wtorek, 27 października 2009

Jak za dawnych lat...

Krótka historyjka z dzisiejszych wieczornych zakupów w supermarkecie...
Chciałem kupić jedną małą porcję piersi z kurczaka. Nie ma! Ani pakowanych, ani na wagę... Pytam Pana czy to jakaś nowa zaraza... Panie! rano się skończyły! Ludzie po 50! kg brali! ....?!? No! Po 9,99 to co się pan dziwi!!? A... no trudno... to jakąś małą porcję z indyka poproszę, dla dzieci... A pan tylko jedną chce?!? Ychy! I Pan wyciągnął mi "ZPODLADY" tackę piersi z kurczaka "na 9,99"... Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać... podziękowałem...

Risotto wypasione

Risotto zrobiłem w sobotę, ale dopiero dzisiaj się nim dzielę. O ryżu przypomniała mi Isadora swoim risottem. Mój sposób na risotto jest trochę inspirowany przepisami J.Oliviera, a trochę naukami Pascala Brodnickiego, którego spotkałem kiedy jeszcze nie był taki znany...
Składniki: ryż na risotto (na 4 głodne osoby - ok 350g), ok 1/4 masła, oliwa, szklanka białego wina, ok 1l bulionu (może być z kostki, trudno...), czosnek, seler naciowy - 4 łodygi, 3 spore cebule, 300 g mięsa mielonego lub siekanego (albo lekko zmalakserowanego:), 200 g boczku surowego wędzonego, pomidor bez skóry, jeszcze raz 1/4 masła i trochę natki (lepszy byłby świerzy tymianek, ale mi wyszedł) i trochę tartego parmezanu.
No to do garów!
Zanim stanąłem do risotta, wstawiłem do piekarnika szkło z cebulami NIEOBRANYMI, i mięsem. Na godzinkę, po pół na mięso wrzuciłem boczek. Po upieczeniu dwie cebule pokroiłem w grubą kostkę, a od mięsa odlałem tłuszcz. Trzecia, obrana przekrojona na 4 czeka na podpieczenie i zwieńczenie dzieła...
W dużym garnku rozgrzałem masło i trochę oliwy. Na pierwszy ogień (tłuszcz:-) poszedł seler i cebula, a po kilku min. czosnek, a później ryż. Ryż trzeba cały czas mieszać, niestety do końca gotowania. Kiedy się zeszklił, wlałem wino. Ale tak jak je pijemy... łyczkami... nie wlewamy (raczej) szklanki wina do gardła! Ryż musi wszystkie wlewane doń płyny wchłaniać, delektować się nimi. Inaczej się zachłyśnie i rozpaćka:)) Tu jest dobry moment, żeby dodatkowym kieliszkiem wina podlać gotującego, bo zapach jaki buchnie z garnka... trudno się powstrzymać! A do ryżu wlewam po trochu bulion. Wchłonie, znów trochę... i tak do... momentu kiedy ryż będzie miękki. Kiedy ryż jest prawie, ale nie zupełnie... dodaje mięso i boczek. Podpiekłem ćwiartki cebuli. Ponieważ trochę to wyglądało mało marketingowo, pokroiłem pomidora w kostkę i podkolorowałem risotto. No i tymianek, poprawi i smak ,i look :))) Chwilę mieszania na gazie i koniec, wrzuciłem drugą 1/4 masła, trochę parmezanu , wymieszałem, przykryłem i na 5 min na odpoczynek (risotto:)).
Na talerzach po przybraniu pieczoną cebulą posypałem parmezanem...

poniedziałek, 26 października 2009

"Nawsi..."

Dysleksja dysleksją, ale wiem, że NA WSI... ale dla Franciszka to miejsce długo nazywało się "nawsi". I jechaliśmy "na nawieś"...
Sezon się zakończył i trzeba chałupę i okolicę przysposobić do zimy. Zbierałem się do tego jak jeż do... tzn. jak do jeża... W tak zwanym "międzyczasie" spadł śnieg, wszyscy się pochorowali i inne plagi egipskie i polskie... Dzisiaj pojechałem (nie chcem ale muszem - z całą sympatią!).
Wyjechałem z Warszawki i zaczęło padać... standard. Nawsi dramat! Albo mżyło, albo padało, albo lało! Kocham to miejsce... powyżej 18 st C + trochę słońca (czytaj: od maja do września). Ale jesienią [___] coś tam o kontroli publikacji....  (nie mam blokady dla dzieci!). Klimaty samobójczo - depresyjne to przy tym Lazurowe Wybrzeże...
Chmmm... nic o gotowaniu...
Nazrywałem skrzynkę jabłek... (reszta się zmarnuje ;((( ) Ale dzisiaj już nic z nich nie zrobię.
A chciałem pochwalić się risottem... No dobra o ryżu jutro! (Po zmianie czasu jakoś "nie mogę się odnaleźć")
Mała próbka  z "nawsi" zrobiona komórką...

