poniedziałek, 26 października 2009

"Nawsi..."

Dysleksja dysleksją, ale wiem, że NA WSI... ale dla Franciszka to miejsce długo nazywało się "nawsi". I jechaliśmy "na nawieś"...
Sezon się zakończył i trzeba chałupę i okolicę przysposobić do zimy. Zbierałem się do tego jak jeż do... tzn. jak do jeża... W tak zwanym "międzyczasie" spadł śnieg, wszyscy się pochorowali i inne plagi egipskie i polskie... Dzisiaj pojechałem (nie chcem ale muszem - z całą sympatią!).
Wyjechałem z Warszawki i zaczęło padać... standard. Nawsi dramat! Albo mżyło, albo padało, albo lało! Kocham to miejsce... powyżej 18 st C + trochę słońca (czytaj: od maja do września). Ale jesienią [___] coś tam o kontroli publikacji....  (nie mam blokady dla dzieci!). Klimaty samobójczo - depresyjne to przy tym Lazurowe Wybrzeże...
Chmmm... nic o gotowaniu...
Nazrywałem skrzynkę jabłek... (reszta się zmarnuje ;((( ) Ale dzisiaj już nic z nich nie zrobię.
A chciałem pochwalić się risottem... No dobra o ryżu jutro! (Po zmianie czasu jakoś "nie mogę się odnaleźć")
Mała próbka  z "nawsi" zrobiona komórką...

3 komentarze:

  1. zazdroszczę takiego miejsca, też bym chciała móc pojechać na swoją nawieś... a odkąd przeczytałam rozlewiska, marzy mi się to jeszcze bardziej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeee, no żeby od razu klimaty samobójczo - depresyjne... Człowiek spojrzy na takiego muchomorka i od razu humor się poprawia. ;-)
    Dawaj risotto, bo głodna jestem!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muchomorki na "grządce" kwiatowej psują michomór :((( A rozlewiska mam wiosną :))

    OdpowiedzUsuń