieprzu. Wymieszać. Potrzebne jest jeszcze 10 plastrów surowego wędzonego boczku. Kilkoma wyłożyłem foremkę (mała keksówka ok 1 l ), resztę posiekałem i wymieszałem z mięsem. Mieszać trzeba nie dokładnie...
Masę przełożyłem do foremki, kilkakrotnie rzucając nią o blat (bez przesady!), żeby "doszło w rogi". Wkleiłem trzy listki laurowe, zawinąłem w folię al , wstawiłem do brytfanki z wodą i wstawiłem do piekarnika nagrzanego do 160 st C. Piec 1 i 1/4 godz. Później pate musi zostać w piekarniku przyciśnięte czymś, aż ostygnie. To jest bardzo trudny moment, bo zapach jest taki, że sąsiedzi mogą próbować rozwalić drzwi wejściowe... Gorzej jest z domownikami, bo oni muszą sforsować tylko drzwi od kuchni... Jak już przestygnie trzeba wstawić do lodówki dla dobrego schłodzenia (tu już spoko, bo jak ostygnie i jest zawinięte w folie to tak nie pachnie).
 Jeść najlepiej jutro... z musztardą albo chrzanem, korniszonami, świerzym chlebkiem, czerwonym winem....

wtorek, 8 grudnia 2009

Entree (kolejne)

Dzisiaj małe co nieco... na ostro!
 Jak ktoś ma za przeproszeniem niewyparzoną buzię to polecam... chociaż nie zawsze działa... ja mam dalej niewyparzoną...
Uwielbiamy pikantne... wypatrzyłem w supermarkecie pikantne papryczki faszerowane czymś białym... cena była dość pewexowska (młodszych odsyłam od encyklopedii). Krew mi wezbrała... Skąpy nie jestem (podobno nawet przeciwnie), ale bez przesady!
Kupiłem pięć papryczek chilli, ser feta, czosnek, sól i pieprz mam w domu...
Papryczki pokroiłem na połówki i oczyściłem w środku z pestek i tego czegoś...
Napełniłem je (za pomocą strzykawek do dziecęcych leków) serem rozgniecionym z czosnkiem, solą i pieprzem...
Później już tylko trzeba zalać oliwą extra virgin i ... odczekać z tydzień... :)
Z supermarketu byłoby szybciej...

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Czas na (zaległą) przystawkę :)

Przystawka jest z książki mojej ulubionej "Wyśmienita kuchnia francuska". Dla mnie jest wyśmienita...
A to jest jeszcze do bólu proste!
Na cykorii układam "patyczki" z selera naciowego, podprażone orzechy włoskie, pokruszony ser roquefort, trochę natki i parę kropli winegreta.
Do stołu!

czwartek, 3 grudnia 2009

Kolacja... czyli polędwiczki wieprzowe w musztardzie i ratatouille

Chwilkę mnie nie było...  W realu udało się jakiemuś "złemu człowiekowi" przysporzyć mi dodatkowych zajęć i trochę popsuć nastrój, robiąc kuku mojemu autku. Ale, to już "minięte"... A w tym samym czasie w wirtualu, dobrzy ludzie sprawili mi miłą niespodziankę wyróżnieniem... Równowaga musi być! Dzięki!
Dzisiaj podzielę się z Wami kolacją jaką zrobiłem w miniony piątek.
Na przystawkę cykoria z gorgonzolą, orzechami i winegretem. Danie główne to polędwiczki wieprzowe pieczone w musztardzie z gorczycą, ratatouille i pieczone ziemniaki (opisane wcześniej).
Zacznę od polędwiczek (przepis na polędwiczki i ratatouille pochodzi z książki "W kuchni u Kręglickich"), które trzeba zamarynować wcześniej (najlepiej dzień wcześniej). Marynata to: jedna cebula pokrojona w piórka, 4 ząbki czosnku w plasterkach, dużo tymianku i rozmarynu najlepiej świeżego (jak nie, to trochę więcej) sok z cytryny, łyżka miodu, sól i pieprz, i ok 1/2 szklanki oliwy. Niestety po marynowaniu, marynata ląduje w koszu... oczyszczone (jako tako) mięso obsmażam i w szkle/blasze do pieczenia obsmarowywuję grubo musztardą z gorczycą. To cacko wstawiam do piekarnika (180 st) na 20 - 25 minut. Po wyjęciu trzeba pokroić skośnie..., żeby jakiś bystrzejszy biesiadnik (u nas dzieci) nie chwycił całości na swój talerz...
Do tego państwo Kręgliccy polecają ratatouille... ja się z Nimi zgadzam w tej sprawie w 100%...
Robię ją troszkę inaczej niż Oni zalecają w książce, ale różnice w czasie smażenia warzyw niweluję odstępami w czasie wrzucania ich na patelnię. Pierwsza leci cebula, jak już się zeszkli leci papryka.
Hmm... trochę narodowo...
Potem cukinia...
Teraz bardziej włoska kolorystyka... chyba że jesteś kibicem...
Potem bakłażan. Na koniec czosnek i zioła, sól i pieprz. Jeszcze z 10 minut pod przykryciem i można serwować.
To danie główne... Przystawka jest z innej książki :) i będzie następnym razem. Nie wiem czy jutro, bo jutro jest Barbórki...
SMACZNEGO !

środa, 2 grudnia 2009

WYRÓŻNIENIE

No i pięknie! Chwile mnie tu nie było i proszę... powyróżniali mnie!

Wielkie dzięki za wyróżnienia Isadorze, Mirabelce, Cytrynie i Antoniemu. Ja Was też WYRÓŻNIAM, a co ?
Dorzucam jeszcze kilka blogów, które również lubię odwiedzać, bo mają fajne zdjęcia, bo fajnie się je czyta, bo ich autorzy mają podobnego smaka co i ja... albo, bo wszystko po trochu!
A zatem wyróżniam jeszcze:
Pozdrawiam!
Ale się porobiło... słodko? bardzo słodko?...