piątek, 23 października 2009

roztocze i placki ziemniaczane

Młody siedzi w domu = siedzimy (ja z młodym) w domu.... Zawdzięczamy to roztoczom. Nasz pan alergolog nazwał ostatnio Franciszka "roztoczowym chłopcem". I mimo że, kaloryferów prawie nie używamy, te potwory mnożą się na potęgę a, z Franciszkiem jakoś się nie lubią... No i czasem dochodzą do takiego nielubienia się...
A ponieważ i Basia, i Franciszek lubią się z plackami ziemniaczanymi...
Tarki do tego już dawno nie używam. Załatwiam TO malakserem. Dokładam tam jeszcze cebulę, jajko, sól, pieprz, trochę mąki... i jeszcze chwilkę malakserem. Potem to już tylko gorąca patelnia.
My jemy je na słodko!

poniedziałek, 19 października 2009

Zapiekane pomidory z cukinią

Dzisiaj musiałem odebrać Franciszka wcześniej z przedszkola i nie zdążyłem przed tym nic upolować. Nie chciało mi się targać dzieciaka "na zakupy", więc zrobiłem przegląd lodówki: cebula, cytryny, pomidory, czosnek, jakaś wędlina... hm! trochę cienko... ale była jeszcze cukinia! Przypomniała mi się zapiekanka, którą jadłem kiedyś we Francji i czasem odtwarzam w domu. We Francji wszystko smakuje "troszkę" inaczej niż tu. Tam nawet żaby smakują...
Ale, do rzeczy...
Potrzebne są: duuuża cebula, czosnek, pomidory, cukinia, oliwa, trochę tartego parmezanu (pożyczyłem od sąsiadki :-), trochę tartej bułki i jakieś ziółka (oregano, bazylia, estragon).
Ingredienty przed rozcząstkowaniem.
 Cebulę i czosnek pokroiłem na cienkie plastry i zeszkliłem, ułożyłem je na dnie naczynia do pieczenia. Na cebuli z czosnkiem położyłem cukinie i obok pomidory, wszystko pokrojone w plastry. Posypałem tartym parmezanem z bułką i ziołami. No i do pieca, aż się zapiecze. Tadaaa...!

czwartek, 15 października 2009

Guacamole

Za inspirowała mnie Małgosia.dz ...Do swojej potrawy poleca guacamole, a ja przypadkiem mam fajny i chyba prosty przepis... powstały na bazie kilu innych i dużego doświadczenia w zjadaniu tego specjału.
Podstawa to dobre awokado! Dobre tzn. dojrzałe, nie twarde jak kamień i nie czarne rozlewające się między palcami ( chociaż słyszałem od znajomych, że w Mexyku nie jedli ani razu zielonego guacamole ).
Takie dojrzałe ( ja jednak wolę zielone ) awokado (2szt) rozgniatam widelcem w miseczce na papkę, na grubej tarce ścieram cebulę (jedną mniejszą lub pół dużej) lub drobno kroję, mały ząbek czosnku na drobnej tarce, dodaję drobno posiekaną papryczkę chilli ( świerzą lub trochę pasty paprykowej - jak i ile kto lubi ), drobno startą skórkę z lemonki i sok z tejże. Sól, pieprz ( świeżo grubo mielony ) i trochę oliwy extra... Dobrze trzeba wymieszać i dobrze wstawić na pół godziny do lodówki. Może być do jakiegoś dania , a można podawać z tacosami w parze z salsą pomidorową.

środa, 14 października 2009

winegret

Czas na winegreta! Trochę tu za słodko ostatnio było...
Właśnie wstukałem w google: winegret. To co znalazłem woła o pomstę... i jeszcze ma tytuły np. prawdziwy francuski... Sorki, mogę nie umieć upiec ciasta, ale winegret to MOJA perełka! Jak czytam: wymieszać wszystkie składniki w słoiku... oooo! gore mi! To tak, jakby w przepisie na  Boeuf Bourguignon ktoś polecał: wymieszać składniki i ugotować!
No, dobra. Spoko!
Do szklanki ( jak ktoś się uprze, może być słoik - trudniej mieszać ) wrzucam łyżeczkę musztardy francuskiej ( jak ma być sarepska to lepiej odpuścić winegreta i podać sałatę z ketchupem), łyżeczkę octu winnego ( lub więcej - będzie zajzajer) albo sok z pół cytryny, albo łyżkę aceto balsamico - będzie delikatniej, (można i to i to), wymieszać, po solić i po pieprzyć, wymieszać, wcisnąć czosnek 1-2 ząbki w zależności od upodobania i wielkości ząbków (ostatnio nie wciskam tylko ścieram na drobnej tarce). Wymieszać, bardzo! I teraz uwaga! Po odrobince, mieszając wlewam oliwę... Najlepiej extra vergine, zwykła też ujdzie, ale smakosz może poczuć. Z olejem Kujawskim też się wymiesza. Czym lepsza oliwa tym lepiej smakuje i lepiej się łączy! Oliwy wlewam tyle, żeby sosu było max 1/2 szklanki. Jeśli jest bardzo gęsty, dodaję łyżkę wody a najlepiej wina (b lub cz).
A teraz dla tych którzy dobrnęli, aż tu, przepis na winegreta MIODZIO!
Można nie dawać czosnku, można dawać, można dać trochę więcej kwaśności bo zrównoważy go łyżeczka miodu, plus 1/2 łyżeczki estragonu. Zawsze oliwa na końcu i po troszku!

