wtorek, 29 września 2009

Och! Cóś mi się popsuło... jakiś mały kryzys... ,ale nie wieku średniego... Nie chciało mi się pisać, ani gotować... hm gotować to brzmi kiepsko... tworzyć w kuchni (jakieś propozycje)? To tak jak zakład fryzjerski, albo stylizacja fryzur...
Oj, no trochę się działo przez te parę dni, wszystkiego już nie pamiętam (ha, ha), ale np jechałem znów autobusem... wow! to zawsze będzie budzić we mnie emocje. To szarpanie, ten... yyy zapaszek, czekanie na przystanku, kontakt obcych ciał... wow!
A dzisiaj z młodym mieliśmy bardzo intensywny dzień. Rano pierwsze zajęcia z integracji sensorycznej, potem trochę przedszkola, a popołudniu wizyta u alergologa. O integracji sensorycznej innym razem, jak będziemy mieli trochę więcej doświadczeń, ale alergolog... debeściak! Próbowaliśmy dostać się do tego konkretnego fachowca od roku (przez NFZ). Ostatnio namierzyłem go w prywatnej przychodni. Wizyta kosztuje stówkę, ale termin jest za tydzień. Jeszcze nie mamy wymiernych efektów, ale po rozmowie z człowiekiem jestem pod dużym wrażeniem... polecam!
A, ponieważ dzień był bardzo intensywny, wieczorem trzeba było zrobić do jedzenia coś na szybko (dla odmiany). Z kilku propozycji rodzina wybrała ambitnie HAMBURGERY... (ze srem więc cheeseburgery). Robi się to raz dwa... trzeba mieć tylko mielone mięso, najlepiej wołowo - wieprzowe. Tu wtrącę: w Mcdonaldzie hamburgery są: 100% wołowiny! zgadzam się z nimi w 100%. Cała zmielona krowa, z rogami i kopytami, i ogonem... 100% wołowiny! Jeśli, więc mamy tyko kilku procentową wołowinę... trudno. Mieszam ją z jajkiem, grubo startą cebulą, drobno startym czosnkiem, trochę tartej bułki, natki lub koperku, ew. tymianku etc. Dorzucam jeszcze trochę pikantności, np pasty paprykowej. Robię płaskie "kotlety" i na patelnię np grillową z Ikea :)). Specjalne albo zwykłe bułki grzeję w piekarniku i ładuję ketchup, musztardę, sałatę, cebulę, pomidora, ogórek i ww "kotleta".
DO - ZO - BA - CZE - NIA MNIA MNIAM MNIAM (dla młodszych to z Telesfora ;-)

wtorek, 22 września 2009

Zmiana tytułu!

Wrzuciłem dzisiaj w wyszukiwarkę googlową blogów tytuł "gotowy na wszystko" i stwierdziłem, że jestem gotowy prawie na wszystko... Jeden blog pod tym tytułem jest prawdopodobnie przepisywaną książką, drugi deklaruje miłość do puszystych gejów... do tego masa ogłoszeń: młody gotowy na wszystko zaspokoi panie... sorki w takim wypadku jestem gotowy prawie na wszystko... (nie, żebym miał coś do puszystych gejów albo do gejów w ogóle).

poniedziałek, 21 września 2009

Troszkę się opuściłem... ale to mnie opuściła (mam nadzieję chwilowo) wena.
W weekend byliśmy na wsi. Na wsi jak to na wsi, było super. Co prawda zawsze mam tam masę roboty i trudno żebym posiedział i nic nie robił, ale to jest "moje miejsce na Ziemi"... Zrobiliśmy grilla, tzn piersi kurczaka w marynacie na sposób wschodni, karkówkę w słodkiej papryce, i cienkie surowe białe kiełbaski marynowane w piwie z lubczykiem... Do tego niespodzianką był chleb upieczony przez moją średnią szwagierkę (na zakwasie z ziarnami - pycha!). Tu podam tylko prosty sposób na karkówkę. Najpierw mała uwaga: nie mylić tej potrawy z karkówką gotową na grilla z supermarketu! Wygląda podobnie, ale nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że tamta jest z mięsa, którego termin do spożycia minął dwa dni wcześniej... No, więc ja to robię tak (sposób od naszego Pascala-szacun - on robił rostbef): mięcho zalewam niewielką ilością oliwy, wsypuję dużo mielonej słodkiej papryki, troszkę ostrej (chili), pieprz, sól... i chwacit... Karkówkę grilluję do skutku, gdyby to był rostbef, trzeba krótko - na krwisto.
Wieczorem zrobiliśmy ognicho... musieliśmy przytargać trochę drwa z lasu, ale rodzinka, piła i nasz scenic spisali się na medal (nie wycinam zdrowych drzew, tylko usuwam drapaki - to info dla "Zielonych").
Po niedzieli w lodówce na ogół są pustki... (szczur powiesił się z głodu...) więc na wieczór trzeba wykombinować "coś" ... Szybkie i tanie, jedno z moich ulubionych dań. Biała kiełbasa w pomidorach. Do gorącego piekarnika wkładam blachę (szkło) z plastrami surowego, wędzonego boczku. Jak "puści" tłuszcz wkładam pomidory bez skóry i gniazd oraz czosnek w łupinach. Kiedy zmiękną trzeba je rozgnieść, dodać dużo rozmarynu (świeżego), pieprz, sól, i wcisnąć w "to" kiełbaski. Piec aż się pięknie przypieką... Spożywać z czerwonym winem, bagietką, sałatą i ze smakiem...