wtorek, 13 października 2009

poniedziałek, 12 października 2009

Ciasto od edysi79

W sobotę Basia upiekła ciasto ze śliwkami. W przepisie nosi nazwę ciasta karmelowego z cynamonem. http://przystole.blox.pl/2009/09/Ciasto-karmelowe-z-cynamonem.html  Ciasto jest prze!pysz!ne! Nawet prawie udało jej się uzyskać karmel na wierzchu, co podobno nie jest łatwe... Prawie, bo okazało się, że trzeba wprowadzić korektę czasu pieczenia. Po pół godzinie,wyglądało ok, a po 40 min. wierzch zaczął się przypalać! Tu musiałem troszkę się wtrącić i wydobyć je z piekarnika. Dostało nową warstwę brązowego cukru plus odrobinę białego i ... po przestudzeniu, przy protestach rodziny zabrałem ciasto na małą sesję fotograficzną.

Dzięki edysiu79 za pomysł! A nad młodą już pracuję, żeby zrobiła powtórkę z korektą...

sobota, 10 października 2009

Zaległa wizyta...

Mam kumpla z dzieciństwa. Prawdziwego przyjaciela od lat. Każdemu takiego życzę... znamy się od piaskownicy... jakieś... no prawie 40 lat (rany ludzie tyle nie żyją!) Kiedyś mieszkaliśmy "klatkę obok". On wcześniej się ożenił, wyprowadził, potem ja... nasze drogi trochę się rozeszły... proza. Ale, cały czas jesteśmy w kontakcie i możemy na siebie liczyć, chociaż rzadko się spotykamy.
Dzisiaj byliśmy całą rodziną u Nich na kolacji. Nie miałem aparatu więc zdjęć nie będzie, ale tak pysznej zupy-kremu z dyni jeszcze nie jadłem (nie lubię dyni!). Na "drugie" były jabłka faszerowane mięsem z indyka z dodatkami... Jak zdobędę przepis to się podzielę! Była szarlotka i fondue czekoladowe i domowe wino z winogron z mojej "plantacji", ale nie taki typowy ulepek, fajne...


No dobra, bez jakiegoś zdjęcia byłoby... kiepsko!

Oglądaliśmy zdjęcia z ich wyprawy do Paryża... i tak mnie skręcało...
Kiedyś (bardzo kiedyś) bywałem w Paryżewie co roku... ostatnio 11 lat temu... Nie jestem oryginalny, ale bardzo lubię to miasto, sorki, trochę się rozmarzyłem... to chyba przez to wino...
Ale, to tak na marginesie...

wtorek, 6 października 2009

Mój "młody" blog

Kiedy dałem się namówić i zacząłem popełniać tego bloga, nie miałem pojęcia w co się ładuję!
Wczoraj i dzisiaj zwiedzałem okolicę... tzn. odwiedzałem blogi kulinarne. Jest ich taka masa... głowa boli. Ale większość tych, które odwiedziłem są tak prowadzone, że... chapeau bas. Na dodatek zdjęcia w nich zamieszczane chyba są zamawiane w agencjach fotograficznych specjalizujących się w fotografii kulinarnej :))) (zainteresowani wiedzą, kogo mam na myśli). A serio, to dobrze, że ich autorzy piszą blogi, a nie zajmują się zawodowo fotografią potraw, bo umarłbym z głodu... uf!
Ja swojej pisaniny nie zaliczam do blogów ściśle kulinarnych, ale jakiś przepis czasem wrzucę. I dzisiaj proponuję...
Jest to przystawka z J. Oliviera - pieczone cytryny! Przepis wart rozpropagowania...
Cytryny sparzone, wyszorowane itd. kroję na pół i odcinam piętki, wycinam miąższ. Do środka mały plasterek mozzarelli, taki żeby zakrył dno, na niego pół filecika anchovis (chodzi o anszua:-), pół pomidorka koktajlowego albo kawałek "normalnego", listek bazyli, sól, pieprz i szczyptę chili. Zakrywam drugim plastrem mozzarelli i do pieca na 10 - 15 minut. Miodzio!

piątek, 2 października 2009

Siedzę i przygotowywuję zdjęcia dla "klienta" i są to między innymi fotki zrobione w minione wakacje... A tu za oknem kiszka... Jak trafiłem na zdjęcie zrobione przez Tęczę, na którym z Franczeskiem robimy faszerowane papryki na grill, to mnie normalnie skręciło. Ale mając patelnię grillową (z Ikea;-), można ją zrobić nawet jak za oknem kiszka... kiszkę z cebulą zrobię innym razem.
W Chorwacji paprykę dostawaliśmy "z pola" od naszej gospodyni. Była taka bardziej biaława, tu radziłbym czerwoną.
Mielone mięso podsmażone z cebulą, czosnkiem (u mnie dużo), pomidorem i ziołami (np tymianek, rozmaryn), pieprz, sól. Można dodać trochę drobno tartej cukinii. Tym napychaliśmy papryki i na żar... Bułeczka, bilo wino................