poniedziałek, 14 września 2009

13.09.2009

Dzisiaj byliśmy na koniach... Na szczęście jeździła tylko Młoda... Mnie wystarczą wspomnienia z mojej
'lekcji" jazdy z przed 22 lat. Spędziłem godzinę (60 minut!) na ląży, głównie kłusując i wyczyniając różne akrobacje "ćwiczebne" (podobne widziałem kiedyś w cyrku). Dosyć istotny, dla mnie, był fakt, że pomiędzy koniem a moim siedzeniem była kulbaka (mówiąc krótko: wysokie siodło "ułańskie" - dość dokuczliwe z przodu...). Starzy wyjadacze bardzo sobie chwalą kulbakę, ale ja przez tydzień chodziłem jakbym miał piłkę między nogami... że nie wspomnę o "radości" jaką sprawiało siadanie. Nie była to jednak moja ostatnia próba sprostania rodzinnym tradycjom. Patrząc dzisiaj jak Młoda pomyka... mam ochotę jeszcze spróbować...

czwartek, 10 września 2009

Hiszpańskie skrzydełka po żaglach

No! Zapisaliśmy się na "żeglarstwo" do Pałacu Młodzieży"... Znaczy się, fajnie by było, ale mnie tam nie zapiszą, więc zapisałem Basię. Żeby nie było że ją zmusiłem, bo ja jestem za stary... Basia sama chciała. Spodobało jej się w czasie wakacji na łódce. Ponieważ, jako jedyna w rodzinie ma szansę na patent żeglarski, a na łódce kapitan rządzi... zapisała się bardzo ochoczo.
Zajęcia są o 16.00, więc kolidują z odbieraniem młodego z przedszkola. Zapadła decyzja rodzinna, że Basia będzie jeździć sama autobusem (i wracać). Pierwszy raz pojechaliśmy razem "przećwiczyć" trasę... Ja piórkuję...! Sto lat nie jechałem autobusem! To jest extremalne przeżycie! Bandżi (czy jak mu tam) wysiada! Smród, duchota, i co chwila można zaliczyć glebę! Tylko wsiedliśmy do autobusu, wlazłem na jakiego gościa na czarno... skasowałem bilety, przez jego ramię, a on "bilety do kontroli!". Myślałem, że koleś robi sobie jaja i chciałem odpowiedzieć: balonik (jak w kawale: jaki balonik? jakie bilety!?!), ale on wyciągnął coś jakby czytnik kart kredytowych... i wpakował tam moje bilety... uff! jednak je skasowałem. Odprowadziłem Basię na zajęcia i poszedłem do "Relaxu" do laboratorium oddać odbitki do zrobienia. Ale, stres był tak wielki, że czekając na wywołanie wstąpiłem "Pod Kaktusy" na małego Żywca.
Młodego odebrała babcia (chwała jej i dzięki). Na szczęście nie miał dzisiaj bardzo złego humoru.
Po powrocie z żeglarstwa było trochę późno, więc musiałem upichcić coś na szybko (dla odmiany:-().
Młody przed kąpielą zjadł kanapki z NUTELLĄ... (na prawdę prosty przepis...). Basia ze mną (bo Tęcza ma dzisiaj firmowe urodziny) po kąpieli młodego jadła pikantne skrzydełka. Pikantne skrzydełka  jak to pikantne skrzydełka... jak w KFC tylko bez dziwnej panierki po, której odbija się przez resztę dnia. Więc, (zdania nie zaczyna się od "więc", więc od czego?) przypadkiem kupione wcześniej skrzydełka, w jednym miejscu przebijam nożem (tyci, tyci) i wbijam "słupek" czosnku, polewam oliwą, posypuję sowicie słodką papryką, pieprzem, solą, suszonym oregano i albo chili (ilość zależna od tego jak bardzo mają być pikantne) albo tak jak ja zrobiłem: wrzuciłem do malaksera suszoną papryczkę chili, pieprz, sól i 1/2 łyżeczki cukru...  i zzzz...).Wszystko trzeba wybełtać, dobrze jak trochę odleży w lodówce. Potem na blachę i do piekarnika, 180 st.C , i około 45 min. (tak żeby się upiekło do kości, przypiekła skórka, ale nie spaliła... proste!) "Podawać z kawałkami lemonki..." i bagietką albo pieczonymi ziemniakami, sałatą etc.
Smacznego albo dobrej nocy!

poniedziałek, 7 września 2009

Bigos z szafy

Ale była impreza... Impreza niespodziankowa... Tęcza nic nie wiedziała i nic się nie domyślała... nic! Ja zapowiedziałem, że : w tym roku, kochanie, twoje urodziny spędzimy na wsi, sami bez dzieci. Tęcza (jest raczej imprezowa) trochę się zdziwiła, trochę podpytywała, ale zacisnęła zęby i wzięła to na klatę... A już pod koniec lipca, nasi przyjaciele zmówili się, że zrobimy imprezę niespodziankową. Ja koordynowałem kto zrobi sałatkę, a kto kupi chipsy. Na siebie wziąłem między innymi bigos. No właśnie, bigos, który młoda jadła ostatnio na obiad, a nie powinna... Bigos wtedy był głęboko "zakonspirowany" w szafie i oficjalnie nie istniał. Stał zawinięty w folie do pakowania, żeby nie zdradzić się "zapachem". Potem przemyciłem go do samochodu... Na imprezie występował jako BIGOS Z SZAFY...
Na wsi... poszliśmy na spacer do lasu, włączyłem muze z adaptera... tylko nie było nic do jedzenia! ups! Nie wyjmę przecież nagle wielkiego gara z bigosem...Tęcza zrobiła frytki. Potem usiedliśmy na polu... otworzyłem wino... i nagle pojawiło się 7 samochodów, z których wysypali się nasi przyjaciele z wszelkim jadłem i napitkami, sprzętem grającym, tortem tęczowym, prezentami, i wszystkim co potrzeba... Przyjechała wspaniała imprezka... DZIĘKI  EVERY ONE!

sobota, 5 września 2009

pierwsze przepisy: rosół i szaszłyki z białym sosem (bliski wschód:))

OK. Goście wyszli, rodzinnie posprzątaliśmy itd... Ponieważ wyjeżdżamy trzeba zostawić "coś" do jedzenia dzieciom... Rosół na szybko i piersi kurczaka " z grilla " na sposób bliskowschodni. Rosół jak to rosół: wywar z kurczaka albo jego części np skrzydełka (+ew. kawałek wołowego ) włoszczyzna, czosnek, cebulka opieczona na gazie, ziele ang., pieprz, kostka knora (tylko w rosole na szybko), listek... chyba wszystko... i pyk pyk na malutkim ogniu... (oczywista najsampierw mięso, potem szumowanie, potem reszta). Piersi z kurczaka ( w oryginale jagnięcina) pokrojona jak na szaszłyki (potem niestety trzeba mieć patyczki wymoczone w wodzie i mięso ponadziewać :(  ) lub większe kawałki i bez patyczków, ale nie całe piersi (kurczaka). Marynuje je min.2 h w : ... i tu mam dzisiaj problem... Do dzisiaj ( i to jest sposób dla pasjonatów i cierpliwych) robiłem tak: oliwa ex.w. drobno starta średnia cebula, listek laur., skórka starta z 1/2 cytryny i sok z w/w., rozmaryn (de best świerzy),tymianek (j. w.), pieprz, sól. Dzisiaj chcąc "załatwić" sprawę szybciej (po gościach) wrzuciłem (mówiąc delikatnie) wszystko w całości do malaksera... bzzz... 20 sek. zalałem mięso ( tvp mówią: mięsko) i wrzuciłem do ... nie! do lodówki. Jutro wystarczy upiec ziemniaczki (jak w tvp), mięso (ew. mięsko) na patelni grillowej (fajne i tanie są w Ikea - patelnie) lub w szkle w piekarniku. No i koniecznie surowizna, np. pomidory z piórkami cebuli, odrobiną cukru, soli, pieprzu, aceto balsamico (chyba coś jeszcze, ale to jest przepis mojej żony... ona chyba jeszcze nie ma bloga). Do tego białe chłodne wino... mmmm... oj nie wino, nie to miał być obiad dla dzieci... ups! Mięso tak marynowane super smakuje z tzw. białym sosem (bliskowschodnim): jogurt gęsty, trochę startej drobno cebuli, posiekana mięta i kolendra (oczywista świerza), sól i pieprz w ilościach spokojnych, ew. odrobina startej skórki (ups! skóry) z cytryny. No to co? do roboty... a ja dokończę piwo i idę spać... Smacznego...
O kurde... sam nie wierzę...  no dobra, jutro i pojutrze wolne, ale po tem...

piątek, 4 września 2009

No dobra, powinienem w tym miejscu podać przepis na bigos, który jadła młoda "na obiad", ale zaraz przychodzą GOSCIE... Jutro są urodziny mojej żony, ale wyjeżdżamy...
Przepis i ewentualnie fotka (bigos nie jest fotogeniczny, a każdy wie jak wygląda) wrzucę kiedy indziej.
Młody jadł kanapkę z dżemem truskawkowym Pudliszek... blee. Jak kto jest zainteresowany przepisem na kanapki z dżemem truskawkowym Pudliszek to podam...

START

No i stało się... założyłem  b l o g a !  A tak szczerze, to zostałem zmuszony przez moją żonę i jej koleżanki (w pierwszym pocie nie będę ujawniał w jaki sposób).
He he na początek styknie... Właśnie córka wróciła ze szkoły i muszę dać jej jeść...